wtorek, 5 stycznia 2010

Co ciekawego w sieci?: historia Ilgauskasa nadzieją dla Odena

Ilgauskas powinien być inspiracją dla Odena i Yao. Młodego centra Blazers często porównuje się do Sama Bowie'ego, któremu kontuzje zniszczyły szansę na wielką karierę. To jest pesymistyczny scenariusz, a historia zna też znacznie bardziej pozytywne zakończania. Możliwe jest, że problemy zdrowotne Odena skończą się tak, jak u Ilgauskasa. Środkowy Cavs stracił debiutancki sezon z powodu złamanej stopy, potem rozegrał pełne 82 mecze, ale w kolejnym sezonie ponownie miał problemy ze stopą i wystąpił tylko w 5 meczach, stracił cały sezon 1999/2000, a w następnych rozgrywkach zagrał tylko w 24 meczach. Wtedy też często mówiło się, że to koniec Ilgauskasa, że kontuzję go wykończą, a teraz może pochwalić się rekordową ilością występów w historii klubu z Cleveland. W 2001/02 rozegrał 62 mecze, w kolejnych 6 latach za każdym razem grał w ponad 70 spotkaniach, a rok temu w 65. Big Z uporał się z kontuzjami, może Yao i Odenowi też się uda?

Yi po powrocie po kontuzji prezentuje się bardzo dobrze. W New Jersey trzymają kciuki, by podtrzymał tą wysoką formę do końca sezonu. Ciągle przyszłość Yi i to, czy stanie się w końcu znaczącym zawodnikiem, pozostaje pod dużym znakiem zapytania. Jego rozwój i dobra gra jest jednak kluczowa dla Nets. Nie tylko jest to młody zawodnik, który może być ich czołową postacią przez najbliższe kilka lat, ale to przede wszystkim reprezentant Chin i z tego względu ma ogromną wartość marketingową. Dzięki niemu Nets mogą popisywać kontrakty z chińskimi firmami, a zawodnicy grający u boku Yi mogą liczyć na popularność za Wielkim Murem (może LeBron się na to skusi?). Dlatego tak istotne dla Nets jest, by Yi wreszcie zaczął grać na miarę swojego potencjału. Trener Frank nie zawsze stawiał na niego, dlatego zmiana szkoleniowca bardzo odpowiada chińczykowi. Teraz tylko musi udowodnić, że jest w stanie być gwiazdą nie tylko przez kilka spotkań.

The Painted Area: NBA All-Decade 2000s: Best of the Playoffs
Lista 15 najbardziej pamiętnych akcji palyoffs ostatnich 10 lat. Pierwsza piątka:


1. Buzzer beater Horry'ego (2002 West Finals, Game 4)
2. Rzut Fishera w 0.4 sekundy  (2004 West Semis, Game 5)
3. Buzzer beater Jamesa (2009 East Finals, Game 2)
4. Wsad Barona Davisa nad AK47 (2007 West Semis, Game 3)
5. Horry tym razem dla Spurs (2005 NBA Finals, Game 5)

Ukic na własną prośbę został zwolniony przez Bucks. Zrezygnował z $1.35 miliona w tym sezonie i opcji przedłużenia umowy na kolejny rok, za który dostałby $1.45 mln. Roko chce grać, a w Milwaukee był w głębokiej rezerwie i bardzo rzadko pojawiał się na parkiecie. Teraz wraca do Europy i będzie występował w drużynie  Fenerbahce.

McGrady nie zagra już w Rockets. Etap w historii drużyny, w której on był ich liderem zakończył się. W tym czasie T-Mac imponował umiejętnościami strzeleckimi był w gronie All-Stars, ale równocześnie miał ciągłe problemy ze zdrowiem i nigdy nie wygrał serii plyaoffs. Rockets dopiero rok temu awansowali do drugiej rudny, kiedy T-Mac był poza grą.

Wszyscy w NBA grają pick & roll'e.

Arenas, Crittenton i pistolety


Na pewno czytaliście już o tej historii, dlatego nie będę się rozpisywać na temat co się stało. Ta stacja bardzo pasowałaby do dawnej nazwy drużyny - Bullets. Ważne jest jednak, że poza karami jakie na obu zawodników zapewne nałożą władze NBA, mogą oni także mieć poważne problemy z prawem. W DC prawo dotyczące posiadania broni jest bardzo restrykcyjne, zwłaszcza jeśli chodzi o broń w miejscu publicznym. Dlatego niewykluczone, że Arenas za trzymanie pistoletów w szatni stanie przed sądem.

W tej sytuacji od razu pojawiły się plotki o możliwym zarwaniu kontraktu Arenasa przez Wizards. Każda umowa posiada klauzule pozwalającą na to w przypadku złego zachowania zawdonika i złamania prawa. Gil ma kontrakt wart ponad $96 milionów za ten i następne 4 sezony. Jest to ogromna suma, a Arenas po poważnych kontuzjach nie jest już tym samym zawodnikiem co kiedyś i teraz nikt nie dałby mu takich pieniędzy. Wizards grają poniżej oczekiwań, mają ciągłe problemy i szukają możliwości transferu, ponieważ tercet Arenas-Jamison-Butler nie daje im zwycięstw. Areansa nie wymienią ze względu na ogromny kontrakt, dlatego teoretyczna możliwość zerwania go, mogłaby być dla nich szansą na rozpoczęcie budowy zespołu od nowa. Zerwanie kontraktu jednak nie zdarza się i tym razem też raczej do tego nie dojdzie. W historii NBA było już kilka sytuacji, gdy zawodnicy naruszali prawo, gdy robili coś, co w kontrakcie mieli zabronione, ale drużyny nie zrywały z nimi umów. Gdyby Wizards zdecydowali się na to, mieliby na pewno sporo problemów ze związkiem zawodników, równocześnie dostaliby etykietę drużyny, która zerwała kontrakt, co na pewno nie pomogłoby im w pozyskaniu gwiazd w przyszłości.

Arenas już spotkał się z policją i prokuratorami prowadzącymi tą sprawę, wyjaśnił, że pistolety trzymał w szafce w szatni, ponieważ nie chciał mieć ich w domu ze względu na dzieci, a wykorzystał je tylko jako żart, a nie groźbę dla Crittentona i nie celował do niego. Zobaczymy jak ta sprawa się rozwinie, czy Areansowi postawione zostaną jakieś zarzuty i jaką karę nałoży na niego NBA, można oczekiwać kilkanaście meczów zawieszenia. To jeszcze bardziej pogorszy sytuację Wizards, którzy mieli w tym sezonie wrócić do czołówki wschodu, a na razie są daleko poza pierwszą ósemką. Ostatnio pojawiała się plotka o możliwym transferze Butlera do Bulls lub Heat. Z Chicago w zamian Wizards mieliby otrzymać Hinricha i kończący się kontrakt Jerome'a Jamesa. Jedno jest pewne -  jeśli szybko czegoś nie zmienią, będą musieli pogodzić się z niską pozycją i brakiem szans na playoffs.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

NBAcodziennie (40/ 4.1.2010)


Święta i Nowy Rok za nami, w tym czasie na blogu nie pojawiały się żadne informacje dotyczące bieżących meczów, dlatego teraz krótkie podsumowanie najciekawszych wydarzeń, które miały miejsce na parkietach NBA w tym czasie.

Buzzer beater Bryanta
Kobe po raz trzeci w tym sezonie pokazał, że jest najlepszy w lidze jeśli chodzi o rzuty w ostatnich sekundach, decydujące o zwycięstwie. W meczu z Kings przed własną publicznością Lakers przegrywali różnicą 20 punktów w drugiej kwarcie, a na przerwę schodzili ze stratą 15 punktów. W drugiej połowie zaczęli odrabiać straty, ale Kings nie poddawali się i ciągle byli blisko zapewnienia sobie wygranej w LA. Na 4.1 sekundy przed końcem Lakers przegrywali dwoma punktami, ale piłka była po ich stronie. Ostatnią akcję rozegrali rewelacyjnie. Kobe znalazł się na wolnej pozycji i równo z końcową syreną trafił za trzy dając swojej drużynie zwycięstwo. Warto przypomnieć, że wcześniej rzutami w ostatnich sekundach pokonywał już Heat i Bucks w dogrywce. Całe spotkanie zakończył z dorobkiem 39 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst.



Mecze w Boże Narodzenie
Jak co roku, NBA przygotowała dla nas pojedynki na szczycie w pierwszy dzień Świąt. Do Orlando przyjechali Celtics, a Lakers zmierzyli się przed własną publicznością z Cavaliers.

Kiedy przed meczem okazało się, że kontuzja wykluczy z gry Pierce'a, mogło się wydawać, że gospodarze są pewnymi faworytami tego spotkania. Jednak pomimo braku jednego z gwiazdorów i faktu, że KG zdobył tylko 10 punktów, to goście okazali się lepsi. Przede wszystkim dzięki swojej defensywie. Decydująca była druga kwarta, którą Celtics wygrali 20-8, objęli prowadzenie i nie oddali go już do samego końca. Najlepiej w drużynie  Bostonu zaprezentował się Rondo, na swoim koniec miał 17 punktów, 13 zbiórek i 8 asyst. Natomiast dla gospodarzy 27 punktów zdobył Carter, Howard zebrał 20 piłek, ale zaliczył tyko 5 punktów pudłując 6 z 7 rzutów i seria 6 zwycięstw Magic przed własną publicznością została zakończona.

W Los Angeles spotkanie było bardzo jednostronne. Cavs zaprezentowali zespołową koszykówkę i od końca pierwszej kwarty kontrolowali przebieg spotkania. James zdobył 26 punktów i zaliczył 9 asyst, Williams na swoim koncie miał 28 punktów, 7 asyst i 6 zbiórek, a dawny lider Lakers, O'Neal zanotował 11 punktów i 7 zbiórek. Kobe zdobył 35 punktów, 9 zbiórek i 8 asyst, ale z gry trafił tylko 11 z 32 rzutów.



Urodziny Jamesa i prezent od Varejao
Po zwycięstwie w Atlancie, dzień później Cavs ponownie spotkali się z Hawks, tym razem na własnym parkiecie. James obchodził swoje 25 urodziny i miał zamiar sprawić sobie prezent w postaci dobrego występu i kolejnej wygranej. Lider gospodarzy zagrał fantastycznie zdobywając 48 punktów (65.2% z gry), do tego dołożył 10 zbiórek, 6 asyst, a także po 2 bloki i przechwyty. Mimo tego niesamowitego popisu LeBrona, Cavs do ostatnich sekund nie mogli być pewni wygranej. Jeszcze na 20 sekund przed końcem był remis po 101. Piłkę mieli wtedy gospodarze. Na wolnej pozycji za linią rzutów za trzy znalazł się Varejao, czas akcji dobiegał końca, więc skrzydłowy Cavs musiał rzucać. W swojej dotychczasowej karierze 18 razy próbował trafić zza linii i ani razu mu się to nie udało. Tym razem jednak trafił dając swojej drużynie prowadzenie, a w efekcie zwycięstwo.



Powrót Thomasa i Yi
Okres świąteczny to kontuzje Artesta, Pierce'a, Garnetta, Aldridge'a, ale równocześnie Tyrus Thomas i Yi Jianlian po prawie dwumiesięcznej przerwie wrócili do gry.

Dla zawodnika Bulls mecz z Hornets był pierwszym od 5 listopada. Mimo długiej przerwy Thomas zaprezentował się bardzo dobrze. Wchodząc z ławki zdobył 21 punktów i zebrał 9 piłek pomagając swojej drużynie wygrać. W kolejnym meczu miał 8 punktów, 15 zbiórek i 3 bloki, a w następnym 19 punktów i 7 zbiórek. Trochę słabiej zaprezentował się w starciu z Magic, kiedy zaliczył 6 punktów i 5 zbiórek, ale Bulls i tak wygrali. Thomas dał drużynie z Chicago silne wsparcie z ławki, jego powrót rozpoczął serię 4 zwycięstw

Yi również miał bardzo udany powrót. W 5 meczach 3 razy zdobył ponad 20 punktów, a za każdym razem miał co najmniej 6 zbiórek. Jego statystyki w tym czasie wyniosły 20.2 punktów i 7 zbiórek. Nie przełożyło się to na serię zwycięstw, tak jak w przypadku Thomasa i Bulls, ale Chińczyk pomógł Nets pokonać Knicks i odnotować trzecią wygraną w sezonie, co dla nagoszyjnej drużyny ligi jest istotnym osiągnięciem.



Robinson znowu gra
Zanim wystąpił w meczu z Hawks rozgrywanym w Nowy Rok, ostatni raz Robinsona na parkiecie mogliśmy oglądać pierwszego grudnia. Po tym jak przesiedział na ławce 14 kolejnych spotkań, trener D'Antoni wreszcie zdecydował się dać mu szansę. Nate był bardzo zaskoczony faktem, że w końcu ma okazję zagrać i chciał jak najlepiej wykorzystać tą okazję. Rozegrał fantastyczny mecz i poprowadził Knicks do ważnego zwycięstwa w Atlancie. Zdobył ostatnie 8 punktów dla gości w końcówce czwartej kwarty doprowadzając do remisu i w efekcie do dogrywki. W doliczonym czasie gry nadal imponował. Do niego należało 11 ostatnich punktów Knicks w dogrywce (w sumie zdobyli ich wtedy 13). Dzięki jego występowi Knicks wygrali, mimo że po trzeciej kwarcie przegrywali różnicą 13 punktów. Robinson zakończył mecz mając na koncie 41 punktów, które zaliczył przy imponującej skuteczności z gry wynoszącej 75%, do tego dołożył jeszcze 8 asyst i 6 zbiórek. Bez wątpienia ten rok zaczął się dla niego bardzo dobrze, a trener zapowiedział, że teraz Robinson będzie w stałej rotacji. Jednak kolejny mecz, przeciwko Pacers, był już znacznie gorszy w wykonaniu Nate'a. Zdobył tylko 6 punktów pudłując 9 z 11 rzutów z gry, ale to nie przeszkodziło Knicks, którzy zniszczyli rywali z Indiany i wygrali różnicą aż 43 punktów.

Blazers wygrywają w okrojonym składzie
Oden i Przybilla nie zagrają do końca sezonu, poważniejsze kontuzję mają także Batum, Outlaw i Fernandez. Do tego, na początku meczu z Clippers kostkę skręcił Aldridge, a Blake z powodu zapalenia płuc opuścił spotkanie z Warriors i prawdopodobnie będzie poza grą przez tydzień. Mimo to Blazers wygrali zarówno z Clippers jak i z Warriors, a w ostatnich 10 meczach odnotowali aż 8 zwycięstw. Zawdzięczają to przede wszystkim swojemu liderowi. Roy potwierdza, że potrafi pociągnąć za sobą drużynę. Nawet w tak trudnej sytuacji, gdy połowa składu jest kontuzjowana, Blazers pod jego przewodnictwem wygrywają. Dzięki tej nadzwyczaj dobrej passie są obecnie na trzecim miejscu konferencji zachodniej. W starciu z Warriors, gdy Blazers mieli tylko 8 zdrowych zawodników Roy zdobył 37 punktów trafiając aż 12 z 16 rzutów z gry. Był to już 15 mecz z rzędu, w którym miał co najmniej 23 punkty.

Triple-double, 44 punkty i porażka
W meczu z Rockets fantastycznie zagrała dwójka liderów Hornets. Paul zakończył spotkanie z pierwszym w tym sezonie triple-double, mając na koncie 16 punków, 11 zbiórek i 10 asyst. West natomiast ustanowił swój rekord kariery zdobywając 44 punkty (60% z gry), do tego dołożył jeszcze 12 zbiórek. Mimo to, Hornets ulegli ekipie Rockets 100-108.



Polish Hammer
Gortat bardzo udanie zakończył stary rok grając 24 minuty (najdłużej od ponad miesiąca) w meczu z Bucks. Dobrze wykorzystał ten długi czas na parkiecie i zanotował jeden z najlepszych swoich występów w tym sezonie. Zdobył 9 punktów trafiając 4 z 6 rzutów z gry, zebrał 7 piłek i zaliczył 2 bloki. Niestety nowy rok nie rozpoczął się dla niego już tak udanie i mecz z Wolves ponownie w większości przesiedział na ławce. Grał tylko 6 minut, miał 3 faule, zero punktów i jeden blok. W starciu z Bulls było lepiej, przez 15 minut zanotował 2 punkty, 3 zbiórki i blok.

wtorek, 29 grudnia 2009

Ranking: 5 najlepszych transferów sezonu


W trakcie ostatniego offseason dokonano wielu transferów. Dopiero po zakończeniu rozgrywek będzie można ocenić, które ruchy kadrowe były dobre, a które niepotrzebne. Niektórzy zawodnicy od samego początku świetnie wkomponowali się do nowego zespołu, inny ciągle pracują nad tym, by swoją grą pomóc drużynie wygrywać. Może niektórzy na razie nie pokazali w pełni swojej przydatności, ale w playoffs okażą się kluczowym elementem. Zobaczymy. Możemy jednak podsumować pierwsze dwa miesiące sezonu. Przedstawiam 5 zawodników, którzy najszybciej zaaklimatyzowali się w nowych zespołach i od samego początku są istotnym wzmocnieniem.

1. Jamal Crawford  [ 16.8pts (46.6%)/ 2.2reb/ 2.6ast ]
Po zeszłym sezonie było widać, że Hawks potrzebują strzelca, który wzmocni ich słaby atak. Postawiono na Crawforda. Było wiadomo, że potrafi on zdobywać dużo punktów, ale zagadką pozostawało czy odnajdzie się w Atlancie i po latach ofensywnego szaleństwa w Warriors i Knicks będzie potrafił podporządkować się zespołowej koncepcji gry. Po blisko 30 meczach Hawks są na czołówce wschodu, a Crawford jest jednym z najlepszych rezerwowych w lidze. Ściągnięcie go do Atlanty okazało się strzałem w dziesiątkę. Crawford dał swojej nowej drużynie niesamowite wsparcie z ławki i pomógł im stać się jedną z najlepszych drużyn pod względem ilości zdobywanych punktów. W dotychczasowych 29 meczach 11 razy miał co najmniej 20 punktów, a tylko 3 mecze zakończył z dorobkiem niższym niż 10. Kiedy on zdobywa przynajmniej 25 punktów, Hawks mają bilans 5-0.

2. Zach Randolph  [ 20pts (50.6%)/ 11.4reb/ 2ast ]
Bardzo dobry zawodnik, który nigdy nic nie osiągnął, nie potrafił być liderem drużyny, a do tego ma ogromny kontrakt na miarę największych gwiazd ligi. Wydawało się, że ściągnięcie go do młodego zespołu tylko przeszkodzi tej drużynie w rozwoju. Randolph miał zabierać młodszym partnerom piłki i minuty gry, koncentrować się na własnych osiągnięciach i sprawiać problemy. Ale jak na razie jest zupełnie inaczej. Randolph okazał się bardzo dobrym uzupełnieniem dla Grizzlies. Świetnie współpracuje z nowymi partnerami i stał się czołową postacią drużyny, jest drugim strzelcem  i pierwszym zbierającym. Obecnie ma na swoim koncie serię 6 double-doubles z rzędu. Natomiast od 5 spotkań za każdym razem zdobywa ponad 20 punktów i zbiera ponad 10 piłek. Jego statystyki w tym czasie wyniosły 28.2 punktów (58.2% z gry) i 18.2 zbiórek, a Grizzlies odnotowali 4 zwycięstwa. Ekipa z Memphis słabo zaczęła sezon przegrywając 8 z pierwszych 9 spotkań. Potrzebowali czasu, by się zgrać, by zakończyć niepotrzebny eksperyment z Iversonem i teraz spisują się znacznie lepiej. Pomogła im w tym świetna gra Randolpha. Grizzlies wygrali 11 z 16 spotkań, w których zdobył on co najmniej 20 punktów.

3. Channing Frye  [ 12.4pts (45.8%)/ 5.9reb/ 1.6ast ]
W zeszłym sezonie Suns na swojego środkowego wydawali $20 milionów, teraz 10 razy mniej, a wyniki zespołu są znacznie lepsze. Frye może nie jest tak dominującym zawodnikiem jak Shaq, ale znacznie lepiej pasuje do ofensywnego, szybkiego stylu gry i dzięki temu, Suns mają tak udany początek rozgrywek. Natomiast Frye po raz pierwszy od sezonu debiutanckiego pokazuje, że jest wartościowym graczem, na którego warto stawiać. Obecnie jest czwartym strzelcem Suns i drugim najlepiej zbierającym. Suns zrobili świetny interes pozyskując go offseason, za niewielkie pieniądze zyskali ważnego zawodnika.

4. Vince Carter  [ 18.9pts (40.3%)/ 5.1reb/ 3.1ast ]
Przed sezonem zastanawiano się czy postawianie na Cartera i zrezygnowanie z Turkoglu wyjdzie Magic na dobre. Czy z Carterem w składzie będą w stanie powtórzyć zeszłoroczny sukces i awansują do wielkiego finału, okaże się dopiero za kilka miesięcy. Jednak już teraz wiemy, że z Vince'm w składzie, ekipa z Orlando pozostaje w ścisłej elicie NBA. Carter spisuje się bardzo dobrze i jest pierwszym strzelcem swojej nowej drużyny. Poza tym, VC pomaga Magic również w innych elementach, zbiera średnio 5.1 piłek (tylko Howard i Lewis mają więcej zbiórek), ma także po 3.1 asyst w każdym meczu (również trzecie miejsce w zespole).

5. Trevor Ariza  [ 16.3pts (37.5%)/ 5.7reb/ 3.6ast ]
Rockets mimo poważnego osłabienia przez kontuzję Yao radzą sobie całkiem nieźle i liczą się w walce o playoffs. Zawdzięczają to świetnej grze zespołowej, w której ważnym elementem jest między innymi Ariza. Udowodnia on, że może odgrywać znacznie ważniejszą rolę niż tylko zawodnika zadaniowego. Swoje statystyki punktowe poprawił prawie dwukrotnie w porównaniu z zeszłym sezonem i po raz pierwszy w karierze zdobywa średnio ponad 10 punktów będąc trzecim strzelcem Rockets. Kluczową rolę odgrywa także w defensywie, jest najlepszym przechwytującym (średnią 1.8). Rockets nie muszą żałować odejścia Artesta, ponieważ Ariza bardzo dobrze go zastąpił, a do tego jest młodszym zawodnikiem i bardziej pasującym do zespołowej gry jaką obecnie prezentują. Chociaż nie można pominąć faktu, że w ostatnich kilku spotkaniach Ariza spisuje się znacznie gorzej niż wcześniej.

Co ciekawego w sieci?

NBA FanHouse: Marcin Gortat and Agnieszka Radwańska Putting Poland on the Map




Off the Dribble: If Curry Wants Out, Knicks Can Make It Happen
Kiedy Robinson i Curry siedzą na ławce, Knicks wygrywają. D'Antoni nie ma zamiaru korzystać z żadnego z tej dwójki, dlatego obaj w mediach mówią o swoim niezadowoleniu i chęci transferu. Curry ostatnio stwierdził, że jeszcze nie prosił o wymianę, ale nie zgadza się z obecną sytuacją i chce odejść z Knicks. Mimo, że nie żądał transferu to już od dawna Walsh próbuje go wymieć, ale z powodu jego kontraktu i ciągłych kontuzji jest to wręcz niemożliwe. Skoro jednak Curry nie chce być dłużej w Nowym Jorku, może warto pomyśleć o wykupieniu kontraktu. Dla Knicks byłaby to wymarzona sytuacja. Jednak to oznaczałoby, że Curry rezygnuje ze swojej opcji przedłużenia umowy na sezon 10/11, za który może dostać ponad $11 milionów. Trudno sobie wyobrazić żeby się na to zdecydował, tym bardziej, że przez niepewne zdrowie może mieć problemy ze znalezieniem nowej pracy. Ale skoro tak bardzo chce odejść. Walsh na pewno nie będzie mu tego utrudniał i z chęcią wykupi jego kontakt na ten sezon, byle się go pozbyć.

Zbliża się koniec roku i koniec pierwszego dziesięciolecia lat 2000. Jest to dobry czas na różnego typu podsumowania. Tym razem na blogu Painted Area wybrano piątkę zawodników, którzy przez ostatnie 10 lat nie zagrali na miarę swoich możliwości i mimo ogromnego potencjału nie byli w gronie największych gwiazd mijającej dekady.

All-NBA First Team
C Rasheed Wallace
F Tim Thomas
F Lamar Odom
G Baron Davis (MVP)
G Stephon Marbury

Natomiast drużyną, która mogła osiągnąć bardzo dużo, ale jej się to nie udało byli Mavs. Licząc sezony regularne byli w ścisłej czołówce w ostatnich 10 latach, ale mistrzostwa nie zdobyli.

Bulls zwolnią Del Negro. To już pewne. Nie wiadomo tylko kiedy to zrobią. Na razie szukają odpowiedniego zmiennika. Bulls chcą mieć na ławce kogoś, kto w przyszłym offseason pomoże im zachęcić wolnych agentów do dołączenia do ekipy z Chicago.




IndyStar: Bird: O'Brien's job is secure
Natomiast O'Brien może być spokojny o swoją pracę, mimo że Pacers przegrali 6 meczów z rzędu, a ostatnio w Miami ulegli gospodarzom aż 34 punktami. Larry Bird powiedział, że O'Brien nie zostanie zwolniony, a jeśli zawodnicy mają z nim problem, to oni będą tymi, którzy odejdą z Indiany.


Dime: 5 NBA Players Most Likely To Be Moved
1. T.McGrady
2. N.Robinson
3. T.Thomas
4. A.Randolph
5. Z.Ilgauskas


NBA FanHouse: Can Clippers Afford to Let Camby Go? Time Will Tell
Camby ma kończący się po tym sezonie kontrakt wart ponad $9 milionów, a do tego gra na wysokim poziomie i jest jednym z najlepiej zbierających w lidze. Dlatego jeśli Clippers zdecydują się na jego transfer, mogą liczyć na duże zainteresowanie i korzystne oferty. W LA nie podjęto jeszcze decyzji, chociaż podobno już zrezygnowano z kilku propozycji. Jednak mając Kamana, Camby'ego i młodego Jordana na centrze, a także Blake'a na czwórce, prawdopodobnie pozbędą się któregoś z wysokich i padnie wtedy na Camby'ego, właśnie ze względu na jego atrakcyjność na rynku. Na razie Dunleavy nie zamierza dokonywać transferu, chce poczekać na debiut Blake'a i zobaczyć jak wtedy podkoszowi będą współpracować. Ale do lutego i trade deadline zostało jeszcze trochę czasu i wszystko może się zdarzyć.


NBA.com: Point guards are key to championship puzzle
Reggie Miller tłumaczy jak kluczowa jest postać rozgrywającego. Są trzy cechy wybitnego rozgrywajacego:
GAME MANAGEMENT – pełna wiedza na temat meczu: jaki jest dokładny czas, wynik, jaka jest sytuacja z faulami, kto powinien rzucać itp.
PLAYER MANAGEMENT – umiejętność radzenia sobie z partnerami: dobra komunikacja, znajomość partnerów i umiejętność bycia liderem
FLAIR FOR THE DRAMATIC – umiejętność wykonania niesamowitego podania lub trafianie rzutu za rzutem, musi zrobić to, co trzeba, by wygrać.

Obecnie według Millera wszystkie 3 cechy mają tylko Paul i Billups


Sport.pl: Blogerzy spod kosza: Co z tym Gortatem?

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Lakers najpopularniejszą drużyną NBA w Polsce

Jakie drużyny NBA są najpopularniejsze w Polsce?

Tego rankingu nie oparłem na żadnych specjalistycznych ankietach czy badaniach. Po prostu wziąłem pod uwagę liczbę odsłon stron w tegorocznym Skarbie Kibica. Założenie jest proste: czytelnicy SK wchodzili na strony poświęcone drużynom, które ich najbardziej interesują. Biorąc pod uwagę, że do normalnego badania statystycznego (jak chociażby sondaż przedwyborczy) wystarczy tysiąc respondentów, sądzę, że ten ranking jest miarodajny ponieważ SK odwiedziło blisko 2 tysiące osób.  


Oto 10 drużyn, które cieszyły się największym zainteresowaniem:
1. Lakers
2. Celtics
3. Nets
4. Cavs
5. Magic
6. Sixers
7. Warriors
8. Knicks
9. Nuggets
10. Raptors

Sporym zaskoczeniem może być bardzo wysoka pozycja Nets. Nie wiem czy jest to spowodowane taką popularnością drużyny z New Jersey czy może po ich fatalnym początku sezonu sprawdzaliście jak oceniałem ich szanse przed rozgrywkami.


10 najmniej popularnych drużyny:

21. Thunder
22. Rockets
23. Pacers
24. Grizzlies
25. Wolves
26. Hornets
27. Hawks
28. Wizards
29. Bobcats
30. Jazz

czwartek, 24 grudnia 2009

Magia liczb - 24

Dziś 24 grudnia, Wigilia. Z tej okazji postanowiłem przygotować trochę inną „magię liczb” od tej, którą możecie znaleźć w NBAcodziennie.

Liczba „24” w NBA:

Draft
Z numerem 24 pierwszej rundy draftu wybrano kilku bardzo dobrych europejczyków. Byli to między innymi Rudy Fernandez (2007), Nenad Krstic (2002), Andrei Kirilenko (1999) i Arvidas Sabonis (1986).

Z numerem 24 do NBA trafili także Derek Fisher (1996), Sam Cassell (1993), Latrell Sprewell (1992), Rick Fox (1991) i Terry Porter (1985).


Osiągnięcia
Wybrany w drafcie z numerem 24 Latrell Sprewell, po dwóch pierwszych meczach w NBA miał na swoim koncie dokładnie 24 punkty.

Ustanawiając swój rekord kariery, 61 zdobytych punktów, Shaquille O'Neal trafił 24 rzuty z gry.

Mając 24 lata Tracy McGrady pobił swój rekord kariery zdobywając 62 punkty w meczu przeciwko Wizards.

Dwight Howard zanotował 24 punkty w pierwszym meczu w karierze, w którym przekroczył barię 20.

W sezonie debiutanckim LeBron James w 24 meczach miał na swoim koncie przynajmniej 25 punktów.

W przedostatnim meczu sezonu 2007/08 rozgrywanym przez Bucks, mało wykorzystywany we wcześniejszej fazie rozgrywek debiutant Ramon Sessions zaliczył 24 asysty.

Barierę 24 tysięcy punktów zdobytych w karierze przekroczyli w tym sezonie Kobe Braynt i Allen Iverson. W całej historii NBA 17 zawodników może pochwalić się osiągnięciem tej granicy.


Nagrody
LeBron James (2007/08) dostał nagrodę MVP mając 24 lata.

David Robinson w wieku 24 lat został uznany najlepszym debiutantem sezonu. Zdobywał wtedy średnio 24.3 punktów.


All-Star Weekend
24 punkty zdobył Glen Rice w drugiej połowie Meczu Gwiazd w 1997, prowadząc Wschód do zwycięstwa, a sobie zapewniając miano MVP.

W All-Star Game 2004 Shaquille O'Neal spędził na parkiecie 24 minuty, w tym czasie zdobył 24 punkty i 11 zbiórek, za co został uhonorowany nagrodą MVP.

W finale konkursu rzutów za trzy w 2007 Jason Kapono zdobył 24 punkty, tyle samo miał Mark Price w finale tego konkursu w 1994.


Drużyny
2 pierwsze mecze finałów 2006 Heat przegrali łącznie różnicą 24 punktów. Spotkanie numer 4 wygrali zdobywając 24 punkty więcej niż zawodnicy Mavs.

Zanim Celtics w 2008 sięgnęli po mistrzowski tytuł, rok wcześniej, w sezonie 2006/07, wygrali tylko 24 mecze.

Magic w poprzednich playoffs, które zakończyli jako wicemistrzowie NBA, rozegrali 24 mecze.

Już od 24 sezonów właścicielem Chicago Bulls jest Jerry Reinsdorf, a Milwaukee Bucks Herb Khol.


Trenerzy
Larry Bird w swoim pierwszym sezonie w roli head coacha Pacers przegrał tylko 24 z 82 meczów i został uznany Trenerem Roku.

Kurt Rambis wygrał 24 z 37 spotkań z Lakers, zastępując zwolnionego Dela Harrisa w  trakcie sezonu 1998/99.

Pat Riley na ławce trenerskiej spędził w sumie 24 sezony.

Mike D'Antoni jest 24 trenerem w historii Knicks.

Eddie Jordan został zwolniony z pracy w Wizards w ubiegłym roku 24 listopada.

Reggie Theus stracił pracę w Kings po 24 meczach sezonu 2008/09.


Polacy w NBA
W swojej krótkiej karierze w NBA Cezary Trybański oddał w sumie 24 rzuty z gry (trafił 5 z nich).

Maciej Lampe w swoim drugim sezonie zaliczył 24 zbiórki w ataku.

Pierwszy występ Marcina Gortata w pierwszej piątce miał miejsce w 24 meczu rozgrywanym przez Magic w sezonie 2008/09.


Różne
24 sekundy, tyle czasu ma drużyna na przeprowadzenie akcji w ataku i oddanie rzutu.

W tym sezonie 8 zawodników gra z numerem 24 na koszulce. Są to Kobe Bryant, Richard Jefferson, Andre Miller, Paul Millsap, Tyrus Thomas, Marvin Williams, Morris Peterson i Sonny Weems.

W historii NBA numer 24 nosili tacy zawodnicy jak: Rick Barry, Bill Bradley, Tom Chambers, World B. Free, Moses Malone, Reggie Theus, Jamal Mashburn, Tom Gugliotta czy Bobby Jackson.

W 1924 roku uradził się pierwszy gwiazdor NBA, George Mikan.

24 zawodników w tym sezonie zarobi przynajmniej $15 milionów.

środa, 23 grudnia 2009

Thunder dostali Maynora


Zastępując Williamsa w pierwszej piątce w dwóch meczach, Eric Maynor najpierw zaliczył 13 punktów i 11 asyst, a następnie zdobył 24 punkty. W pozostałych spotkaniach nie miał już tak wyróżniających się statystyk, ale był przydatnym zmiennikiem dla podstawowego rozgrywającego Jazz. W Utah mogli być zadowoleni ze swojej decyzji w czasie draftu, wybrany z numerem 20 Maynor pokazał, że ma potencjał.

Jednak po dwóch miesiącach rozgrywek Jazz oddali go do Oklahomy właściwie nie dostając nic w zamian. Po co? Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze.

Jazz mają wydatki przewyższające pułap luxury tax, a ich celem jest ich ograniczenie. Już od początku sezonu mówi się, że wytransferują Boozera, ale po pierwsze muszą dostać za niego dobrą cenę, po drugie w zamian otrzymają kontrakty porównywalnej wartości i znacząco nie zimniejszą wydatków. Dlatego wykorzystali okazję jaką dał im Sam Presti. Thunder są jednymi z nielicznych, którzy mogą sobie pozwolić na przejmowanie kontraktów, ponieważ na swoich zawodników wydają najmniej w lidze.

W efekcie wymiany z Jazz dostali młodego Maynora i kontuzjowanego Harpringa, który prawdopodobnie nie wróci już do gry i będzie musiał przejść na emeryturę. Kontrakt Harpringa jest wart $6.5 miliona i kończy się po tym sezonie. Thunder zapłacą mu tylko niecałe $2 miliony, resztę pokryje ubezpieczenie. Tym bardziej jest to dla nich korzystna wymiana. Jazz natomiast chcieli się pozbyć kontraktu niegrającego Harpringa ponieważ zwiększał on ich salary cap i podwyższał kwotę podatku. Jazz musieli zdecydowali się na tą wymianę już teraz, ponieważ okazja do zmniejszenia wydatków mogła się już nie powtórzyć. Gdyby Thunder dogadali się z kimś innym, potem na pewno nie byliby zainteresowani ofertą z Utah.

Jeszcze trzeba by napisać co Jazz dostali w zamian: prawo do Petera Fehse, wybranego w drugiej rundzie draftu 2002. Jak można się domyślić, skoro do tego czasu nie wystąpił on w NBA, na pewno nie zobaczymy go w najlepszej lidze świata. Tak więc, Jazz dostali nic, poza ograniczeniem wydatków.

Wczoraj zamieściłem artykuł, o tym jak świetną pracę wykonuje Presti budując przyszłą siłę Thunder. Ten transfer jest kolejnym elementem pokazującym mądrość działań GMa Thunder. Pozyskał świetnego młodego rozgrywającego, który będzie potrzebnym zmiennikiem dla Westbrtooka. Wiecznie kontuzjowany, niespełniony talent Livingston nie sprawdził się, a Thunder potrzebowali dobrej jedynki na ławkę. Teraz mają i to za bardzo niską cenę.

Ten transfer pokazał jak duże pole manewru mają obecnie Thunder. Dzięki pozbywaniu się dużych kontraktów w ostatnich latach i zatrudnianiu przede wszystkim młodych zawodników z niskimi umowami, teraz mogą dokonywać tak korzystnych wymian i wzmacniać drużynę kolejnymi wartościowymi graczami nie tracąc nic ze swojego składu.

wtorek, 22 grudnia 2009

Sam Presti - twórca drużyny przyszłości

Sam Presti miał 30 lat obejmując stanowisko generalnego managera Sonics. Było to w roku 2007, kiedy drużynę mieszczącą się wtedy jeszcze w Seattle, kupił biznesmen z Oklahomy Clay Bennet. Sonics mieli za sobą dwa słabe sezony, w których wygrywali nieco ponad 30 spotkań. Mogli tylko wspominać świetne rozgrywki 2004/05, gdy zajęli czwarte miejsce w konferencji zachodniej z 52 zwycięstwami na koncie. W kolejnym sezonie nie było już trenera Nate'a McMillana, który przeniósł się do Portland i Sonics stracili swoją siłę. W składzie pozostali co prawda Ray Allen i Rashard Lewis, ale bez dobrego wsparcia nie byli w stanie zapewnić drużynie awansu do playoffs. W zespole potrzebne były poważne zamiany. To trudne zadanie przebudowy składu dostał właśnie młody Presti.

Kiedy rozpoczynał pracę w klubie z Seattle nie miał za sobą doświadczania na równie wysokim stanowisku, ale w NBA był już znany. Od 2005 roku był asystentem generalnego managera Spurs, RC Bufforda. Natomiast w San Antonio pracował od 2000 roku. Zaczynał jako stażysta, ale jego ciężka praca i świetna znajomość koszykówki została bardzo szybko doceniona. Już 2001 odegrał kluczową rolę dla przyszłości Spurs. To właśnie jemu przypisuje się przekonanie trenera Gregga Popovicha do młodego Tony'ego Parkera. Początkowo Popovich nie chciał go, ale ostatecznie mając numer 28 w drafcie Spurs postawili na Francuza. Teraz nie ma już wątpliwości, że była to świetna decyzja. Przez 7 lat spędzonych w najbardziej zwycięskiej drużynie ostatnich lat, Presti dostał dobrą szkołę, ale też udowodnił, że jest świetnym specjalistą. Dlatego mimo młodego wieku, miał już na tyle silną pozycję w lidze, by Sonics bez większych wątpliwości mogli powierzyć mu przebudowę zespołu.

Presti bardzo szybko zabrał się do pracy i nie bał się zdecydowanych ruchów. Już w trakcie draftu 2007 oddał Allena, najlepszego strzelca Sonics i ich największą gwiazdę, do Bostonu. W zamian dostał przede wszystkim wybranego z numerem piątym Jeffa Greena. Dzięki temu Sonics pozyskali dwóch perspektywicznych zawodników, Kevina Duranta i Greena, od których rozpoczęła się budowa nowej siły drużyny. Lewis natomiast był wtedy zastrzeżonym wolnym agentem. Z nim również nowy GM nie wiązał przyszłości i w wymianie sign-and-trade oddał do Orlando. Presti stawiał na totalną przebudowę. W tym momencie nie liczył się wynik drużyny, tylko stworzenie warunków do budowy zespołu właściwie od podstaw. Dlatego w Seattle kolekcjonowano numery w przyszłych draftach i weteranów z kończącymi się umowami. Natomiast młodzi zawodnicy mogli spokojnie przystosowywać się gry w NBA i nabierać doświadczenia.



Po roku spędzonym w Seattle, Presti wraz z drużyną przeniósł się do Oklahomy, by tam kontynuować swój plan tworzenia drużyny przyszłości. W drafcie 2008 postawił na rozgrywającego Russella Westbrooka. Początkowo ten wybór był krytykowany przez wielu ekspertów, którzy uważali, że rozgrywający z UCLA został zbyt wysoko oceniony. Jednak GM Thunder wiedział co robi, tak samo jak wtedy, gdy przekonywał wszystkich do Parkera. Westbrook rozegrał bardzo dobry sezon debiutancki i okazał się świetnym, bardzo wszechstronnym zawodnikiem. W tym roku Presti miał numer 3 w naborze i zdecydował się na rzucającego obrońcę Jamesa Hardena. Jest to gracz, który nie tylko potrafi zdobywać dużo punktów, ale też skutecznie współpracuje z partnerami i dobrze podaje. Kolejny zawodnik pasujący do układanki. W pierwszych meczach sezonu Harden niczym się nie wyróżniał, kilka razy udało mu się odnotować sporo asyst, ale pod względem strzeleckim spisywał się fatalnie. Potem jednak pokazał, że wie jak kończyć akcje i miał już spotkania ze zdobyczą ponad 20 punktów. Wszystko wskazuje, że Presti i tym razem się nie pomylił.

Poza dodawaniem do składu kolejnych młodych gwiazd, GM Thunder wykonał też kilka dobrych transferów. Przede wszystkim były one związane z pozbywaniem się niepotrzebnych zawodników mających kilkuletnie kontrakty, w zamian za weteranów z kończącymi się umowami. Ale też pozyskał do drużyny graczy, którzy są dobrym uzupełnieniem dla młodych liderów. W trakcie zeszłego sezonu ściągnął z powrotem do NBA Nenada Krstica, który po poważnej kontuzji kolana nie mógł odzyskać swojej pozycji w lidze i przeniósł się do Rosji. Wydawało się, że po prawie dwóch straconych latach, Krstic nie odzyska już wysokiej formy. Presti zaryzykował i podpisał z nim trzyletnią umowę. Ten ruch okazał się bardzo dobry i Serb jest przydatnym wzmocnieniem. Oczywiście nie gra jak za swoich najlepszych lat, ale Thunder zyskali doświadczonego podkoszowego, którego im brakowało. Natomiast w wymianie z Bulls pozyskał Thabo Sefoloshę. Szwajcar z miejsca stał się zawodnikiem pierwszej piątki. Jest on specjalistą od obrony, dlatego był dobrym uzupełnieniem dla drużyny rządzonej przez młodych strzelców.

Po nieco ponad dwóch latach pracy Presti'ego, Thunder są jednym z najlepiej zapowiadających się zespołów. Widać, że GM ma plan, wie co chce osiągnąć, konsekwentnie dąży do celu i dobiera zawodników pasujących do jego koncepcji. Na razie drużyna z Oklahomy nie może pochwalić się dobrym bilansem zwycięstw, ale to tylko kwestia czasu. Swoją siłę opierają na zawodnikach wybranych w ostatnich trzech draftach. W składzie mają numer 2 (Durant), 3 (Harden), 4 (Westbrook) i 5 (Green) draftów 2007-9. Nie można także zapominać o innych młodych, którzy nie mają tak ogromnych możliwości, ale za kilka lat mogą stać się przydatnymi role playerami (Weaver, White, Ibaka, Mullens). To niesamowity kapitał, który daje Thunder duże nadzieje na przyszłość. Poza tym, w obecnym sezonie wydadzą najmniej na pensje zawodników spośród wszystkich drużyn w NBA (nieco ponad $52 miliony). Na dodatek, po tych rozgrywkach kończy się duży kontrakt Etana Thomasa (ponad $7 milionów). Dlatego Thunder nie tylko mają obiecujący skład, ale też możliwości, by skutecznie działać na rynku wolnych agentów i pozyskać zawodników, których będą potrzebowali.

Początek tego sezonu pokazuje, że świetna praca Presti'ego powoli zaczyna przynosić widoczne efekty. W tegorocznych rozgrywkach Thunder nie są już chłopcami. Zaczynają się liczyć i będą walczyć o miejsce w playoffs.

sobota, 7 listopada 2009

Felieton: Czy powinniśmy kibicować Magic?


Po dwóch meczach, w których Gortat grał ponad 20 minut, wczoraj w starciu z Bulls znowu długo siedział na ławce. Na parkiecie pojawił się tylko na 13 minut. Dla polskich kibiców nie jest to dobra informacja. Mamy naszego człowieka w NBA, jest on naprawdę dobry i mógłby grać regularnie ponad 20 minut, ale w Orlando jest to niemożliwe. Dlatego powstaje pytanie czy kibicując Marcinowi, powinniśmy również wspierać Magic?

Na pierwszy rzut oka to pytanie wydaje się bezsensowe. Koszykówka nie jest sportem indywidualnym i sukcesy Gortat będzie odnosił, jeśli jego drużyna będzie wygrywać. Przecież ogromnego kontraktu nie dostał tylko dlatego, że grał bardzo dobrze jako zmiennik, ale także dlatego, że był rezerwowym wicemistrzów NBA. Marcin miał swój udział w ostatecznym sukcesie drużyny, ale nie oszukujmy się, nie był tam kluczową postacią i bez niego też mogliby awansować do finału. Dlatego nie ma wątpliwość, że Gortat wiele zawdzięcza Magic. To oni na niego stawiali, czekali na jego rozwój, a w końcu dali mu pracę i możliwość gry za plecami Howarda.

Polscy kibice na pewno doceniają ten pozytywny wpływ Magic na polską koszykówkę. Jednak przychodzi czas, gdy jeden rozdział trzeba zamknąć i przejść do kolejnego etapu kariery.



Po tym jak został wybrany w drafcie 2005 długo walczył o angaż w NBA, który dostał 2 lata później, przed sezonem 2007/08. Potem musiał udowodnić swoje umiejętności i zyskać zaufanie trenera. W pierwszym roku gry w Magic, zaledwie w 6 meczach miał okazję wyjść na boisko. Dopiero w poprzednim sezonie stał się kimś i zaczął regularnie grać, będąc ważną postacią z ławki Magików.

W Orlando, Gortat zrobił co mógł i pokazał na co go stać, ale nic więcej już tu nie osiągnie (chyba, że Magic zdobędą mistrzostwo). Kolejnym etapem jego kariery miała być możliwość walki o miejsce w pierwszej piątce. Byłoby to bardzo realne w Dallas, ale w Orlando może być tylko zmiennikiem rewelacyjnego Howarda. Przez to, że Magic wyrównali ofertę Mavs, Marcin w tym roku nie może zrobić tego kolejnego kroku. Pozostaje w tym samym miejscu, co w zeszłym sezonie, tyle tylko, że znacząco wzrosły jego zarobki.

Stąd to pytanie: czy powinniśmy kibicować Magic?

Na pewno nie jest to w naszym interesie. Nas - chcących jak najczęściej oglądać Polaka na amerykańskich parkietach. Właściwie dla nas najlepszym rozwiązaniem była by kontuzja Howarda, ale tego środkowemu Magic nie życzmy. Kibicując drużynie z Orlando powinniśmy zachwycać się tym, jak dominuje on pod koszami i odnotowuje kolejne fantastyczne występy. Jednak gdy Howard gra na najwyższym poziomie, trener trzyma go długo na parkiecie, a na ławce siedzi Marcin.

Poza tym, ciągle jest jeszcze szansa, że Magic w trakcie sezonu wytransferują Gortata. Nie jest to pewne, ale istnieje możliwość takiego ruchu. Magic bardzo dużo wydają na swoich zawodników, a Gortata najłatwiej byłoby im oddać. Po pierwsze dlatego, że można w zamian za niego dużo zyskać. Po drugie, ma on duży kontrakt i jak na takie zarobki, gra mało. Po trzecie, bez niego nadal będą bardzo silni. Polish Hammer jest przede wszystkim ich ubezpieczeniem na wypadek kontuzji Howarda lub jego problemów z faulami w poszczególnych meczach. Mając perspektywę walki o mistrzostwo, władze klubu z Florydy raczej nie będą przejmować się wydatkami. Najważniejsze będzie, by ich drużyna ponownie awansowała do wielkiego finału. Dlatego jeśli Magic będą cały czas na szczycie wschodu, raczej nie zdecydują się na zmiany w składzie. Po co mieliby to robić, skro wszystko będzie świetnie działać. Natomiast, gdyby do połowy rozgrywek okazało się, że nie są na tyle silni żeby poważnie zagrozić Celtics, Lakers czy Cavs, będą chcieli wzmocnić się przed ostatnią prostą. Wtedy transfer z udziałem Gortata będę znacznie bardziej prawdopodobny. Tak więc, chcąc zobaczyć Marcina w innej drużynie jeszcze w tym sezonie, najlepiej byłoby gdyby Magic mieli trochę problemów i nie wygrywali każdego spotkania.

Pozostawiam was z tym pytaniem: czy kibicując Gortatowi, powinniśmy cieszyć się z kolejnych zwycięstw Magic i świetnej gry Howarda?