Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grizzlies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grizzlies. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 marca 2010

Thabeet rozwija się w Development League


Numer 2 draftu 2009 ponad tydzień temu został wysłany do D-Lague. Tym samym jest najwyższej wybranym zawodnikiem w drafcie, który trafił do rezerwowej ligi NBA.

Od samego początku rozgrywek Hasheem Thabeet jest postrzegany jako duże rozczarowanie. Trudno się dziwić, skoro wybrani z dalszymi numerami Evans, Curry czy Jennings są pierwszoplanowymi postaciami swoich drużyn. Natomiast młody center Grizzlies przez większość czasu siedzi na ławce i na parkiecie pojawia się rzadko. W 50 meczach grał średnio tylko 10.3 minut i właściwie w żadnym z nich nie zabłysnął. Stąd od razu pojawiają się porównania do innych dwójek, które potem okazały się być wielkimi pomyłkami, jak chociażby najsłynniejszy przypadek - Darko Milicic.

Jednak nie można zapominać, że gdy Grizzlies decydowali się na Thabeeta było wiadomo, że nie jest to jeszcze zawodnik w pełni gotowy do gry w NBA. On przede wszystkim ma fantastyczne warunki fizyczne i ogromny potencjał – właśnie na to postawili w Memphis. Liczą, że za kilka lat będzie to jeden z najlepszych centrów w lidze, zwłaszcza jeśli chodzi o grę w obronie. Dlatego dopiero za kilka sezonów będzie można ocenić, czy wybór z dwójką właśnie jego był błędem czy też nie. Teraz Thabeet potrzebuje czasu, musi się jeszcze dużo nauczyć, a do tego potrzebuje gry. Zaskakująco udany sezon Grizzlies i szanse na awans do playoffs, sprawiły, że debiutant nie może liczyć na sporo minut, tym bardziej, że rewelacyjnie spisuje się podstawowy duet podkoszowy. W tej sytuacji wysłanie go do D-League było bardzo dobrą decyzją. W drużynie Dakota Wizards może długo grać, przez co rozwija się i nabiera bardzo cennego doświadczenia.

Dotychczas Thabeet rozegrał 6 spotkań w barwach Wizards i już zdążył pokazać próbkę swoich możliwości. W pierwszym meczu był mało widoczny i przez 18 minut zaliczył 8 punktów, 2 zbiórki i blok, ale już w kolejnym spotkaniu zaprezentował się zacznie lepiej. W starciu przeciwko zespołowi z Fort Wayne zdobył 19 punktów (8/10 z gry), zebrał 16 piłek i zablokował 6 rzutów. W sumie, w tych 6 meczach 4 razy miał ponad 10 punktów, również 4 razy zanotował co najmniej 10 zbiórek i zaliczył 3 double-doubles. Natomiast jego średnia bloków wynosi 3.2. Są to bardzo dobre statystyki, chociaż trzeba pamiętać, że to tylko D-Leauge. Tutaj wielu zawodników ma imponujące osiągnięcia, a potem w NBA nie potrafią potwierdzić swojej wartości. I oczywiście Thabeet wracając w tym sezonie do Grizzlies także nie będzie odgrywał tam ważnej roli. Nadal pozostanie głębokim rezerwowym. Najważniejsze jest jednak, że zamiast siedzieć na ławce, ma okazję pograć. W D-League występowało wielu zawodników, którzy na początku swojej kariery nie mogli przebić się do stałej rotacji. Teraz chociażby Aaron Brooks jest liderem Rockets, a także Gortat  ma za sobą  grę w tej rezerwowej lidze. D-League nie tylko jest dla zawodników, którzy nie zmieścili się w składzie drużyn NBA, ale również dla młodych gwiazd, które na razie siedzą na ławce, a potrzebują gry. Miejmy nadzieje, że to doświadczenia pomoże również Thabeetowi i już w przyszłym sezonie będzie liczącą się postacią ekipy z Memphis.

piątek, 19 lutego 2010

Trade deadline 2010

Celtics: Nate Robinson, Marcus Landry
Knicks: Eddie House, J.R. Giddens, Bill Walker

Knicks już dawno chcieli się pozbyć Robinsona, z którym D'Antoni nie mógł się porozumieć i wreszcie się udało. Nate natomiast trafił do Bostonu, gdzie będzie walczył o coś więcej niż pozycje tuż za playoffs. Celtics bardzo potrzebowali wzmocnień, tym bardziej, że w ostatnim czasie nie grają na najwyższym poziomie. Teraz dostali młodego zawodnik, który potrafi zdobywać dużo punktów i będzie świetnym wsparciem z ławki, o ile Riversowi uda się go poskromić. Robinson potrafi być nieobliczalny i nie zawsze robi to, co jest najlepsze dla drużyny. Jednak w Bostonie nawet Marbury nie sprawiał problemów, a szalone akcje Nate'a czasami mogą okazać się przydatne dla Celtics. Warto także dodać, że Robinson w kontrakcie ma zapisaną klauzulę, na mocy której w przypadku awansu do playoffs dostanie dodatkowy milion dolarów. Z Knicks nie miał szans na ten bonus, ale teraz może być pewny, że go dostanie.


Bulls: Hakim Warrick and Joe Alexander
Bucks: John Salmons, wybory w drugiej rundzie draftu 2011 i 2012, a także możliwość zamiany numerów z Bulls w pierwszej rundzie draftu 2010 (o ile Bulls będą mieli numer wyższy od 10)

Salmons w tym sezonie gra znacznie gorzej niż w poprzednim, ale to nie to było główną przyczyną, dlaczego Bulls chcieli go wytransferować. Najważniejszy był fakt, że Salomons ma kontrakt na jeszcze jeden sezon za $5.8 milionów. Bulls szykują się na tegoroczny offseason, mają zamiar powalczyć o Wade'a, dlatego wolne pieniądze po tym sezonie są im potrzebne. Dzięki tej wymianie je zyskali, ponieważ w zamian dostali 2 kończące się kontrakty. Ważne jest także, że przy okazji poprawiania swojej sytuacji finansowej Bulls się nie osłabili. Warrick jest bardzo dobrym zawodnikiem, świetnie spisuje się jako rezerwowy i będzie odpowiednim zastępstwem dla Thomasa oddanego do Bobcats. Alexander raczej nie odegra dużej roli w Chicago. Jest on jednym z największych rozczarowań draftu 2008, dopiero wraca do zdrowia po kontuzji i nawet grając ostatnio w D-League nie jest wyróżniającym się zawodnikiem.

Bucks natomiast dostali rzucającego obrońcę, który zapełni im lukę po kontuzjowanym Reddzie. Salmons oczywiście nie jest aż tak dobrym strzelcem, ale w zeszłym sezonie pokazał, że potrafi zdobywać dużo punktów. Bucks przyda się zawodnik, który pomoże im w ataku. Dla samego Salmonsa ta zmiana otoczenia także może okazać się korzystna. W Chicago prezentował się bardzo dobrze w zeszłym sezonie, ale w tym grał poniżej oczekiwań, może w Milwaukee odnajdzie swoją dawną formę.


Bulls: Flip Murray, Acie Law i wybór w pierwszej rundzie draftu
Bobcats: Tyrus Thomas

Po oddaniu Salmonsa, Bulls mieli więcej wolnych pieniędzy, ale stracili gracza, który zdobywał blisko 13 punktów, co dla drużyny mającej piąty najgorszy atak w lidze było znaczącym osłabieniem. Jednak dzięki kolejnej wymianie, ten problem został rozwiązany. Z Bobcats do Chicago trafił przede wszystkim Murray, który jest bardzo dobrym rezerwowym i wchodząc z ławki potrafi pomóc drużynie w ofensywie. Do tego, Murray i Law mają kończące się kontrakt, dlatego nie wpłyną negatywnie na plany Bulls w offseason.

Thomas wreszcie wyrwał się z Chicago, gdzie coraz mniej znaczył i stracił miejsce w pierwszej piątce na rzecz debiutanta Gibsona. Po tym sezonie, będzie on zastrzeżonym wolnym agentem, Bulls nie wiązali z nim swoich planów i na pewno nie przedłużyliby z nim kontraktu, dlatego chcieli się go pozbyć. Bobcats natomiast bardzo potrzebowali zawodnika na czwórkę. W Charlotte mają problemy z podkoszowymi i Thomas może im pomóc, chociaż w części, je rozwiązać. Tutaj powinien dostać więcej czasu gry niż w Bulls i będzie miał okazję pokazać, że nie jest aż tak dużą pomyłką draftu 2006 (nr 4) niż mogłoby się wydawać.

Bobcats także dokonali wymiany z San Antonio pozyskując weterana Theo Ratliffa w zamian za wybór w drugiej rundzie draftu. Dla Spurs ta wymiana zmniejsza ich wydatki o $1.3 miliona, dlatego jest zrozumiała, ale po co Bobcats kolejny center? W Charlotte jest już przecież Chandler, Mohammed, Diop i Ratliff nie jest im potrzebny.


Grizzlies: Ronnie Brewer
Jazz: wybór w pierwszej rundzie draftu

Grizzlies po pierwsze potrzebowali zawodnika, który wzmocniłby ich bardzo słabą ławkę. Po drugie, potrzebowali kogoś, kto będzie ich zabezpieczeniem w przypadku ewentualnej utraty Gay'a. Brewer po tym sezonie będzie zastrzeżonym wolnym agentem dlatego będzie go łatwiej zatrzymać, gdyby okazało się, że będący wolnym agentem Gay zdecyduje się odejść do innego zespołu.

Dlaczego Jazz oddali Brewera, który był ich podstawowym zawodnikiem? W składzie mają kilku zawodników mogących grać na pozycji rzucającego obrońcy, poza Brewerem jest Korver, Miles i debiutant Matthews, dlatego ktoś musiał odejść i padło na Brewera. On w tym sezonie spisuje się znacznie gorzej niż w dwóch poprzednich latach. W najbliższym offseason Jazz prawdopodobnie i tak pozwoliliby mu odejść, a teraz przynajmniej zmniejszyli swoje wydatki o ponad $2.7 miliona.

sobota, 13 lutego 2010

ASG: pierwszy zawodnik Bobcats i brak przedstawiciela Pistons

W tegorocznym All-Star Game zobaczymy aż 9 zawdników, którzy po raz pierwszy wystąpią w tego typu meczu. Dodatkowo w tym roku będziemy mieli sporo graczy z drużyn, które przez ostatnia lata nie miały swoich przedstawicieli wśród największych gwiazd.

Bobcats – Gerald Wallace
Dopiero po raz pierwszy w historii zawodnik Bobcats zagra w ASG, a jest to 6 sezon tej drużyny w NBA. Natomiast miasto Charlotte na przedstawiciela swojej drużyny w Meczu Gwiazd czekało od 2002, kiedy Baron Davis wystąpił w Filadelfii jeszcze jako gracz Charlotte Hornets.

Bulls – Derrick Rose
W Chicago bardzo długo czekali, by ponownie zobaczyć swojego zawodnika w ASG. Ostatnim był oczywiście Jordan w 1998. Kolejne 10 Meczów odbyło się bez udziału reprezentanta Bulls.

Knicks – David Lee
Już wydawało się, że będzie to kolejny ASG bez zawodnika Knicks, ale dzięki kontuzji Iversona i decyzji Sterna, w Dallas zagra Lee. Będzie pierwszym przedstawicielem drużyny z Nowego Jorku od 2001, kiedy w Meczu Gwiazd wystąpili Allan Houston i Latrell Sprewell.

Clippers – Chris Kaman
Kaman w tym sezonie prezentuje się bardzo dobrze i załgiwał na powołanie do gronia gwiazd, chociaż słabe wyniki Clippers sprawiły, że tak samo jak Lee, dostał się do ASG dopiero jako zmiennik kontuzjowanego Roy'a. Clippers ostatni raz mieli swojego gracza w Meczu Gwiazd w 2006 i był to Elton Brand. Warto dodać, że od początku lat 90-tych Kaman jest dopiero trzecim All-Starem Clippers (pozostali to Brand i Manning, obaj dwukrotnie grali w ASG).

Grizzlies – Zach Randolph
Randolph jest drugim zawodnikiem w historii Grizzlies, który wystąpi w All-Star Game. Wcześniej udało się to Pau Gasolowi i to tylko raz, w 2006.

Sixers – Allen Iverson
Co prawda nie zagra on z powodu kontuzji, ale został wybrany do ASG. Od czasu odejścia Iversona z Philly żaden zawodnik Sixers nie dostąpił tego zaszczytu. Dlatego od 2006 nie mieli swojego reprezentanta w Meczu Gwiazd.

Thunder – Kevin Durant
Durant jest pierwszym zawodnikiem w historii, który zagra w ASG jako przedstawiciel Thunder. Ale kontynuują oni historię Sonics i ostatnim graczem z tego klubu, który wystąpił w Meczu Gwiazd był Ray Allen w 2007.


W związku z tym, że na boisku w Dallas zobaczymy aż tylu zawodników z drużyn, które nie miały w ostatnich latach swoich graczy w ASG, jest także kilka zespołów, które po raz pierwszy od dawna nie będą reprezentowane w Meczu Gwiazd.

Pistons
Rok temu w Phoenix ich barwy reprezentował Iverson. Był to 13 All-Star Game z rzędu, w którym zagrał zawodnik Pistons (w sumie było ich 8). Od 1982 tylko w 1995 drużyna z Detroit nie miała swojego przedstawiciela i w tym roku też go zabraknie.

Nets
W poprzednim sezonie mimo nie najlepszego wyniku drużyny, do ASG został wybrany rewelacyjnie grający Harris, był to 9 z rzędu Mecz Gwiazd z zawodnikiem Nets. Teraz na poziomie All-Star gra Lopez, jednak fatalny wynik zespołu uniemożliwił mu powołanie.

Rockets
Gdyby nie kontuzja Yao, ponownie miałby on pewną pozycję w pierwszej piątce zachodu. Jednak w obecnej sytuacji Rockets nie mają swojego przedstawiciela w Dallas, tym samym została przerwana seria 8 kolejnych Meczów Gwiazd z udziałem zawodnika z Houston.


Obecnie najdłuższą serię występów swoich zawodników w ASG mają Lakers, to będzie 13 Mecz z rzędu z ich udziałem. Przedstawiciel Spurs pojawi się po raz 12 z rzędu, a Mavs po raz 11.

Natomiast najdłużej na występ swojego gracza w ASG czekają Warriors. W tym roku spore szanse na zastąpienie Bryanta miał Ellis i może gdyby nie kontuzja kolana, Stern wybrałby jego zamiast Kidda. Ostatni raz drużynę z Golden State reprezentował Sprewell w 1997. Kings i Bucks od 2004 nie mili swojego zawodnika w Meczu Gwiazd.

zdjęcia: yahoo.com, nba.com

wtorek, 2 lutego 2010

NBAcodziennie (61)

Lakers – Grizzlies 93-95
Bryant zdobył 44 punkty ze skutecznością na poziomie 57%, dzięki czemu wyprzedził Jerry'ego Westa i stał się pierwszym strzelcem w historii Lakers. Ma na swoim koncie już 25 208 punktów, West miał ich 25 192. Jednak fantastyczny popis ofensywny Bryanta nie przełożył się na wygraną. W decydującej akcji, w której Lakers mogli doprowadzić do dogrywki lub rzutem za trzy zapewnić sobie zwycięstwo, Grizzlies skutecznie uniemożliwili Kobe'mu oddanie rzutu. Dlatego podał do Artesta, który spudłował z dystansu.

Randolph zaliczył 22 punkty i 17 zbiórek. Tym samym, po raz 20 w ostatnich 23 meczach miał double-double na koncie (w tym 16 razy były to statystyki na poziomie 20pts-10reb).

Marc Gasol zdobył 11 punktów, zebrał 13 piłek i zanotował 3 bloki (jedyne bloki w meczu). Natomiast Pau miał 10 punktów i 9 zbiórek.

W drużynie gospodarzy bardzo dobrze zagrał także Gay z 25 punktami. Natomiast zaskakującym wsparciem z ławki okazał się Lester Hudson, który przez 12 minut gry zdobył 13 punktów.

Celtics – Wizards 99-88
Celtics zakończyli serię 3 porażek.

Garnett zdobył 19 punktów trafiając 8 z 9 rzutów z gry. Po tym meczu ma na swoim koncie 21 792 punktów, dzięki czemu przesunął się na 24 miejsce na liście najlepszych strzelców ligi, wyprzedzając o jeden punkt Larry'ego Birda.

Jamison grał z urazem kolana i widocznie mu to przeszkadzało. Z 17 jego rzutów z gry tylko 2 wpadły do kosza, z czego w drugiej połowie miał 0/9. Natomiast w samej czwartej kwarcie, którą Wizards przegrali 10-25, Jamison zaliczył aż 5 fauli. Ostatecznie miał na swoim koncie 8 punktów i 8 zbiórek.

Bucks – Heat 97-81
Bucks po raz drugi ciągu ostatnich 3 dni pokonali Heat, tym razem w Miami.

22 punkty i 11 zbiórek zanotował Bogut. Był to jego 9 mecz w sezonie z dorobkiem na poziomie 20 punktów i 10 zbiórek, Bucks mają w tych spotkaniach bilans 8-1.

Wade zdobył pierwsze 11 punktów w meczu, ale w dalszej części dołożył zaledwie 12.

Po tej porażce Heat mają bilans 24-24, a przed nimi seria trudnych spotkań. 8 z następnych 9 meczów rozegrają na wyjazdach, zagrają miedzy innymi w Bostonie, Cleveland, Chicago i Atlancie.

Suns – Hornets 109-100
Po zdobyciu 36 punków i 11 zbiórek w poprzednim meczu, w starciu z Hornets Stoudemire ponownie zagrał bardzo dobrze – 25 punktów i 12 zbiórek.

Hornets prowadzeni byli przez debiutantów. Ponownie Collison imponował pod względem asyst, tym razem miał ich 14, do tego dołożył 16 punktów. Najlepszym strzelcem gospodarzy był Thornton z 25 punktami, trafił między innymi 5 z 9 rzutów za trzy.

Kings – Nuggets 109-112 (OT)
Kenyon Martin zakończył mecz z 24 punktami i 12 zbiórkami. Był to jego 2 mecz z rzędu z ponad 20 punktami i 10 zbiórkami. Warto odnotować, że ostatni raz Martin zdobył 20 punktów w 2 kolejnych meczach 2 lata temu, w styczniu 2008.

Kings grali bez Evansa. Ich najlepszym strzelcem był Hawes – 23 punkty i 7 zbiórek. Kevin Martin zdobył 22 punkty, ale trafił tylko 5 z 17 rzutów z gry.

Mavs – Jazz 92-104
Nowitzki zdobył 28 punktów, z czego w czwartej kwarcie zaledwie 2. Poza tym miał 9 zbiórek. Po raz 3 w ostatnich 4 meczach miał dokładnie 28 punktów.

Jazz odnotowali 6 zwycięstwo z rzędu.

Millsap zanotował 25 punktów i 9 zbiórek. Tak samo jak w poprzednim sezonie, kontuzja Boozera dała mu szasnę do gry w pierwszej piątce, a on fantastycznie to wykorzystuje, udowadniając swoją wartość.

Williams miał na swoim koncie 18 punktów, 15 asyst i 7 zbiórek.

Bobcats - Blazers 79-98
Bobcats wygrali 3 ostatnie mecze, za każdym razem zdobywając ponad 100 punktów (średnio 112.7). Blazers pozwolili im na jedynie 79.

Po zdobyciu 52 punktów w poprzednim meczu, teraz Miller miał ich tylko 8 (4 na 6 z gry). Poza tym zaliczył 10 asyst.

Rezerwowi Blazers prowadzeni przez Fernandeza (15 punktów) zdobyli w sumie 45 punktów, zmiennicy Bobcats mieli ich tylko 19.


Plotki transferowe
Celtics dostają sporo ofert transferu Ray'a Allena. W Bostonie chcieliby młodszego i mniej kosztownego rzucającego obrońcy. Allen po tym sezonie będzie wolnym agentem i chce pozostać w Bostonie, ale nie wiadomo, czy Celtics będą w stanie zaoferować mu odpowiednie pieniądze.

Donnie Walsh szuka rozgrywającego. Ma do oddania kończące się kontrakty Hughesa i Milicica. Poza tym, Knicks bardzo chcieliby się pozbyć Jeffriesa.

Bobcats chcą pozyskać Jasona Thompsona z Sacramento. Kings szukają wzmocnienia pod koszem, a Bobcats mają sporo środkowych: Mohammed, Diop, Chandler, Ajinca.

Pacers szukają chętnych na Murphy'ego.

David Kahn powiedział, że Wolves nie zamierzają dokonywać żadnej dużej wymiany przed trade dealine. Jedynie mniej istotne zmiany w składzie są możliwe.


Najlepsze akcje
zdjęcie: yahoo.com

Gay się pospieszył

Gay nie spojrzał na zegar i myślał, że pierwsza kwarta już się kończy, ale do końca było jeszcze 7 sekund. Lakers szybko przeprowadzili piłkę z powrotem na połowę Grizzlies i Kobe doprowadził do remisu równo z syreną.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

NBAcodziennie (50)



Bobcats już nie tylko bronią, są także groźni w ataku
Bobcats w końcu nie są na minusie, mają tyle samo zwycięstw co porażek. To dla drużyny z Charlotte świetna wiadomość, zwłaszcza po 38 meczach sezonu. W swojej dotychczasowej historii najpóźniej byli na poziomie 50% wygranych po 12 spotkaniach rozgrywek 2007/08. Już ten fakt pokazuje, że obecny sezon jest dla nich rzeczywiście bardzo dobry i w końcu realnie mogą walczyć o pierwszy występ w playoffs. 2010 może okazać się przełomowym i to właśnie wraz z nadejściem nowego roku drużyna z Charlotte zaczęła seryjnie wygrywać. W styczniu rozegrali 8 spotkań zwyciężając aż 7 razy. A co najważniejsze, odnotowali je z starciach silnymi drużynami, które znajdują się gronie walczących o playoffs.

Przed własną publicznością Bobcats radzili sobie bardzo dobrze już od dłuższego czasu, ale ogromne problemy mieli na wyjazdach. Przed meczem w Miami rozgrywanym 2 stycznia, ich bilans spotkań na obcych parkietach wynosił 1-14. Dlatego zwycięstwo z Heat było dla nich dużym sukcesem. Dzień później, ponownie udało im się odnotować rzadką wyjazdową wygraną pokonując gospodarzy w Cleveland, gdzie niezmiernie rzadko Cavs przegrywają. Te dwie wygrane były sygnałem, że Bobcats są w wysokiej formie i trzeba się z nimi liczyć.

W następnych dwóch meczach, najpierw wygrali u siebie z Bulls, a następnie doznali kolejnej porażki wyjazdowej w Nowym Jorku. W tym momencie rozpoczęli serię 6 spotkań w Time Warner Cable Arena w Charlotte. 4 z nich już rozegrali prezentując przede wszystkim fantastyczną defensywę. W tych 4 spotkaniach tracili średnio tylko 89 punktów, a rywalom nie pozwalali trafiać więcej niż 42 procent rzutów z gry. Pogrążyli zwłaszcza Spurs, których zatrzymali na 76 punktach, zmuszając do skuteczności 38.8%. Tym samym przerwali serię 6 porażek z drużyną z San Antonio. Natomiast z Suns nie tylko pokazali po raz kolejny, że potrafią bronić (99 punktów, 41.7% z gry), ale także udowodnili, że znacznie poprawili swoją ofensywę i mogą też wygrywać dzięki dużej ilości zdobytych punktów (125).

Grę obronną Bobcats ćwiczą już od dawna, odkąd ich trenerem został Larry Brown, jest to ich najsilniejsza strona. Jednak na początku sezonu mieli ogromne problemy z atakiem. W meczu otwarcia zdobyli zaledwie 59 w Bostonie. Natomiast w pierwszych 12 meczach aż 8 razy nie osiągnęli nawet granicy 90 punktów. Tą fatalną sytuację zmieniło przyjście Jacksona, który stał się czołową postacią ofensywną drużyny z Północnej Karoliny. W barwach Bobcats odnotowuje średnio 21.2 punktów, podczas gdy w poprzednim sezonie nikt nie zdobywał tam przeciętnie po 20 punktów na mecz. Dlatego jest to aż tak istotne wzmocnienie. W styczniu Jackson gra jeszcze lepiej i zalicza średnio 26.4 punktów przy bardzo dobrej skuteczności 49%. Natomiast w meczu z Rockets ustanowił rekord klubu z Charlotte pod względem ilości zdobytych punktów przez jednego zawodnika – 43.

Bobcats są na dwóch skrajnych biegunach. Obecnie są trzecią najgorszą drużyną pod względem ilości zdobywanych punktów (93.8). Natomiast jeśli chodzi o obronę, znajdują się na pierwszym miejscu (92.7 traconych punktów). W styczniu pozwalają swoim rywalom zdobywać trochę więcej punktów (93.3), ale nadal jest to świetny wynik defensywny. Równocześnie w ostatnich 8 meczach sami zaliczają aż o 7.7 punktów więcej (101.5) niż wynosi ich obecna średnia. Jest to związane ze znaczną poprawą skuteczności, w styczniu trafiają 47.8% swoich rzutów z gry. To automatycznie przełożyło się na zwycięstwa. Jeśli Bobcats w następnych meczach do swojej rewelacyjnej defensywny dalej będą potrafili dokładać skuteczny atak, mogą liczyć na kolejne wygrane.

Już dzisiaj Bobcats zagrają przed własną publicznością z Kings, którzy przegrali 8 z 9 ostatnich spotkań. Tym samym, mają bardzo duże szanse, by znaleźć się na plusie. I muszą to wykorzystać, bo już pod koniec stycznia rozpoczną 6-meczową serię po zachodzie, a wtedy będzie znacznie trudniej o zwycięstwa.

Najciekawsze wydarzenie weekendu:
Po 32 meczach absencji, Kevin Martin wrócił do gry. W spotkaniu z Sixers zdobył 19 punktów, a w kolejnym 23. Są to dobre osiągnięcia, ale znacznie gorzej wyglądała jego skuteczność z gry, która wyniosła tylko 37%. Powrót Martina nie pomógł i Kings dwukrotnie przegrali.

Jamal Crawford trafił równo z końcową syreną dając Hawks zwycięstw nad Suns. Zanim trafił tą decydującą trójkę spudłował 5 z 6 rzutów zza linii.




Po dwóch dogrywkach Bulls pokonali Wizards. Do zwycięstwa poprowadził ich rewelacyjny Rose, który zdobył decydujące punkty w końcowych sekundach drugiej dogrywki. W całym spotkaniu miał 37 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst. Drużynie z Waszyngtonu nie wystarczył bardzo dobry występ Jamisona (34 punkty i 18 zbiórek) i rekordowe 20 zbiórek Haywooda.

W kolejnym meczu Wizards udało się wygrać, pokonali Kings. Było to zwycięstwo numer 600 w karierze trenerskiej Saundersa. Jest 22 trenerem w historii, który osiągnął tę granicę, potrzebował do tego 1022 spotkań.

Po przegraniu 13 spotkań z rzędu, Pistons mają teraz serię 3 zwycięstw. Do wygranej z Hornets po dogrywce poprowadzili ich zawodnicy pamiętający dobre czasu drużyny z Detroit. Wallace zebrał aż 21 piłek, najwięcej w sezonie, do tego dołożył 14 punktów i 5 asyst. Natomiast Hamilton zdobył 32 punkty i zanotował 10 asyst. Problemy zdrowotne sprawiły, że znacznie słabiej grał Stuckey, jednak w dogrywce odegrał kluczową rolę. Zdobył wtedy 8 ze swoich 13 punktów. W następnym meczu był już najlepszym zawodnikiem Pistons i jego 20 punktów pomogło im pokonać Knicks.

Jennings w pierwszym meczu przeciwko Warriors zdobył 55 punktów. Teraz pojechał z Bucks do Golden State i na każdym kroku przypominano mu o tamtym występie. Debiutant tym razem nie miał już tak imponujących osiągnięć, ale zagrał bardzo dobrze. Zdobył 25 punktów i zaliczył 7 asyst prowadząc swoją drużynę do zwycięstwa. Był to pierwszy mecz Jennignsa z dorobkiem co najmniej 25 punktów od 21 listopada. Jednak już w meczu z Jazz, trafił tylko 1 z 8 rzutów i mógł się tylko pocieszyć 11 asystami.

Warriors  meczu z Bucks po raz kolejny mieli problem ze skompletowaniem składu. Nelson miał tylko 8 zawodników zdolnych od gry, z czego na ławce do dyspozycji byli dwaj gracze powołani z D-League (Martin i Hunter), a także mało wykorzystywany weteran George. Był to już 13 mecz w tym sezonie, w którym Warriors mieli nie więcej niż 9 zawodników do zdolnych do gry. Dodatkowo na początku spotkania kontuzji doznał Morrow (opuści 2-4 tygodnie) i gospodarze zostali z 7 zawodnikami. Później 6 fauli złapali Biedrins, Hunter i w ostatnich sekundach także Curry. Tym samym, Warriors mieli tylko 4 zawodników. Według przepisów NBA, na parkiecie musi być 5 zawodników, dlatego ostatni zawodnik, który złapał 6 fauli mógł pozostać w grze. W efekcie Curry z 6 faulami oddawał ostatni rzut w meczu.

Pau Gasol (20 punktów, 6 zbiórek) wrócił do gry i Lakers ponownie dominują. Po pierwszej połowie meczu z Clippers prowadzili tylko 3 punktami, skończyło się na zwycięstwie równicą 40. Drugą połowę Lakers wygrali 73-36. Była to najwyższa wygrana w historii derbów LA.

W meczu pomiędzy Blazers i Magic gospodarze musieli radzić sobie bez Roy'a, a jego zastępca Bayless spudłował wszystkie 6 rzutów z gry, do tego nie mieli żadnego ze swoich dwóch centów do obrony przeciwko Howardowi, a Magic wzmocnił niegrający ostatnio Carter - mimo to Blazers wygrali. Pozwolili Howardowi tylko na 11 punktów, a Carter spudłował 6 z 7 rzutów. Natomiast wśród gospodarzy świetne spotkanie rozegrał Aldridge (14 punktów i 14 zbiórek), 24 punkty miał Webster, a wracający po kontuzji Blake i Fernandez zaliczyli w sumie 28.

Włoski mecz w MSG, czyli  starcie pomiędzy Raptors i Knicks (Bargnani i Belinelli przeciwko Gallinari'emu i D'Antoni'emu). Jak przystało na takie spotkanie, Włosi zagrali na wysokim poziomie. Bargnani zdobył 24 punkty i zebrał 12 piłek, a Gallinari miał 26 punktów. Warto odnotować, że obaj trafili po 5 razy za trzy. Belinelli nie grał z powodu choroby, a D'Antoni musiał pogodzić się z porażką.

David Lee w meczu z Raptors miał 25 punktów, 14 zbiórek i 9 asyst. Również w kolejnym spotkaniu zabrakło mu zaledwie jednej asysty do triple-double, w starciu z Pistons zanotował 26 punktów, 17 zbiórek i 9 asyst.

Grizzlies w ostatnich dniach pokonali Wolves i Spurs na własnym parkiecie. Tym samym mają obecnie serię 8 zwycięstw przed własną publicznością - najdłuższa w historii klubu.

środa, 13 stycznia 2010

NBAcodziennie (47)


 

Rekordowy mecz Jacksona
Zdobywając 43 punkty Jackson pobił swój rekord kariery ustanowiony prawie 6 lat temu (42 punkty) i zapewnił Bobcats zwycięstwo nad Rockets. Jest to równocześnie najlepszy indywidualny występ strzelecki w historii klubu z Charlotte. Jackson w tym meczu był nie do zatrzymania. Już 15 punktów zaliczył w pierwszej kwarcie, a w czwartej miał ich 16, o jeden mniej niż cała drużyna rywali. Ostatnie 12 minut gry gospodarze rozpoczynali ze stratą do Rockets, ale dzięki Jacksonowi, który zdobył pierwsze 9 punktów dla Bobcats, odrobili ją i objęli prowadzenie. Ostatecznie S-Jax trafił aż 68.2% swoich rzutów z gry, w tym 3 na 5 za trzy, a na linii rzutów wolnych pomylił się tylko raz na 11 prób. Poza tym, na swoim koncie miał 8 zbiórek, 3 asysty i 3 przechwyty.

Tym występem Jackson ponownie potwierdził, że władze Bobcats dokonały świetnej decyzji dokonując transferu i ściągnięcie go do siebie. To w dużej mierze dzięki niemu mają obecnie tylko 2 porażki więcej niż zwycięstwa i niedługo mogą osiągnąć dodatni bilans. Biorąc pod uwagę tylko 27 meczów, w których grał Jackson, po wczorajszym zwycięstwie Bobcats są na plusie: 14-13. Jackson idealnie wkomponował się do zespołu, prezentuje bardzo dobrą grę i wreszcie w Charlotte jest zawodnik potrafiący zdobywać po 20 punktów w kolejnych spotkaniach – tego im bardzo brakowało. Przez te 27 spotkań w barwach Bobcats za każdym razem miał na swoim koncie co najmniej 10 punktów, z czego 16 razy zdobywał ich ponad 20. Jego średnie od momentu przenosin do Północnej Karoliny wynoszą:
21.1 punktów (41%)/ 5.1 zbiórek/ 3.3 asysty/ 1.6 przechwytów

Seria porażek Pistons przerwana
Pistons w końcu wygrali przerywając serię 13 niepowodzeń. Co prawda udało im się to z pogrążonymi w chaosie Wizards, ale nieważne z kim, najważniejsze jest zwycięstwo i koniec porażek.

Kluczowa okazała się druga kwarta, którą goście z Detroit wygrali 27-11, a zawodnicy gospodarzy spudłowali wtedy aż 17 z 21 rzutów. Najlepszym graczem Pistons był Villanueva, zdobył 23 punkty trafiając między innymi 5 z 6 rzutów za trzy. Bardzo dobrze zagrał również Stuckey ustanawiając swój rekord sezonu asyst – 11, do tego odnotował drugie double-double w obecnych rozgrywkach mając także 19 punktów, dołożył jeszcze 6 zbiórek.

W Wizards po raz kolejny pierwszoplanową postacią był Jamison. Już w 5 meczu z rzędu zdobył przynajmniej 26 punktów, ale to nie wystarczyło, by jego drużyna mogła wygrać. Tym razem Jamison zaliczył 31 punktów i 10 zbiórek. Wyróżniał się także Foye, zdobył 20 punktów i zanotował 10 asyst. Był to jego 3 kolejny mecz, w którym miał co najmniej 20 punktów i pierwsze double-double w sezonie. Gospodarze nie mogli jednak liczyć na swoich rezerwowych, podczas gdy zawodnicy z ławki Pistons prowadzeni przez Villanuevę zdobyli 36 punktów, zmiennicy Wizards mieli ich zaledwie 10.


Alarm przeciwpożarowy pomógł Grizzlies
W drugiej kwarcie Grizzlies przegrywali już 18 punktami, potem zmniejszyli przewagę rywali, ale pod koniec trzeciej kwarty nadal mieli znaczącą stratę 13 punktów do Clippers. W tym momencie w hali FedEx Forum włączył się alarm przeciwpożarowy i mecz trzeba było przerwać. Halę ewakuowano i dopiero po 36 minutach, gdy okazało się, że to tylko pękła rura, zawodnicy mogli wrócić na parkiet i dokończyć spotkanie. Ta długa przerwa bardzo pomogła gospodarzom, natomiast zupełnie wybiła z uderzenia zawodników Clippers. W rezultacie, w czwartej kwarcie dominowali Grizzlies. Wygrali tą część 25-12 i to oni ostatecznie mogli cieszyć się ze zwycięstwa.

Wszyscy zawodnicy pierwszej piątki Grizzlies zdobyli ponad 10 punktów, w tym 3 z nich miało przynajmniej 20. Po 24 zaliczyli Gay i Gasol. Hiszpan na swoim koncie miał także 15 zbiórek i 2 bloki. Randolph zanotował 20 punktów i 9 zbiórek.

Clippers nie pomógł fantastyczny występ Davisa, który zaliczył pierwsze w sezonie i swoje 10 w karierze triple-double. Mecz zakończył z dorobkiem 27 punktów, 12 asyst, 12 zbiórek, a do tego 5 przechwytów. Było to pierwsze triple-double zawodnika Clippers od 6 lat, kiedy dokonał tego Brand w styczniu 2004. Drużyna z LA w Memphis była osłabiena brakiem Kamana, chociaż bardzo dobrze zastąpił go Jordan, który zakończył spotkanie z 23 punktami i 7 zbiórkami. Natomiast w drugiej połowie na parkiecie nie pojawiał się Camby mający problemy z żołądkiem. Tym samym seria 4 zwycięstw Clippers została zakończona.

Spurs vs. Lakers
To miał być bardzo ciekawy pojedynek na szczycie, ale ostatecznie byliśmy świadkami jednostronnego popisu drużyny z San Antonio. Spurs pod koniec pierwszej kwarty objęli prowadzenie i już go nie oddali, systematycznie powiększając swoją przewagę nad rywalami. W ekipie gospodarzy bardzo dobre spotkanie rozegrali Duncan (25 punktów, 11 zbiórek i 4 bloki) i Parker (22 punkty i 6 asyst).

Goście z LA mieli problemy ze zdrowiem. W piątym kolejnym meczu musieli radzić sobie bez Gasola, w trackie meczu urazu palca doznał Artest, a Bryant musiał w ostatnich sekundach trzeciej kwarty opuścić parkiet z powodu kontuzji pleców. Przed czwartą kwartą Spurs mieli już dwucyfrową przewagę, a bez Kobe'go w ostatniej części Lakers nie byli w stanie odrobić tej straty i nawiązać walki. Ich najlepszym zawodnikiem był Bynum mający 23 punkty i 8 zbiórek.
To już 4 z rzędu porażka Lakers na wyjeździe.

Howard dominuje w Sacramento
Po serii porażek, Magic wracają do wygrywania. W sobotę rozbili Hawks, a teraz nie dali szans Kings, dobrze rozpoczynając serię wyjazdową po zachodzie. Rozegrali fantastyczną czwartą kwartą, którą wygrali 33-10, co pomogło im drugi raz z rzędu pokonać rywali różnicą ponad 20 punktów.

Najlepszym zawodnikiem spotkania był Howard, który już w pierwszej kwarcie zaliczył 13 punktów, a w czwartej pomógł Magic zdominować rywali dokładając 9 punktów do swojego dorobku. Ostatecznie na swoim koncie miał 30 punków, 16 zbiórek, 5 asyst i 3 bloki. Pozostali zwodnicy pierwszej piątki gości nie imponowali, ale Magic mogli liczyć na swoją ławkę. Świetną zmianę dało ich trzech rezerwowych: Pietrus 18 punktów i 10 zbiórek, Williams 12 punktów i 6 asyst, Anderson 12 punktów i 5 zbiórek. Jedynie Gortat ze zmienników, którzy pojawili się na parkiecie, nie zdobył ponad 10 punktów. Miał ich tylko 2, do tego dołożył tyle samo zbiórek, a na parkiecie spędził niecałe 7 minut. W sumie rezerwowi Magic zdobyli 44 punkty ze skutecznością 64.3%, zebrali 18 piłek i zaliczyli 8 asyst.

W drużynie Kings słabo zagrał ich młody gwiazdor. Evans w pierwszej połowie spudłował aż 9 ze swoich 10 rzutów. Potem było trochę lepiej i cały mecz zakończył z 18 punktami. Warto także odnotować double-double Casspi'ego, 11 punktów i 11 zbiórek.

Najlepsze akcje

środa, 6 stycznia 2010

Co ciekawego w sieci?: zamieszanie w okół Arenasa - ciąg dalszy

Obecny sezon nie jest zbyt udany dla Jazz. W tym momencie mają tylko dwa zwycięstwa więcej niż porażek i znajdują się na dziewiątym miejscu w konferencji. Ostatnio przegrali 3 kolejne mecze. Dodatkowo w swoim składzie mają 5 zawodników, którym płacą przynajmniej $9 milionów za sezon, a w sumie wydają ponad $77 milionów. Skoro duże wydatki nie wiążą się z dobrymi wynikami, Jazz za wszelką cenę chcą zmniejszyć koszty. Z tego powodu oddali Maynora do Thunder i nie zamierzają na tym kończyć. Jazz są skłonni oddać każdego ze swojego składu poza Williamsem. Najprawdopodobniejszy jest transfer Boozera, którego chcieli już wymienić przed sezonem, jednak ciągle nie otrzymali odpowiedniej oferty. Zbliżający się trade deadline na pewno zmniejszy ich wymagania i już niedługo mogą oddać go nawet za niską cenę, byle ograniczyć wydatki.

SportsIllustrated: NBA legend Malone offers thoughts on alleged Wizards gun incident
Karl Malone napisał dla SI co myśli o Arenasie i całej aferze z bronią. Malone jest zwolennikiem prawa pozwalającego na broń, lubi polować i ma sporo rożnego typu pistoletów w swojej kolekcji. Bardzo krytykuje Arenasa, uważa, że broń w szatni i celowanie z niej do kolegi z drużyny to bardzo poważne przewinienie, a Stern powinien ostro i zdecydowanie zareagować. Jeśli Arenas chciał ukryć pistolety przed dziećmi trzeba było kupić sejf i tam je schować. Teraz w mediach zawodnicy NBA będą mieć wizerunek ludzi trzymających pistolety w swoich szafkach.

Jak podał TMZ.com, Arenas nie miał pozwolenia na pistolety, które trzymał w szatni. W takiej sytuacji konsekwencje prawne mogą być jeszcze poważniejsze.


Grizzlies ostatnio grają bardzo dobrze, ale zwycięstwa zawdzięczają przede wszystkim swojej pierwszej piątce, ławkę mają słabą. Dlatego szukają wzmocnień, zwłaszcza kolejnej ofensywnej strzelby. W zamian Grizzlies mogą zaoferować jeden ze swoich 3 wyborów w drafcie 2010. Jednak jak na razie ich próby wzmocnienia nie powiodły się. Na początku sezonu Grizzlies starali się o Travisa Outlawa z Blazers, ale w Portland chciano czegoś więcej niż tylko pick w drafcie. Niedawno Grizzlies byli bliscy pozyskania Vona Wafera, który chciał wrócić do NBA, jednak on nie przeszedł testów fizycznych. Natomiast ostatnio już dogadali się z Knicks w sprawie transferu Nate'a Robinsona. Tym razem znowu się nie udało, bo Nate zawetował wymianę.

Hoopsworld: Alston Hits Free Agency
Nets wykupili kontrakt Alstona i teraz ten doświadczony rozgrywający może dołączyć do drużyny liczącej się w walce o playoffs. Najprawdopodobniej podpisze kontrakt z Heat, którzy mają problem z jedynką i potrzebują wzmocnienia na tej pozycji. Wczoraj drużyna z Miami dokonała wymiany z Nets oddając Chrisa Quinna i wybór w drugiej rundzie draftu 2010 w zamian za pick w drugiej rundzie draftu 2012. Heat tym samym zrobili miejsce w składzie, zmniejszyli swój salary cap i przygotowują się do zatrudnienia Alstona. Dlatego wszystko wskazuje na to, że wróci on do Miami, gdzie grał już w sezonie 2003/04. Pozostaje natomiast pytanie co teraz z Arroyo, który ma niegwarantowany kontrakt i Heat mogą go zwolnić do 10 stycznia. 

Warto także dodać, że Nets próbowali pozyskać Robinsona z Knicks. W zamian za Robinsona i Milicica oferowali Alstona i Battie'go, ale Knicks nie byli zainteresowani. Nets zrezygnowali z dalszych poszukiwań transferu z udział Alstona i zdecydowali się wykupić jego kontrakt.

 
NBA FanHouse: Ollie Among the NBA's Most Traveled
Zawodnik Thunder Kevin Ollie w swojej 13-letniej karierze był już w 11 drużynach, jeszcze jedna zmiana barw i wyrówna rekord ustanowiony przez Chucky'ego Browana. W 12 zespołach grali też Tony Massenburg and Jim Jackson. Ollie występował w: Mavs, Magic, Kings, Sixers, Nets, Bulls, Pacers, Bucks, Cavs, Sonics/ Thunder i Wolves. Gonić osiągnięcie Ollie'ego mogą jeszcze Mike Wilks i Jason Hart, którzy byli w 8 drużynach, a obecnie nie mają pracy i znajdując zatrudnienie mogą powiększyć swoją liczbę drużyn.

ESPN: Feeding the big man in New Orleans
Historia Okafora, nie tylko o tym co lubi jeść.

Ball Don't Lie: Kobe and Duncan are still better than you
Kobe i Tim mają już ponad 30 lat, ale nadal grają na najwyższym poziomie. Mimo że coraz bardziej dominują LeBron i Dwight, to jednak NBA nadal należy do Bryanta i Duncana.

Hoopsworld: Redd Wants To Contend
Redd: „Chce wygrywać. Chce wygrywać i grać dla pretendenta. My mieliśmy szansę wcześniej kiedy mieliśmy bilans 8-3, ale potem spadliśmy.”

Redd chce wygrywać, ale gra słabo i nie pomaga Bucks w odnoszeniu zwycięstw (poza kilkoma wyjątkami). Dla Bucks pozbycie się go i jego kontaktu było by dobrym posunięciem, teraz mogą stawiać na duet Jennings-Bogut. Ale kto będzie chciał ciągle kontuzjowanego Redda, mającego problem z powrotem do wysokiej formy, a do tego posiadającego opcję przedłużenia kontraktu na przyszły sezon za $18.3 milionów.

czwartek, 17 września 2009

Bourousis w Spurs?

Podobno środkowy Grecji Ioannis Bourousis dostał ofertę czteroletniego kontraktu od Spurs. Nie jest to informacja potwierdzona, ale pojawiała się na Interbasket.net i kilku amerykańskich serwisach internetowych (Yahoo!, Sports Illustrated, HoopsHype). Ale nie tylko drużyna z San Antonio jest zainteresowana Grekiem, także Cavs i Grizzlies chcieliby mieć go w swoim składzie. Już wkrótce powinno się okazać czy te plotki są prawdziwie i rzeczywiście Bourousis trafi do NBA. Jak na razie prezentuje bardzo dobrą grę na Eurobaskecie odnotowując średnio 10.4 punktów (45% z gry), 7.4 zbiórek i 1.2 asysty.


Może już niedługo Bourousis będzie grał z Parkerem w jednej drużynie.

piątek, 11 września 2009

Iverson już oficjalnie w Grizzlies

I stało się, Allen Iverson podpisał kontrakt z Memphis Grizzlies.



Iverson, Randolph, Mayo, Gay w jednej drużynie - prawdziwa mieszanka wybuchowa, to się nie może udać.



piątek, 28 sierpnia 2009

Iverson w Grizzlies?

Jeszcze kilka dni temu bardzo realna wydawała się perspektywa ponownej współpracy Iversona z trenerem Brownem. Zarówno Bobcats jak i AI podobno byli zainteresowani połączeniem sił. Jednak klub z Charlotte jest na sprzedaż, nie ma najlepszej sytuacji finansowej i jego władze nie zdecydowały się na wydanie pieniędzy na Iversona. A tego typu strzelec na pewno przydałby się drużynie, która w zeszłym sezonie miała spore problemy z ofensywą. Dodatkowo jeszcze wymienili Okafora na słabszego w ataku Chandlera (tym bardziej, gdy nie będzie już mógł liczyć na podania od Paula), więc ktoś potrafiący zdobywać sporo punktów by się im przydał. Z drugiej strony w składzie trudno znaleźć miejsce dla Iversona, w końcu Bobcats mają na pozycje jeden i dwa - Feltona, Augustina i Bella. Chyba, że Feltona i Augustina trener wystawiałby tylko jako rozgrywających, a Bell, tak jak kiedyś w Filadelfii, pogodziłby się z rolą zmiennika dla Iversona. Może Brown poradziłby sobie z tym, ale raczej nie będzie miał okazji ponieważ coraz poważniejsze są rozmowy pomiędzy Iversonem a Grizzlies. Drużyna z Memphis nawet złożyła już ofertę (tak przynajmniej twierdzi AI, GM Grizzlies tego nie potwierdza). Jak na razie wszystko wskazuje, że negocjacje idą w stronę podpisania umowy, ponieważ AI już zaczął przygotowywać sobie dobry grunt w Memphis pisząc na Twitterze jakie to jest świetne miasto, jak utalentowany skład mają Grizzlies i jaką rolę mógłby pełnić w tym młodym zespole.

„Memphis is a place that I would love to play. The Grizzlies have good young players with a great upside. I love the city of Memphis too.”

„I would lead by example. I could show how important it is to work hard everyday, play the game the right way, & just like it's your last!„

Tak więc jest coraz bardziej prawdopodobne, że w przyszłym sezonie zobaczymy Iversona w koszulce Grizzlies.

Dla drużyny z Memphis byłby to ruch typowo marketingowy, pozyskanie takiego zawodnika zwiększy sprzedaż biletów i klubowych gadżetów. Natomiast biorąc pod uwagę jak budowany jest tam zespół, to nic nie wskazuje na to, żeby GM miał jakiś plan, który mógłby za kilka lat dać Memphis naprawdę doby zespół. Z jednej strony Grizzlies mają świetnych i perspektywicznych zawodników jak Gay i Mayo. W swoim debiutanckim sezonie bardzo dobrze spisywał się również Gasol, a teraz pod koszem dołączy do niego pozyskany z drugim numerem w drafcie Thabeet. Można jeszcze założyć, że Conley w końcu udowodni, że nie był zbyt wysoko ceniony w dniu naboru i stać go na bycie klasowym playmakerem. Jednym słowem Grizzlies mają kilku obiecujących młodych graczy, wokół których można budować przyszłość zespołu. Do sukcesu potrzebny byłby tylko czas na ich rozwój i dodanie do składu kilku weteranów, mogących odpowiednio wesprzeć i uzupełnić młode gwiazdy. Ale na pewno tego typu weteranami nie są Randolph i Iverson. Po pierwsze to są zawodnicy mający trudny charakter, którzy nie pomagają w tworzeniu dobrej atmosfery w drużynie. Poza tym, oni będą chcieli być liderami w tym zespole, przez co ograniczą młodych zawodników i będą zabierać im piłkę. Natomiast Mayo już pokazał, że lubi rzucać i na pewno nie będzie chciał przesunąć się do roli trzeciego strzelca, podobnie jak Gay. Na pewno nie będzie łatwo trenerowi pogodzić tych zawodników i ich aspiracji, dlatego wręcz niemożliwe może okazać się stworzenie tu dobrego zespołu. To będzie raczej zbiór zawodników chcących zdobywać jak najwięcej punktów i do tego nie przejmując się czymś tak mało istotnym jak obrona.