Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mistrzostwa świata 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mistrzostwa świata 2010. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 września 2010

Airball spod kosza: Mistrzostwa bez emocji i Durant Team

Mistrzostwa Świata 2010 mamy za sobą i muszę przyznać, że nie było to dla mnie wielkie święto koszykówki. Nawet dla mnie, dla kibica koszykówki, nie była to impreza, którą można by porównać do Mistrzostwa Świata dla fana piłki. Dlatego nie dziwię się, że nie wzbudziły one zainteresowania szerokiej publiczności w Polsce, że nawet finał i mecz o trzecie miejsce nie były pokazywane na przykład w Dwójce, a tylko w TVP Sport. Oczywiście chciałbym, żeby tak ważne wydarzenie jak Mistrzostwa Świata były transmitowane w ogólnopolskiej telewizji, ale rozumiem, dlaczego nie były. Niestety, MŚ w koszykówce w dużej mierze były pozbawione emocji. I to wcale nie dlatego, że głównymi faworytami byli Amerykanie i właściwie od początku było wiadomo, kto sięgnie po złoto. USA to USA, oni mieli dominować i to zrobili. Tak miało być i mecze, w których zawodnicy z NBA pokazują swoją klasę i niszczą rywali, można oglądać z przyjemnością. Ale niestety na Mistrzostwach nie tylko Amerykanie pewnie wygrywali swoje spotkania. Poziom drużyn występujących w Turcji był bardzo zróżnicowany, przez co większość meczów była jednostronnym widowiskiem.

W fazie grupowej, z 60 meczów aż 35 zakończyło się przynajmniej 10-punktową różnicą, z czego w 18 przypadkach zwycięzcy mieli co najmniej 20 punktów więcej. Były takie spotkania jak Serbia-Angola, +50 dla tych pierwszych, czy Turcja-Chiny, +47 dla gospodarzy. W takich sytuacjach naprawdę nie było co oglądać. Ale to była faza grupowa, tu jeszcze duża różnica poziomów była zrozumiała. Jednak do 1/8 awansowała taka drużyna jak chociażby Angola, którą USA pokonali aż 55 punktami. Żadnych emocji nie było też w meczach, w których wygrywała Słowenia (+29), Rosja (+22) i Turcja (+18). Z 8 spotkań, 4 można było przestać oglądać po pierwszej połowie. Oczywiście zdarzyła się także prawdziwa perełka, jak starcie Argentyna-Brazylia. Dla takich meczów warto było śledzić te Mistrzostwa. W ćwierćfinałach, kiedy zostało już tylko 8 najlepszych drużyny, nadal wyrównane mecze, które decydują się w ostatnich sekundach, były towarem deficytowym. Poza świetnym spotkaniem pomiędzy Serbią i Hiszpanią, pozostałe 3 nie wzbudziły emocji. Turcja pokonała Słowenię 27 punktami, USA spokojnie poradzili sobie z Rosją, a pojedynek Litwa-Argentyna, który miał być ucztą dla kibiców, okazał się jednostronnym popisem Litwinów. W półfinałach mieliśmy łatwe zwycięstwo USA i ciekawą walkę Turcji z Serbią do ostatnich sekund. Było nieźle i rosły apetyty na niedzielne spotkania. Niestety, w meczach kończących Mistrzostwa już nic wielkiego się nie wydarzyło. Finał nie był meczem, który zapamiętamy, tak jak chociażby finał Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Również w walce o brąz nie byliśmy świadkami wielkiego spotkania. Stąd rozumiem, dlaczego przeciętny kibic nie spędzał przez ostatnie 2 tygodnie całych popołudni i wieczorów przed telewizorem. W Turcji rozegrano w sumie 80 spotkań, z czego tylko 20 zakończyło się różnicą nie większą niż 5 punktów, podczas gdy 22 to mecze, w których zwycięzca miał co najmniej 20 punktów przewagi (w sumie 48 meczów zakończyło się różnicą przynajmniej 10pkt). Znacznie ciekawsze są playoffs w NBA. To jest prawdziwe i wspaniałe święto koszykówki, przynajmniej dla mnie.
Największymi gwiazdami na MŚ byli oczywiście Amerykanie. Do Turcji z trenerem Krzyzewskim nie pojechali zawodnicy tworzący Redeem Team w Pekinie, dlatego reprezentację USA nazwano B-Team. Biorąc pod uwagę siłę nazwisk, nie ma wątpliwości, że to była słabsza drużyna niż w 2008. Skład na MŚ to przede wszystkim młodzi zawodnicy, którzy dopiero budują swoją pozycję w lidze i jedynie Durant spośród nich, jest już uznaną gwiazdą pierwszej wielkości. W Pekinie było ich znacznie więcej – Kobe, LeBron, Wade, Anthony, Howard, Bosh... Dlatego zastanawiano się, czy B-Team jest odpowiednio silną drużyną, by wywalczyć złoto. Oni jednak pokazali, że wcale nie są jakąś gorszą drużyną. Stworzyli świetny zespół, pewnie wygrywali kolejne mecze i udowodnili, że są najlepsi na świecie. W Turcji nie mieli sobie równych. Z 8 rozegranych meczów, tylko w tym z Brazylią musieli walczyć do ostatnich sekund. W pozostałych, pokonywali przeciwników różnicą przynajmniej 10 punktów. Przede wszystkim w półfinale i w finale, kiedy zmierzyli się z teoretycznie swoimi najsilniejszymi przeciwnikami, pokazali klasę i spokojnie oba mecze wygrali, łącznie 32 punktami. Niekwestionowaną gwiazdą USA był oczywiście Durant, to on poprowadził tą drużynę do złota. W ostatnich trzech spotkaniach był nie do zatrzymania i zdobył łącznie 99 punktów. Dlatego tak naprawdę reprezentację USA 2010, zamiast B-Team, powinno się nazywać Durant Team. Bo to on był jej liderem i to przede wszystkim jego fantastyczna gra sprawiła, że po 16 latach Amerykanie ponownie są Mistrzami Świata.

Jednak niektórzy dziennikarze chyba za bardzo wzięli sobie do serca nazwę B-Team. Przekonałem się o tym wczoraj, oglądając Teleexpress. Na początek trzeba pochwalić ich, że w ogóle powiedzieli o MŚ i o tym, że USA zdobyli złoto. W naszym kraju ta informacja nie była niczym szczególnym, przecież znacznie ważniejsze jest to, że w Polonii zmienił się trener. Dlatego już za samo powiedzenie o MŚ (i to przed info o zwolnieniu Bakero) mają plusa. Ale najlepszy był komentarz do krótkiego materiału o meczu finałowym. Było o tym, jak Amerykanie łatwo poradzili sobie z Turcją i tu zacytuję - „aż strach pomyśleć, co by było gdyby w składzie znalazły się gwiazdy NBA„. No właśnie, aż strach pomyśleć... jaki jest poziom znajomości koszykówki w naszym kraju. Ale tą wpadkę chyba trzeba im wybaczyć, bo TVP1 staję się stacją promującą koszykówkę. Nie tylko powiedzieli o MŚ w Teleexpressie, ale jeszcze na dodatek, w „Celowniku” pojawił się nie kto inny, jak sam Marcin Gortat. Co prawda nie było o koszykówce, pan Orłoś rozmawiał z nim w sprawie kampanii przeciw dopalaczom, ale to nie ma znaczenia, był gwiazdor NBA (zabrakło takich w składzie USA). Niestety na Klan już nie doczekałem i nie wiem czy tam też nie pojawił się jakiś koszykarski motyw...

poniedziałek, 13 września 2010

Mistrzostwa Świata - dzień 15

USA – Turcja  81:64

Od początku było wiadomo, kto sięgnie po złoto. Finałowe spotkanie było pozbawione emocji, było to show tylko jednej drużyny i jednego zawodnika. Reprezentacja USA szybko uzyskała prowadzenie, a później tylko systematycznie je powiększała. Po pierwszej połowie mieli 10 punktów więcej, a na początku trzeciej kwarty, po dwóch trójkach Duranta i punktach Odoma, przewaga wzrosła do 18. W czwartej kwarcie prowadzili już 22 punktami i mogli świętować pierwszy od 16 lat tytuł mistrzów świata. Amerykanie potwierdzili, że są najlepsi na świecie i żeby to osiągnąć nie potrzebowali wcale LeBrona, Kobe'go i Wade'a, wystarczył im Durant.

Durant rozegrał kolejny fantastyczny mecz. Zdobył 28 punktów (trafił 7 z 13 rzutów zza łuku), z czego aż 20 w pierwszej połowie. Poprowadził USA do złota i odebrał nagrodę MVP. Bardzo dobrze zagrał także Odom, który zaliczył drugie z rzędu double-double. Na swoim koncie miał 15 punktów (7/9 z gry) i 11 zbiórek. Z ławki ponownie świetną zmianę dał Westbrook, zanotował 13 punktów, 6 zbiórek i 3 asysty.

W drużynie srebrnych medalistów tylko jeden zawodnik miał dwucyfrowy dorobek punktów. Hedo Turkoglu zdobył 16, do tego dołożył 7 zbiórek. Ersan Ilyasova zagrał trochę lepiej niż w starciu z Serbią, ale ponownie w ataku był bardzo mało widoczny. Spudłował 7 z 9 rzutów i zaliczył tylko 7 punktów. Dobrze radził sobie jednak w walce pod koszami zbierając 11 piłek.


Litwa – Serbia  99:88

Po fatalnym meczu półfinałowym przeciwko USA, wczoraj Linas Kleiza ponownie był pierwszoplanową postacią Litwy i zapewnił im brązowy medal. W drugiej kwarcie zdobył 12 punktów, pomagając swojej drużynie uzyskać kluczową, 10-punktową przewagę przed przerwą. W trzeciej kwarcie nadal dominowali Litwini i nie pozwolili już rywalom na nawiązanie walki. Na początku czwartej kwarty prowadzili 22 punktami i było po meczu. Serbowie, którzy byli tak bliscy awansu do finału i przegrali z Turcją w dramatycznych okolicznościach, musieli pogodzić się z miejscem poza podium.

Kleiza zdobył ostatecznie 33 punkty, trafiając 67% rzutów z gry, w tym 5 na 7 za trzy. Na swoim koncie miał też 7 zbiórek, 4 asysty i 3 przechwyty. Simas Jasaitis zaliczył double-double: 14 punktów i 10 zbiórek. 14 punktów miał też Mantas Kalnietis, a do tego dołożył po 5 asyst i zbiórek.  Poza tym, 15 punktów zdobył Paulius Jankunas, a 12 Martynas Pocius.

W drużynie Serbskiej najlepszym strzelcem był Novica Velickovic z 18 punktami. Marko Keselj  dołożył 12, a Dusko Savanovic 10. Natomiast Aleksandar Rasic zanotował 10 asyst i 8 punktów. Słabo zaprezentował się Nenad Krstic, który miał tylko 5 punktów i 8 zbiórek, nie imponował również Milos Teodosic – 9 punktów i 4 asysty.


Argentyna – Hiszpania  86:81

W ostatnim dniu Mistrzostw, w którym rozegrano przede wszystkim mecze o złoto i brąz, najbardziej wyrównanym okazał się jednak ten o piąte miejsce.

Po pierwszej połowie Argentyna prowadziła różnicą 17 punktów i wydawało się, że piąte miejsce mają w kieszeni. Na początku trzeciej kwarty ta przewaga wzrosła do 25 punktów i nic nie wskazywało na to, że w tym spotkaniu mogą być jeszcze jakiekolwiek emocje. Jednak Hiszpanie nie zamierzali w ten sposób zakończyć swoich występów na Mistrzostwach i ruszyli do odrabiana strat. Zanotowali imponującą serię 26-2 i półtorej minuty przed końcem trzeciej kwarty było 60-61. 11 punktów podczas tego runu zdobył Rudy Fernandez. Argentyńczycy jednak mogli liczyć na swojego lidera. Luis Scola przerwał niemoc strzelecką i nie pozwolił Hiszpanom przejąć prowadzenia. Natomiast na początku czwartej kwarty zdobył 7 kolejnych punktów i powiększył przewagę swojej drużyny do 8 punktów. Na 2 minuty przed końcem Hiszpanom udało się jeszcze doprowadzić do remisu, ale na więcej już nie było ich stać. Ostateczne zwycięstwo Argentyńczyków i piąte miejsce przypieczętował Pablo Prigioni trafiając za trzy na 15 sekund przed końcem.

Najlepszym strzelcem piątej drużyny turnieju był wczoraj Carlos Delfino, zdobył 27 punktów trafiając między innymi 6 z 11 rzutów za trzy. Scola zakończył mecz mając double-double: 22 punkty i 11 zbiórek. Prigioni zaliczył 17 punktów, 7 asyst, 5 zbiórek i 3 przechwyty, a Fabricio Oberto miał 10 punktów i 8 zbiórek.

W drużynie Hiszpanii najlepszym zawodnikiem był Rudy Fernandez, który na 13 rzutów z gry pomylił się tylko 2 razy i zdobył 31 punktów. Marc Gasol miał 16 punktów i 10 zbiórek. Natomiast Jorge Garbajosa spudłował aż 9 z 10 rzutów z gry.

Mistrzostwa Świata - dzień 14

USA – Litwa  89:74

Litwinom nie udało się powtórzyć wspaniałej gry, jaką zaprezentowali przeciwko Argentynie i nie rozegrali już tak idealnego meczu. Natomiast Amerykanie prowadzeni przez Duranta pokazali koszykówkę na najwyższym poziomie i bez problemów zapewnili sobie zwycięstwo. Litwa wydawała się drużyną, która może im zagrozić, ale bardzo szybko Amerykanie pokazali, kto jest lepszy. Świetnie bronili, a w ataku nie do zatrzymania był Durant. Już po pierwszej kwarcie prowadzili 23-12, a na przerwę do szatni schodzili mając 15 punktów więcej. Litwini jeszcze walczyli, ale nie byli w stanie zagrozić USA, którzy pewnym zwycięstwem zapewnili sobie grę o złoto.

Durant zakończył mecz z dorobkiem 38 punktów (56% z gry). Jest to nie tylko rekord turnieju w Turcji, ale też rekord w historii występów reprezentacji USA na Mistrzostwach. Bardzo dobrze zagrał również Odom, który zaliczył double-double: 13 punktów i 10 zbiórek, zablokował też 3 rzuty. Spośród rezerwowych wyróżniał się Westbrook, miał 12 punktów, 8 zbiórek i 2 bloki.

Najlepszym zawodnikiem Litwy był Robertas Javtokas, na swoim koncie miał 15 punktów, 9 zbiórek i 3 asysty. Martynas Pocius zaliczył 13 punktów i 7 zbiórek, a Mantas Kalnietis dołożył 10 punktów. Fatalnie zagrał natomiast lider drużyny, Linas Kleiza. Zupełnie nie potrafił sobie poradzić z amerykańską defensywą i spudłował aż 10 ze swoich 11 rzutów (4pts), do tego popełnił 4 straty.


Turcja – Serbia  83:82

Drużyna Serbii objęła prowadzenie na początku pierwszej kwarty i utrzymywała je do ostatnich minut czwartej kwarty. Turcja cały czasu trzymała kontakt, nie pozwalała rywalom na uzyskanie zbyt dużej przewagi, ale cały czas musiała gonić. Jeszcze na 5 i pół minuty przed końcem meczu Serbowie mieli 8-punktową przewagę, ale wtedy do ataku ruszyli gospodarze turnieju. Zanotowali serię 14-3, dzięki czemu, na 3 minuty przed końcem prowadzili 3 punktami. Kluczową rolę podczas tego runu odegrał Kerem Tunceri, który zdobył w tym czasie 8 punktów. Od tego momentu zaczęła się bardzo twarda i zacięta walka o awans do finału. Po punktach Novica Velickovica, na 4 sekundy przed końcem, Serbia prowadziła jednym punktem. Turcja wzięła czas i rozpoczynała akcję z połowy boiska. Serbowie półpełni błąd w obronie, w rezultacie zupełnie niepilnowany Tunceri spokojnie zdobył punkty spod kosza, dając swojej drużynie prowadzenie na 0.5 sekundy przed końcem. Serbowie jeszcze próbowali wykorzystać pozostały czas i rozegrali dobą akcję rzucając piłkę z autu prosto nad kosz na alley oop, ale rzut Velickovica zablokował Semih Erden i Turcja mogła świętować awans do finału.

Najwięcej punktów dla zwycięzców zdobył Hedo Turkoglu – 16. Omer Onan miał 14, a po 12 zaliczyli Tunceri (5/7 z gry, 10 w czwartej kwarcie) i Ender Arslan (3/5 za trzy).

W drużynie Serbii świetnie grał Milos Teodosic, na swoim koncie miał 13 punktów, 11 asyst i 6 zbiórek. Najlepszym strzelcem był natomiast Marko Keselj, który zdobył 18 punktów, zebrał także 7 piłek. Nenad Krstic zaliczył 15 punktów i 7 zbiórek. 15 punktów miał też Dusko Savanovic.


Rosja – Słowenia  84:78


Początek meczu o 7 miejsce był bardzo wyrównany. Dopiero tuż przed zakończeniem pierwszej połowy Słowenii udało się osiągnąć większe prowadzenie i do szatni schodzili mając 7 punktów przewagi. Po kilku minutach trzeciej kwarty Słoweńcy powiększyli swoje prowadzenie do 14 punktów i wydawało się, że przejmują kontrolę nad meczem. Jednak Rosjanom udało się jeszcze przed czwarta kwartą odrobić część strat i ponownie było 7 punktów różnicy. Po 3 minutach ostatniej części spotkania Rosja doprowadziła do remisu, a zawdzięczali to przede wszystkim Vitaly'mu Fridzonowi, który zdobył 8 punktów z rzędu. Przez kolejne minuty spotkanie było bardzo wyrównane i żadnej z drużyn nie udało się uzyskać większej przewagi. Na 2 i pół minuty przed końcem Słowenia prowadziła 5 punktami i wtedy Rosjanie zanotowali kluczową dla losów spotkania serię 10-0. Timofey Mozgov zdobył połowę z nich i ostatecznie był najlepszym strzelcem swojej drużyny z 19 punktami. Punkt mniej miał Fridzon, z czego aż 16 zanotował w czwartej kwarcie, którą Rosja wygrała 31-19. Dobrze zagrał także Sergey Monya zaliczając 13 punktów, 7 zbiórek i 4 asysty. Poza tym, Alexey Zhukanenko zdobył 12 punktów, a Anton Ponkrashov 10.

W drużynie Słowenii wyróżniającym się zawodnikiem był Bostjan Nachbar. W czwartej kwarcie starał się zapewnić swojej drużynie zwycięstwo i zdobył wtedy 11 punktów trafiając 3 razy za trzy. Ostatecznie miał 20 punktów, a jego skuteczność z gry wyniosła 70%. Drugim strzelcem był Goran Dragic, ale swoje 15 punktów zaliczył trafiając tylko 38.5% rzutów z gry. Do tego dołożył 7 asyst. Natomiast po 12 punktów zdobyli Sani Becirovic i Uros Slokar, który miał też 7 zbiórek.

sobota, 11 września 2010

Mistrzostwa Świata - dzień 13

Hiszpania – Słowenia  97:80

Słoweńcy na początku pierwszej kwarty objęli kilku punktowe prowadzenie i utrzymali je do końca pierwszej połowy. Dopiero w bardzo wyrównanej trzeciej kwarcie, Hiszpanie dogonili swoich rywali, a przed końcem udało im się przejąć prowadzenie i na czwartą kwartę wychodzili mając 2 punkty więcej. Jeszcze w połowie czwartej kwarty Hiszpanie prowadzili tylko 4 punktami i sprawa zwycięstwa pozostawała otwarta. Ale Hiszpanie nie dali szans swoim przeciwnikom i rozegrali fantastyczną końcówkę. Zanotowali serię 20-6, odskakując Słoweńcom na 18 punktów.  Kluczową rolę odegrały wtedy rzuty za trzy, najpierw dwukrotnie zza łuku trafili Llull, chwilę później Navarro. Ostatecznie Hiszpanie wygrali czwartą kwartę aż 33-18 i zapewnili sobie grę o piąte miejsce.

W drużynie Hiszpanii rewelacyjne spotkanie rozegrał Juan Carlos Navarro, zdobył 26 punktów (4/7 za trzy), z czego aż 23 w drugiej połowie. Do tego dołożył 7 asyst. Po 16 punktów zdobyli nieomylni Rudy Fernandez (7/7 z gry, 1/1 z wolnych) i Fran Vazquez (6/6 z gry, 4/4 z wolnych). Rezerwowy center Hiszpanii zaliczył również 3 bloki. Natomiast Felipe Reyes miał 9 punktów i 10 zbiórek.

Przegrywając z Serbią, Hiszpanie stracili szansę na obronę tytułu i w niedziele zamiast o złoto, będą walczyć z Argentyną o pozycję numer 5. Mecz Hiszpania-Argentyna mógłby być jednym z półfinałów, albo nawet finałem, a będzie to starcie zaledwie o piąte miejsce.

Najwięcej punktów dla Słowenii zdobyli Jaka Lakovic i Goran Dragic, po 19. Pierwszy z nich trafił 5 z 9 trójek, podczas gdy drugi spudłował wszystkie 5 rzutów zza łuku. Poza tym, Sani Becirovic miał 13 punktów, a Miha Zupan 11.


Argentyna – Rosja  73:61

To spotkanie również przez większość czasu było bardzo wyrównane i podobnie jak Hiszpanie, także Argentyńczycy zapewnili sobie zwycięstwo dopiero dzięki świetnej czwartej kwarcie. Jeszcze na niespełna 7 minut przed końcem spotkania, Rosja traciła do nich tylko 2 punkty. Ale finisz należał już wyłącznie do Argentyny, która zakończyła mecz serią 15-5. Całą kwartę wygrali 19-9, co zawdzięczają dwójce swoich liderów. Scola i Delfino przez ostatnie 10 minut gry łącznie zdobyli aż 17 punktów (Delfino 9, Scola 8). Dzięki temu, Argentyńczycy trochę poprawili sobie humor po bardzo dotkliwej porażce z Litwą i teraz zagrają z Hiszpanią o piąte miejsce.

Luis Scola po ostatnim słabym występie, wrócił do swojej świetnej dyspozycji i ponownie był najlepszym strzelcem drużyny z dorobkiem 27 punktów (58% z gry). Na swoim koncie miał jeszcze 6 zbiórek. Carlos Delfino zakończył mecz z 26 punktami, trafił 61.5% rzutów z gry, w tym 5 na 7 za trzy. Do tego dołożył 7 zbiórek, 3 asysty i 3 przechwyty. Reszta zawodników Argentyny zdobyła łącznie tylko 20 punktów, z czego połowa należała do Fabricio Oberto.

Dla Rosji najwięcej punktów zdobył Sergey Monya – 17 (5/7 za trzy), ale wszystkie zaliczył przed czwartą kwartą. Timofey Mozgov zanotował double-double: 10 punktów i 11 zbiórek. 10 punktów miał też Andrey Vorontsevich.

Rosja zagra dzisiaj ze Słowenią o siódme miejsce.

piątek, 10 września 2010

Mistrzostwa Świata - dzień 12

USA – Rosja  89:79

To był już zupełnie inny mecz dla Amerykanów niż pojedynek z Angolą. Było wiadomo, że Rosja to wymagający przeciwnik i trzeba na nich uważać. Potwierdził to początek spotkania i pierwsza kwarta zakończyła się remisem. W drugiej nadal bardzo dobrze radzili sobie Rosjanie i na niespełna 5 minut przed końcem uzyskali 5-punktowe prowadzenie. Krzyzewski wziął wtedy czas, po czym jego drużyna ruszyła do ataku. Amerykanie zanotowali serię 12-0, którą zakończyły 4 punkty Iguodali. Dzięki temu, na przerwę schodzili mając 5 punktów więcej. Nie była to jak na nich znacząca przewaga, ale było widać, że powoli się rozkręcają, co potwierdzili w trzeciej kwarcie, kluczowej dla losów meczu. Przez pierwsze minuty drugiej połowy Rosjanie jeszcze utrzymywali kontakt, ale w końcu Amerykanom udało się uciec. Zanotowali serię 15-5 uzyskując 15-punktowe prowadzenie. Decydującą rolę podczas tego runu odegrał Westbrook. W przeciągu nieco ponad 2 minut przechwycił 3 piłki i zdobył 7 kolejnych punktów. Rozgrywający Thunder dobrze rozpoczął także czwartą kwartę, od akcji and 1, która dała jego drużynie 17 punktów przewagi. Amerykanie przejęli kontrolę nad spotkaniem i już do końca nie pozwolili swoim rywalom zbliżyć się bardziej niż na 10 punktów.

Tak jak można było oczekiwać, Amerykanie przegrali rywalizację na desce z wyższymi Rosjanami. Ostatecznie mieli 8 zbiórek mniej, chociaż na atakowanej tablicy zebrali 2 piłki więcej. Najsilniejszą broną USA okazała się skuteczna defensywa, która zmusiła Rosjan do 18 strat (14 przechwytów Amerykanów). W rezultacie, zdobyli po stratach rywali 20 punktów, a ich przeciwnicy zaledwie 2. Podobnie różnica wyglądała przy punktach z kontry, 22-2 dla reprezentacji USA.

W drużynie USA błyszczał wczoraj Durant, który zanotował swoją najwyższą zdobycz na tym turnieju. Zdobył 33 punkty trafiając 58% rzutów z gry, do tego dołożył 5 zbiórek i 2 przechwyty. 15 punktów (4/8 za trzy) i 5 asyst miał Billups, a 12 punktów i 3 przechwyty zaliczył Westbrook. Odom natomiast spudłował 5 z 7 swoich rzutów (6pts), ale skutecznie walczył pod tablicami zbierając ostatecznie 12 piłek, z czego 5 w ataku.

To była dla Amerykanów dobra rozgrzewka przed pojedynkiem z Litwą. Litwini zaprezentowali fantastyczną grę w meczu z Argentyną, a podczas przygotowań ograniczyli Amerykanów do zaledwie 7 punktów w pierwszej kwarcie. Dlatego w półfinale reprezentację USA czeka bardzo trudne spotkanie i będzie to prawdziwy sprawdzian ich siły.

Najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem Rosji był Andrey Vorontsevich, który mógł pochwalić się osiągnięciem double-double w drugim meczu z rzędu: 14 punktów i 12 zbiórek. Najlepszym strzelcem był Sergei Bykov z dorobkiem 17 punktów. Natomiast Timofey Mozgov świetnie rozpoczął mecz i już w pierwszej kwarcie zdobył 9 punktów, jednak ostatecznie miał ich tylko 13.


Litwa – Argentyna  104:85

Faworytem tego meczu byli Argentyńczycy. Nie tylko są oni na pierwszym miejscu w rankingu FIBA, ale też rewelacyjnie zagrali pokonując we wspaniałej rywalizacji Brazylię. Do tego, w ich szeregach jest najlepszy strzelec turnieju – Luis Scola, który 2 dni wcześniej zdobył niesamowite 37 punktów. Litwini co prawda przystępowali do tego spotkania z kompletem 6 zwycięstw (Argentyna miała jedną porażkę z Serbią), ale mało kto widział ich w roli zwycięzców.

Naprzeciw siebie stanęły dwie bardzo silne drużyny, dlatego oczekiwaliśmy meczu porównywalnego do spotkań Argentyna-Brazylia czy Serbia-Hiszpania.  Było jednak zupełnie inaczej.

Litwini od samego początku zaprezentowali grę na najwyższym poziomie. Fantastycznie bronili i z niesamowitą skutecznością egzekwowali swoje ataki. Pokazali mistrzowską koszykówkę. Kiedy objęli prowadzenie 17-10, można było jeszcze oczekiwać, że zaraz Argentyńczycy odpowiedzą skuteczną serią i odrobią straty. Ale to był początek rozstrzeliwania Argentyny przez litewską strzelbę. Litwini zakończyli pierwsza połowę mając przewagę aż 20 punktów. Zupełnie rozbili sowich przeciwników i nie dali im żadnych szans. W pierwszej połowie kluczową rolę odegrały rzuty zza łuku. Reprezentanci Litwy trafili swoje pierwsze 8 trójek, podczas gdy Argentyńczycy w pierwszej połowie spudłowali wszystkie 9 prób. Przez pierwsze 20 minut tego spotkania Litwa trafiła 59% swoich rzutów z gry, podczas gdy Argentyna tylko 36%.

Litwa z każdą kwartą powiększała swoje prowadzenie. Pierwszą wygrali 10 punktami, tak samo drugą, w trzeciej również nie zamierzali odpuszczać, chcąc przypieczętować swój awans do półfinałów i zdobyli w niej 12 punktów więcej. Przed czwartą kwarta było 85-53 i zszokowani Argentyńczycy byli już pewni, że po raz pierwszy od 2000 roku nie znajdą się w najlepszej czwórce turnieju, w którym występują.

Ostatecznie aż 7 zawodników zdobyło dla Litwy ponad 10 punktów. Najwięcej miał Simas Jasaitis – 19, on też trafił najwięcej trójek (4/7) dla swojej drużyny. Linas Kleiza miał 17 punktów i 9 zbiórek. Po 16 punktów zanotowali Martynas Pocius i Tomas Delininkaitis (11 w pierwszej połowie). Paulius Jankunas do swoich 12 punktów dołożył 7 zbiórek i 5 asyst, podobnymi osiągnięciami mógł pochwalić się również Mantas Kalnietis (12pts, 5reb, 5ast). I jeszcze 12 punktów zdobył Jonas Maciulis.

W drużynie Argentyny zupełnie zawiódł Scola. Był bardzo skutecznie kryty przez Litwinów, którzy nie pozwolili mu na łatwe pozycje rzutowe. W rezultacie, lider Argentyny w pierwszej połowie trafił tylko 3 z 10 rzutów z gry, a cały mecz zakończył mając 5 celnych rzutów na 16 oddanych. We wcześniejszych 5 meczach za każdym razem zdobywał co najmniej 30 punktów, wczoraj przeciwnicy pozwolili mu tylko na 13. Najlepszym strzelcem Argentyny był natomiast Carlos Delfino. Zdobył ostatecznie 25 punktów, jednak większość z nich w drugiej połowie, kiedy losy meczu były już rozstrzygnięte. W pierwsze zanotował 8 (4/10 z gry). Dwucyfrowy dorobek punktów miał jeszcze Hernan Jasen – 11.

czwartek, 9 września 2010

Mistrzostwa Świata - dzień 11

Serbia(6-1) - Hiszpania(4-3) 92:89

Serbowie tym zwycięstwem zrewanżowali się Hiszpanom za porażkę w finale Mistrzostw Europy 2009 (85:63). Wygrali w ostatnich sekundach z Argentyną, Chorwacją (rzut wolny Rasica), a teraz o zwycięstwie z obrońcami tytułu zdecydował cudowny rzut Teodosica z 9-10 metra. Turcy muszą uważać w końcówce meczu.

Już pierwsza kwarta pokazała, że będzie to mecz zacięty. W barwach Hiszpanii raz za razem punktował Juan Carlos Navarro (13 pkt w 1 kwarcie), a wśród Serbów dominował duet Velickovic(10 pkt) i Bjelica (11pkt, do którego prawa ma niestety... David Kahn). Tą część spotkania wygrała Serbia, jak i drugą kwartę, gdzie zawodnikom z Bałkan udało się odskoczyć w końcówce na 8 punktów, co było sporą zaliczką.

Zaraz po przerwie obrońcy tytułu zanotowali run 10:0 i wyszli na chwilowe prowadzenie. Nie odskoczyli jednak przeciwnikowi głównie dzięki dwóm faulom ofensywnym na które złapał Hiszpanów Teodosic. Czwartą, decydującą kwartę Serbowie rozpoczęli z 5-punktowym prowadzeniem. Na jej początku błysnął Savanovic, zdobywając w 3 minuty 7 punktów i wyprowadzając na 7 minut przed końcem swoją reprezentację na 8 punktów przewagi. Rywale głównie dzięki świetnej grze Navarro nawiązali jeszcze walkę w końcówce. Najlepszy strzelec Hiszpanii zdobył 9 punktów w ostatniej kwarcie oraz świetnym podaniem otworzył drogę do kosza Marcowi Gasolowi. Młodszy z braci Gasol doprowadził do remisu 89:89. Na zegarze zostało 25 sekund do końca meczu, piłkę dostał Teodosic, i zrobił coś takiego:


Teodosic na swoim koncie zaliczył 12 punktów, 8 asyst i 5 zbiórek. Przed tym rzutem trafił zaledwie jeden rzut na siedem zza łuku. Bjelica dorzucił 14 pkt, Keselj 17 pkt(5/6 za 3!), Savanovic 15 pkt, Velickovic 17 pkt. Krstic otarł się o double-double notując 9 zb i 13 pkt. Jak widać Serbia ma naprawdę wielu graczy, którzy mogą zdecydować o przebiegu spotkania.
Wśród Hiszpan nie zawiódł Navarro (27pkt, 5ast) i Garbajosa(18pkt, 6zb). Fernandez mimo 15 pkt miał aż 0/5 za trzy, Rubio tylko 3 punkty i 3 asysty. Marc Gasol miał 13 punktów, i tylko 5 zbiórek. Nie był w stanie zastąpić swojego starszego brata. Doskonale widać, ile znaczył Pau dla tej kadry.

Turcja(7-0) - Słowenia(5-2) 95:68

Drugi ćwierćfinał nie był tak wyrównany jak wcześniejsze spotkanie. Turcy szybko odjechali Słoweńcom, nie dając im żadnych szans. Na koniec 3 kwarty na tablicy widniał wynik 71:43, dzięki czemu dłużej pograli rezerwowi, tym samym oszczędzając siły najlepszych graczy, takich jak chociażby Ersan Ilyasova. Ostatecznie Słowenia przegrała 95:68, dochodząc bardzo daleko, bo aż do ćwierćfinałów MŚ.

W barwach Turcji bardzo dobre spotkanie rozegrał Ersan Ilyasova. Zdobył 19 punktów i 5 zbiórek. Turkoglu dodał 10 punktów i 7 asyst?! W Słowenii przyzwoicie zagrał Nachbar i Becirovic, obaj mieli po 16 punktów. Słabo zagrał Dragic, mając zaledwie 5 punktów i 2 asysty. Fani Słowenii na pewno wymagali od niego więcej po świetnych występach Z Phoenix Suns w playoffs.

środa, 8 września 2010

Mistrzostwa Świata - dzień 10

Argentyna – Brazylia  93:89

Argentyńczycy i Brazylijczycy wynagrodzili nam bardzo jednostronne i pozbawione emocji mecze w poprzednich dwóch dniach i wczoraj byliśmy świadkami fantastycznego spotkania, najlepszego na tych Mistrzostwach.

Od pierwszych minut było widać, że obie strony są świetnie dysponowane i dla obu liczy się tylko zwycięstwo. Po pierwszej kwarcie był remis. W drugiej, minimalne prowadzenie uzyskali Argentyńczycy, ale 6 punktów zdobytych przez Marcelo Huertas'a w ostatniej minucie, sprawiło, że to Brazylijczycy do szatni schodzili z 2-punktową przewagą. Przez większość trzeciej kwarty Brazylia utrzymywała prowadzenie, ale tuż przed jej zakończeniem Argentyna doprowadziła do remisu. Przed rozpoczęciem czwartej kwarty było po 66. Ostatnie 10 minut spotkania było niezwykle wyrównane. Na tablicy wyników było w tym czasie 9 zmian prowadzenia i 4 remisy. O ostatecznym sukcesie Argentyny przesądził najlepszy strzelec tego turnieju Luis Scola.

Lider Argentyny w czwartej kwarcie zdobył w sumie 12 punktów, trafiając wszystkie swoje rzuty. Ale najbardziej imponujące jest to, że do niego należało 10 z ostatnich 12 punktów Argentyńczyków. To on na 24 sekundy przed końcem trafił z półdystansu dając swojej drużynie 5-punktowe prowadzenie, co właściwie przesądziło o ich wygranej. Trzeba jeszcze dodać, że chwilę wcześniej wymusił błąd Barbosy i przechwycił piłkę. Natomiast na sekundę przed końcem przypieczętował awans swojej drużyny do ćwierćfinałów, wykorzystując oba wolne.

Scola rozegrał fenomenalne spotkanie. Mając takiego zawodnika na boisku, Argentyna może zapomnieć, że w ich składzie nie ma Ginobili'ego. Ostatecznie gracz Rockets zdobył imponujące 37 punktów (wyrównany rekord tych Mistrzostw), trafiając 70% rzutów z gry i 8 z 9 wolnych. Do tego dołożył 9 zbiórek, 3 asysty i 2 przechwyty.

Brazylia też miała swoją gwiazdę. Huertas już w pierwszej połowie zdobył 18 punktów, a w czwartej dołożył 10. Na 2 minuty przed zakończeniem spotkania, kiedy Argentyna miała 6 punktów przewagi, co jak na ten bardzo wyrównany mecz było już dużą przewagą, Huertas zmniejszył straty trafiając za trzy. Natomiast w samej końcówce, próbując jeszcze desperacko dogonić rywali, trafił trójkę na 1.9 sekundy przed końcem i było 89-91. To dało Brazylijczykom jeszcze nadzieje, które pogrążył Scola na linii rzutów wolnych.

Huertas zakończył mecz z dorobkiem 32 punktów. Jego skuteczność z gry wyniosła 62.5%, w tym zza łuku trafił 4 z 8 rzutów, natomiast na linii rzutów wolnych nie pomylił się ani razu na 8 prób. Warto dodać, że pod względem strzeleckim jego wcześniejszy najlepszy występ to 10 punktów w pierwszym spotkaniu Mistrzostw.

W drużynie Argentyny bardzo dobrze zagrał również Carlos Delfino, zdobył 20 punktów (4/7 za trzy). Natomiast Hernan Jasen miał 15 punktów, z czego 8 zaliczył w czwartej kwarcie. Rozpoczął on ostatnie 10 minut spotkania od trafienie dwóch trójek z rzędu, dzięki czemu Argentyna szybko doganiała Brazylię, która wyszła na 6-punktowe prowadzenie po akcjach Barbosy.

Leandro Barbosa w pierwszej minucie czwartej kwarty trafił dwie trójki, ale później nie był już tak skuteczny i do końca meczu dołożył tylko jeden punkt z linii. Do tego, na 44 sekundy przed końcem, kiedy Brazylia przegrywała 3 punktami, Barbosa stracił ważną piłkę, przez co Argentyńczycy mogli powiększyć swoje prowadzenie. Ostatecznie zdobył 20 punktów (5/9 za trzy).
Po 10 punktów zanotowali Tiago Splitter (miał też 5 zbiórek) i Marcelinho Machado. Anderson Varejao zakończył spotkanie z dorobkiem 7 punktów i 5 zbiórek.

Na koniec trzeba jeszcze zwrócić uwagę na niesamowitą skuteczność rzutów zza łuku obu stron. Argentyńczycy trafili 11 trójek na 18 prób (61%), a Brazylijczycy 12 z 24 (50%).

Teraz Argentynę czeka zapewne równie zacięty mecz w ćwierćfinale z Litwą.


Litwa – Chiny  78:67

Spotkanie świetnie rozpoczęli Chińczycy i po kilku minutach prowadzili 16-5. Litwini rozkręcili się dopiero w drugiej kwarcie, kiedy zanotowali serię 16-2. Kluczową rolę podczas tej serii odegrał Mantas Kalnietis, którego trójka rozpoczęła run, a w sumie zdobył on połowę z tych 16 punktów. Dzięki temu Litwini objęli prowadzenie, ale swoim przeciwnikom uciekli dopiero pod koniec trzeciej kwarty. Zakończyli ją serią 16-3, co dał im znaczące 13 punktów przewagi przed ostatnimi 10 minutami gry. W czwartej kwarcie Chińczycy zbliżyli się na 5 punktów, ale Litwa mogła liczyć na swojego lidera. Linas Kleiza trafił wtedy 5 kolejnych rzutów z gry, na co Chińczycy odpowiedzieli tylko 3 punktami z wolnych. W sumie, czwartej kwarcie Kleiza zdobył 13 z 14 punktów całej drużyny i to on zapewnił im awans do ćwierćfinału.

Kleiza rozegrał fantastyczny mecz, zdobył 30 punktów (64% z gry) i zebrał 9 piłek. Martynas Gecevicius dołożył 14 punktów, a  Kalnietis 11 punktów i 5 asyst.

W drużynie Chin najlepiej zaprezentował się Liu Wei, który zdobył 21 punktów. Yi Jianlian zanotował 12 punktów, 11 zbiórek i 2 bloki. Natomiast Wang Zhizhi miał 11 punktów i 7 zbiórek.

wtorek, 7 września 2010

Mistrzostwa Świata - dzień 9

USA(6-0) - Angola(2-4) 121:66

W 1/8 Mistrzostw Świata USA wygrała z Angolą. To naprawdę śmieszne, że takie drużyny wpuszcza się do rundy pucharowej, dla mnie 1/8 to już mecze o COŚ. Jeśli o coś, to też na jakimś poziomie, a nie spotkania, które kończą się +55pkt. Było to kolejne spotkanie, w którym Coach K dał wszystkim pograć w podobnym wymiarze czasowym. Od początku do końca jego podopieczni prowadzili i stale powiększali przewagę, nie dając się podnieść przeciwnikowi z desek jak reprezentacja Polski. Durant przywitał się z Angolańczykami rzucając im w pierwszej kwarcie 12 pkt(właściwie to w 7 minut). Amerykanie pierwszy raz na tym turnieju mieli zaledwie 5 strat i aż 30 asyst przy 41 rzutach. Jak na koszykówkę europejską to naprawdę coś. To dobry prognostyk na kolejne spotkania w fazie pucharowej. Lamar Odom był bliski double-double, mając 9 punktów i 8 zbiórek, Gordon rzucił z ławki 17 pkt mając 5/6 zza łuku. W barwach Angoli błysnął Joaquim Gomes, zdobywca 21 punktów. Kolejnym przeciwnikiem USA będzie Rosja, uczestnik drugiego meczu w 1/8 Mistrzostw Świata. Nie będzie to kolejny łatwy mecz dla Amerykanów. Rosjanie w swoich szeregach mają chociażby Mozgova, Monye i Kauna.

Rosja(5-1) - Nowa Zelandia(3-3) 78:56

Chciałbym kiedyś zobaczyć polską reprezentację wygrywającą 3 mecze w fazie grupowej na MŚ i awansującą do 1/8 finału, gdzie Nowozelandczycy, wciąż zaskakujący mnie, łatwo wygrać Rosjanom nie dali. Do pierwszej połowy Rosja wygrywała zaledwie 31:27 i żaden z jej zawodników nie brylował na parkiecie. Zmotywowani rozmową w szatni Rosjanie wyszli na trzecia kwartę skupieni, co zaowocowało odskoczeniem rywalowi na 11 pkt. Świetnie z ławki grał Ponkrashov(9pkt i 7ast), a duet podkoszowych, Mozgov(16pkt,7zb) i Vorontsevich(18pkt,11zb) ostatecznie przypieczętował porażkę Nowej Zelandii. Kirk Penney tym razem zagrał słabiej, rzucając na słabym procencie (38%), mimo to miał 21 pkt. Rosja teraz musi przygotować się na dobrze grającą USA. Przed ich trenerem stoi zadanie wyłapania wszystkich wad Amerykanów(strefa, mnóstwo głupich strat, problem z half-court offense) i wypunktowania ich w długiej walce.

poniedziałek, 6 września 2010

Mistrzostwa Świata - dzień 8

Turcja – Francja  95:77 (19:14, 24:14, 28:17, 24:32)

Gospodarze Mistrzostw potwierdzili, że są w świetniej formie i będzie bardzo trudno ich zatrzymać,  zwłaszcza, że mogą liczyć na ogromne wsparcie swoich kibiców. Wczoraj bardzo szybko przejęli kontrolę nad spotkaniem i uzyskali pewne prowadzenie. Na przerwę schodzili mając 15 punktów więcej niż Francuzi. Trzecią kwartę rozpoczęli od serii 10-0 i było już 53-28. Ponad 20-punktową przewagę utrzymali do końca tej kwarty i było wiadomo, kto wygra ten mecz.

Do zwycięstwa Turcję poprowadził Hedo Turkoglu, który rozegrał jak dotąd swój najlepszym mecz na tych Mistrzostwach. Zdobył 20 punktów, trafiając 60% rzutów z gry, w tym 4 z 7 za trzy. Na swoim koncie miał jeszcze 4 zbiórki i 3 asysty. Drugim strzelcem był Sinan Guler, który wchodząc z ławki zdobył 17 punktów (8/10 z gry). Omer Asik dołożył 10 punktów (4/4 z gry) i 5 zbiórek.

Turcy, tak samo jak ich następni rywale - Słoweńcy, dzięki łatwemu zwycięstwu, zachowali dużo sił na środowe starcie w ćwierćfinale.

Francuzom nie pomógł najlepszych występ na tym turnieju Borisa Diaw. We wcześniejszych 5 meczach ani razu nie przekroczył bariery 10 punktów, a wczoraj miał ich 21. Jego skuteczność z gry wyniosła 57%, a za trzy trafił 5 z 8 rzutów. Zaliczył też 5 zbiórek i 4 asysty. Nando DeColo dołożył 15 punktów, a Nicolas Batum 11. Francja żegna się z turniejem przegrywając swój 3 mecz z rzędu.


Słowenia – Australia 87:58 (16:8, 26:13, 29:24, 16:13)

Od samego początku to był bardzo jednostronny mecz. Słoweńcy rozpoczęli go od uzyskania 12-punktowej przewagi, podczas gdy Australijczycy nie zdobyli żadnego punktu przez pierwsze 7 i pół minuty gry. Po pierwszej połowie Serbowie mieli dokładnie dwa razy więcej punktów niż ich rywale, 42-21. W kolejnych dwóch kwartach tylko powiększali swoją przewagę, a Australijczycy nawet przez chwilę nie byli im w stanie zagrozić.

W drużynie Słowenii bardzo dobrze zagrał Jaka Lakovic. Zdobył 19 punktów trafiając 5 trójek na 11 prób. Warto dodać, że Słoweńcy w całym spotkaniu 16 razy trafili za trzy (33 oddane rzuty), podczas gdy ich rywale rzucali 19 razy zza łuku, a trafili ledwie 2. Innym wyróżniającym się zawodnikiem zwycięzców był Goran Dragic, który zanotował 10 punktów, 8 asyst i 4 zbiórki. Primoz Brezec miał 12 punktów.

Dla Australii po 13 punktów zdobyli Patrick Mills (6/16 z gry) i Joe Ingles. Matt Nielsen zaliczył 12 punktów (3/11 z gry) i 8 zbiórek. Natomiast nowy zawodnik Raptors, David Andersen, na swoim koncie miał 8 punktów (2/7 z gry) i 5 zbiórek.

Mistrzostwa Świata - dzień 7



Hiszpania - Grecja 80:72 (22:19, 15:12, 15:20, 28:21)

Broniący tytułu Hiszpanie podejmowali Grecję. Już od początku spotkanie było zacięte. Hiszpanie mimo braku Pau Gasola nie zamierzali odpuszczać Grekom pod koszem, co zdecydowanie pokazał Marc Gasol, na początku spotkania blokując dwa razy Sofoklisa Schortsanitisa. Pierwszą większą przewagę obrońcy tytułu zdobyli na początku drugiej kwarty, zniwelowała ją jednak skuteczna pogoń Schortsanitisa i Zisisa. Po pierwszej połowie to koledzy Gasola mogli się cieszyć z przewagi (37:31). Po przerwie zmotywowani Grecy zdobyli 7 punktów z rzędu, po czym raz za razem zmieniało się prowadzenie. Dzięki trafianym rzutom za trzy nadal pozostawali w grze. Czwarta kwarta miała być tu kluczowa. I tak też było, od 6 do 2 minuty Hiszpanie zdobyli 10 punktów z rzędu, wychodząc na pokaźne prowadzenie 67:57. Ten run zadecydował o końcowym wyniku, gdyż Grecy nie byli w stanie odrobić takiej straty, mimo prób.
Tylko dwóch zawodników Hiszpanii miało dwucyfrową zdobycz, byli to Fernandez (14pkt) i Navarro (22pkt, z czego 11 w czwartej kwarcie), którego rzut za 3 na 1:41 do końca ostatecznie zniechęcił Greków do pogoni. W barwach przegranej drużyny wyróżniał się Diamantidis (16pkt), dla którego był to ostatni mecz w kadrze. Zaraz po spotkaniu zrezygnował z występów w barwach narodowych. Tyle samo punktów miał Zisis, 13 dołożył Schortsanitis, po 12 Spanoulis i Fotsis.




Adam Szczepański
Serbia – Chorwacja  73:72 (19:27, 15:9, 20:14, 19:22)


To była walka dosłownie do ostatnich sekund. Ostatnia minuta meczu była niezwykle wyrównana, a rządzili w niej Aleksandar Rasic, po stronie Serbskiej i Marko Popovic, po Chorwackiej. Ta dwójka odegrała kluczową rolę, do nich należało ostatnie 12 punktów spotkania. Na 15 sekund przed końcem Popovic trafił 2 wolne zmniejszając stratę swojego zespołu do jednego punktu. Chwilę później Marko Tomas przechwycił Serbom piłkę i na 11.6 sekund przed końcem ponownie Popovic stanął na linii rzutów wolnych. Jednak tym razem spudłował pierwszą próbę i tylko doprowadził do remisu drugim rzutem. W kolejnej akcji Chorwaccy zawodnicy popełnili błąd w obronie, od której uwolnił się Rasic i zdobył punkty spod kosza. Było 72-70 dla Serbii i 9 sekund do końca. 2 sekundy później na linii znowu zobaczyliśmy Popovica, który tym razem trafił oba wolne i doprowadził do remisu.  W decydującej akcji faulowany był Rasic, a do końca pozostała już tylko sekunda. Serb dał swojej drużynie prowadzenie pierwszym rzutem, drugi specjalnie spudłował, żeby nie dać szans rywalom na rozegranie następnej akcji.

Rasic zdobył w sumie 15 punktów, z czego 8 w czwartej kwarcie. Najlepszym strzelcem Serbii był Nenad Krstic z dorobkiem 16 punktów. Natomiast wchodzący z ławki Kosta Perovic dołożył 10.

Dla Chorwacji aż 14 punktów w czwartej kwarcie zanotował Popovic. W sumie miał ich 21, a także 5 asysty i 5 zbiórek. Jednak ten świetny występ nie wystarczył jego drużynie, by pokonać Serbię. Poza tym, Roko Ukic zdobył 11 punktów, a Marko Banic miał 10 punktów i 7 zbiórek.

sobota, 4 września 2010

Podsumowanie fazy grupowej Mistrzostw

Za nami pierwsza faza Mistrzostw Świata 2010. Znamy już 16 drużyn, które będą walczyły o złoto i 8, które muszą się spakować i wracać do domu. Teraz rozpocznie się prawdziwa gra, nie będzie już można sobie pozwolić na gorszy mecz i porażkę, ponieważ to oznaczać będzie koniec marzeń o medalu. Od teraz każde spotkanie to walka o być albo nie być. Biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się dotychczas, największe szanse na ostateczne zwycięstwo mają trzy drużyny – USA, Turcja i Litwa, ponieważ żadna z nich jeszcze nie przegrała. Ale tak naprawdę, w tym momencie wyniki z poprzednich spotkań nie mają już znaczenia.

Od dzisiaj czeka nas bardzo ciekawa rywalizacja, już na samym początku mamy mecz gigantów, Hiszpania – Grecja, którego bardziej oczekiwano na poziomie półfinałów niż już w drugiej rundzie. Ale zanim zaczniemy się emocjonować dalszymi meczami, warto krótko podsumować to, co wydarzyło się przez pierwsze 6 dni Mistrzostw.

Najlepsi zawodnicy:
Luis Scola (Argentyna) – 29 pkt/ 8.2 zb/ 1 ast
Argentyńczyk jest jak na razie najlepiej grającym zawodnikiem na tym turnieju. Tylko w pierwszym spotkaniu miał 20 punktów, a w następnych 4 za każdym razem zdobywał ich co najmniej 30. 4 spotkania z 30 punktami to więcej niż wszyscy pozostali zawodnicy występujący na tych Mistrzostwach razem wzięci. Poza nim, barierę 30 punktów osiągnęło jeszcze 3 zawodników, ale każdemu udało się to tylko raz. Do tego, Scola swoje punkty zalicza z bardzo wysoką skutecznością z gry, średnio 59.6%. Poza imponującymi zdobyczami punktowym, dokłada jeszcze sporo zbiórek, przeciętnie ponad 8 w każdym meczu. Poprowadził Argentynę do 4 zwycięstw i dopiero w ostatnim meczu fazy grupowej jego 32 punkty nie wystarczyły, by pokonać Serbię.

Yi Jianlian (Chiny) – 22.5 pkt/ 9.8 zb/  1ast
Yi bardzo dobrze rozpoczął Mistrzostwa, w pierwszym spotkaniu z Grecją zanotował 26 punktów i 14 zbiórek. W kolejnym meczu, przeciwko WKS, ponownie miał 26 punktów i poprowadził Chiny do ich jedynego zwycięstwa. W sumie, w każdym z 4 meczów (w piątym odpoczywał) miał co najmniej 7 zbiórek. Dzięki temu, obecnie zajmuje pierwsze miejsce na liście najlepiej zbierających na turnieju. Jest prawdziwym liderem swojej drużyny, której mimo wszystko bardzo brakuje Yao Minga.
Hamed Haddadi (Iran) – 20 pkt/ 8.6 zb/ 0.8ast
W NBA ma problemy z przebiciem się do stałej rotacji i większość czasu spędza na ławce, ale w reprezentacji jest gwiazdą pierwszego formatu. Po raz kolejny potwierdził, że grając w koszulce swojego kraju jest jednym z najlepszych środkowych na świecie. Niestety, jego dobra gra nie przełożyła się na pozytywny wynik Iranu i nie zakwalifikowali się oni do dalszej gry. Haddadi rozegrał przede wszystkim 2 świetne mecze. W przegranym starciu z Chorwacją miał 27 punktów i 7 zbiórek. Natomiast w meczu z Tunezją poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa zdobywając 23 punkty i zbierając 13 piłek. Nie można także pominąć faktu, że Irańczyk z średnią 2.6 był drugim najlepiej blokującym w fazie grupowej.

Kevin Durant (USA) – 17.8 pkt/ 6.2 zb/ 2.4ast
Lider Amerykanów nie ma imponujących statystyk i nie jest królem strzelców, tak jak to miało miejsce w ostatnim sezonie NBA. Ale wiadomo, że nie o to tu chodzi. Reprezentacja USA ma tylu fantastyczny zawodników, że popisy indywidualne trzeba odstawić na bok i poświęcić się dla zespołu. Durant świetnie spełnia swoją rolę lidera i w każdym meczu można na niego liczyć. Najlepsze spotkanie zanotował w starciu z Brazylią, które drużyna USA wygrała ledwie 2 punktami. Durant zdobył wtedy 27 punktów i zebrał 10 piłek, zapewniając im zwycięstwo, chociaż nie można zapomnieć, że popełnił wtedy aż 7 strat. Barierę 20 punktów przekroczył również w meczu ze Słowenią. W sumie, po 5 spotkaniach Durant jest najlepszym strzelcem USA, drugim zbierającym, trzecim pod względem asyst i razem z Iguodalą pierwszym w przechwytach.

Kirk Penney (Nowa Zelandia) – 25.4 pkt/ 1.8 zb/ 2ast
Penney jest typowym strzelcem. W innych elementach gry się nie wyróżnia, ale potrafi seryjnie zdobywać punkty. W dotychczasowych 5 meczach tylko raz miał ich mniej niż 20. Do niego należy rekord tegorocznych Mistrzostw w największej liczbie zdobytych punktów w jednym meczu. W spotkaniu z Litwą, na samym początku fazy grupowej, rzucił ich aż 37. Obecnie plasuje się na drugim miejscu listy najlepszych strzelców turnieju, wyprzedza go tylko Scola. A co bardzo ważne, jego świetna gra przełożyła się na bardzo dobry wynik drużyny i Nowa Zelandia zajęła 3 miejsce w grupie D.
Ersan Ilyasova (Turcja) – 16.5 pkt/ 9 zb/ 0.8 ast
Ilyasova jest najlepszym zawodnikiem gospodarzy tegorocznych Mistrzostw. Turcja wygrała dotąd wszystkie spotkania i to w dużej mierze dzięki niemu. W swoich 4 występach (w piątym meczu odpoczywał) Ilyasova 2 razy zanotował double-double. W spotkaniu z Rosją miał po 10 punktów i zbiórek, a w starciu z Puerto Rico zaliczył ich po 13. Natomiast w najważniejszym dla Turcji meczu z Grecją, zdobył aż 26 punktów trafiając wszystkie 6 rzutów za trzy.

Linas Kleiza (Litwa) – 17.4 pkt/ 6.8 zb/ 1ast
Już w pierwszym meczu w Turcji, Kleiza pokazał, że jest w bardzo wysokiej formie i na tych Mistrzostwach poprowadzi Litwę do dobrego wyniku. Zdobył 27 punktów ze skutecznością 73% z gry, zebrał 8 piłek i zapewnił Litwie pewne zwycięstwo nad Nową Zelandią. Podczas zeszłorocznego Eurobasketu grał bardzo słabo, a jego drużyna rozczarowała na turnieju w Polsce. Tym razem jest zupełnie inaczej i Litwa prowadzona przez świetnie spisującego się Kleizę, nie przegrała jeszcze żadnego spotkania.

Carlos Delfino (Argentyna) – 17.4 pkt/ 5.4 zb/ 3.2ast
W reprezentacji Argentyny błyszczy przede wszystkim Scola, ale nie można pominąć również świetnie grającego Delfino. W pierwszym meczu Mistrzostw, z Niemcami, to on był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny. Poprowadził Argentynę do zwycięstwa zdobywając 28 punktów, a do tego dołożył jeszcze 8 zbiórek. Później miał bardzo słaby występ w spotkaniu z Australią, kiedy spudłował wszystkie 6 rzutów za trzy i zaliczył tylko 7 punktów. Ale już w następnych 3 meczach wrócił do gry na najwyższym poziomie i był czołową postacią drużyny.

Jose Barea (Puerto Rico) – 16.8 pkt/ 3.8 zb/ 5.4 ast
Barea rozegrał najlepsze spotkania na samym początku i to przeciwko bardzo wymagającym rywalom. Rosji rzucił 25 punktów, a dzień później w meczu z Grecją zdobył ich 20. Natomiast w jedynym wygranym spotkaniu, skoncentrował się na kreowaniu partnerów zaliczając 9 asyst. Później jednak, bardzo słabo zagrał przeciwko Turcji, a jego drużyna minimalnie przegrała. W ostatnim spotkaniu, mającym zagwarantować Puerto Rico awans, robił co mógł, ale to nie był jego dzień. Ostatecznie zdobył 19 punktów, choć przy fatalnej skuteczności - ledwie 4 z jego 17 rzutów z gry wpadły do kosza, do tego dołożył 7 asyst.

Zaid Abbaas (Jordania) – 15.2 pkt/ 8.4 zb/ 0.8 ast
W gronie najlepszych zawodników fazy grupowej jest to na pewno najmniej znany gracz. Jordania mimo bardzo koszykarskiej nazwy, nic nie ma wspólnego z Jordanem i na Mistrzostwach przegrała wszystkie swoje mecze. Ale mimo to, ich najlepszy zawodnik – Abbaas, zasługuje na wyróżnienie. W 5 meczach, 3 razy miał na swoim koncie double-double, co było najlepszym wynikiem tegorocznego turnieju w fazie grupowej. Poza tym, swoje punkty zdobywał z bardzo wysoką skutecznością z gry, która wyniosła 64.3% i pod tym względem również był najlepszy.

Marc Gasol (Hiszpania) – 15.4 pkt/ 7.2 zb/ 1ast
Tak jak można było oczekiwać, pod nieobecność Pau'a, to Marc stał się gwiazdą drużyny Hiszpanii. Chociaż jeszcze nie jest takim liderem, jak jego brat. W fazie grupowej rozegrał 3 bardzo dobre spotkania. Słabo natomiast spisał się w pierwszym meczu z Francją, mniej widoczny był też w ostatnim spotkaniu z Kanadą. Najlepszy występ zanotował w pojedynku z Libanem, zdobył wtedy 25 punktów ze skutecznością 71.4% z gry i zebrał 8 piłek. Warto także dodać, że w 3 meczach Gasol miał na swoim koncie co najmniej 3 bloki.


I jeszcze specjalne wyróżnienie, tytuł najbardziej efektywnego zawodnika fazy grupowej:
Kevin Love (USA) – 7.4 pkt/ 6.6 zb/ 1.2 ast /10.4 min
Pod względem średniej zbieranych piłek, Love po pierwszej fazie turnieju plasuje się na 19 pozycji. Może nie jest to imponujący wynik jak na gwiazdora z NBA, ale trzeba wziąć pod uwagę, jak mało czasu spędza on na parkiecie. Średnio gra nieco ponad 10 minut i zbiera w tym czasie 6.6 piłek. Jest to imponujące osiągnięcie (w przeliczeniu na 40 minut to 25.4 zbiórek). W pierwszej 50 najlepiej zbierających zawodników na tych Mistrzostwach, poza Love'm, nie ma nikogo, kto grałby krócej niż 17 minut. Natomiast w swojej drużynie jest on najlepiej zbierającym, mimo że spędził na parkiecie najmniej czasu spośród wszystkich zawodników (52 minuty). Chandler, który też powinien dobrze radzić sobie w walce na tablicach, zebrał o 18 piłek mniej niż Love, a w sumie grał minutę dłużej. To pokazuje nie tylko jak świetnym zbierającym jest zawodnik Wolves, ale także to, jak efektywnie wykorzystuje on swoje minuty gry. Pod względem liczby zdobytych punktów jest siódmy w USA, za nim znajdują się między innymi Iguodala i Odom, którzy rozegrali już ponad 90 minut.
W meczu z Iranem, Love z dorobkiem 13 punktów był najlepszym strzelcem swojej drużyny, mimo że grał najkrócej, tylko 11 minut. Natomiast w spotkaniu ze Słowenią, 13 minut wystarczyło mu żeby zanotować double-double: 10 punktów i 11 zbiórek. Dotychczas spośród zawodników Amerykańskich tylko on i Durant mogą pochwalić się double-double, ale trzeba pamiętać, że Durant swoje zaliczył grając aż 39 minut. Trudno zrozumieć, dlaczego trener Krzyzewski nie daje więcej minut gry tak efektywnie grającemu zawodnikowi. Ale Love się tym nie przejmuje i każdą chwilę na parkiecie wykorzystuje, by pomóc swojej drużynie.

Statystyki po fazie grupowej:
Punkty – 29  Luis Scola (Argentyna)
Zbiórki – 9.8  Yi Jianlian (Chiny)
Asysty – 6.6  Marcelo Huertas (Brazylia)
Bloki – 3.2  Mamadou Lamizana (WKS)
Przechwyty – 3.3  Sinan Guler (Turcja)
Skuteczność z gry – 64.3%  Zaid Abbaas (Jordania)
Skuteczność za 3 - 65%  Jan Jagla (Niemcy)


Najlepsze drużyny
Trzy zespoły nie przegrały żadnego meczu i zajęły pierwsze miejsce w swoich grupach z kompletem punktów: USA, Litwa i Turcja. Najbardziej imponujące zwycięstwa odnotowali oczywiście Amerykanie. 4 mecze kończyli mając przewagę ponad 20 punktów nad swoimi rywalami (z czego w 2 spotkaniach było to ponad 30). Tylko raz musieli walczyć do ostatnich sekund, kiedy dwoma punktami pokonali Brazylię. Po 5 meczach średnia różnica jaką mieli USA nad przeciwnikami to 24.8 punktów. Również Turcja w imponujący sposób rozprawiała się ze swoimi rywalami, średnio pokonywali ich mając 21.6 punktów więcej. Te statystki zawdzięczają przede wszystkim dwóm meczom, z WKS i Chinami. Pierwszy wygrali 39, a drugi aż 47 punktami. Litwini aż tak wysokich wygranych nie zanotowali, najwyżej pokonali Liban, 18 punktami.

Najgorsze drużyny
Spośród 8 drużyn, które już odpadły z rywalizacji, trzy przegrały wszystkie swoje mecze. Są to Kanada, Tunezja i Jordania. Spośród tych zespołów, najlepiej radzili sobie Kanadyjczycy, którzy tylko raz przegrali różnicą większą niż 10 punktów. Podczas gdy Tunezyjczycy za swój najbardziej wyrównany mecz muszą uznać porażkę z Iranem, tylko 13 punktami. Pozostałe spotkania kończyli mając stratę przynajmniej 15 punktów. Natomiast Jordania rozpoczęła Mistrzostwa od minimalnej porażki z Australią, tylko jednym punktem. Ale już przez Serbię zostali zupełnie rozbici. Pozwolili sobie rzucić aż 112 punktów (najwięcej podczas tych Mistrzostw), a sami mieli ich aż o 43 mniej.

Mistrzostwa Świata - dzień 5,6, grupa A


Grupa A

dzień 5

Serbia(3-1) - Australia(2-2) 94:79

Do gry po zawieszeniu wrócił Nenad Krstić. Serb z ławki zanotował od razu double-double w postaci 14 punktów i 10 zbiórek, a wspomógł mu kolejny zawieszony, Teodosic(19pkt&3ast), i to własnie ta dwójka robi różnicę w grze. Wspomógł ich Velickovic, zdobywca 18pkt i 9zb, dzięki postawie tej trójki Serbia miała możliwość następnego dnia zagrać z Argentyną o pierwsze miejsce w grupie. Australijczycy nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki. Brakowało kogoś, kto weźmie na siebie ciężar zdobywania punktów. Najwięcej zdobył ich rezerwowy, Newley(13). Dobrze jeszcze zagrał Mills(12pkt&6ast), ale brakowało wsparcia od kogoś z frountcourtu. Brakuje bardzo Andrew Boguta.

Niemcy(1-3) - Angola(2-2) 88:92 OT

Angola wykorzystała swoją szansę i po dogrywce wygrała z Niemcami. Tym samym wywalczyła sobie awans do fazy pucharowej. Świetnie zagrał Angolczyk Olimpio Cipriano, który wyrównał wynik kilkanaście sekund przed końcem 4 kwarty(ostatnie punkty w regulaminowym czasie). Ostatecznie zanotował 30 punktów i znacząco się przyczynił do szybkiego odskoczenia Niemcom w dogrywce. Wspomógł go zdobywca double-double, Joaquim Gomes. Zanotował on 16 punktów i 14 zbiórek. W barwach Niemiec najlepiej zagrał Jan Henrik Jagla, zawodnik Prokomu. Zdobył 23 punkty, 6 zbiórek i 3 asysty. Z ławki zagrał przyzwoicie Schaffartzik(18pkt,7zb,4ast) i Ohlbrecht(18pkt).

Argentyna(4-0) - Jordania(0-4) 88:79

Po mocnym początku meczu(35:19 w 1q) Argentyńczycy nie powiększali swojej przewagi, co doprowadziło do stanu 84:79 na minutę do końca. Scola wraz z Delfino znów potwierdzili swoją dobrą formę. Pierwszy to zdobywca double-double(30pkt i 13zb) a drugi miał 18 punktów i 5 asyst. Z dobrej strony pokazał się Prigioni, otwierający raz za razem swoim kolegom drogę do kosza (9ast). W barwach Jordanii dobrze zagrała trójka zawodników, Abbaas, Adais i Wright. Zdobyli oni kolejno 17, 20 i 22 pkt.

dzień 6

Angola(2-3) - Australia(3-2) 55:76

Mecz o trzecie miejsce w grupie łatwo wygrany przez Australijczyków. Tylko dwóch koszykarzy nie zagrało, a byli nimi David Andersen(wirus żołądkowy) oraz Cipriano (kontuzja lewej nogi). Tylko jeden koszykarz osiągnął dwucyfrową zdobycz, a był nim Patrick Mills(11pkt)

Angola zagra z reprezentacją USA, a Australia ze Słowenią.

Jordania(0-5) - Niemcy(2-3) 73:91

Wreszcie mecz na dobrym poziomie rozegrał Tibor Pleiss, zdobywca 23 punktów i 9 zbiórek. Od początku do końca to on i jego koledzy prowadzili. Trener reprezentacji Niemiec dał pograć wszystkim swoim podopiecznym. W barwach Jordanii świetnie zagrał Daghles(22pkt,6ast)

Argentyna(4-1) - Serbia(4-1) 82:84

Spotkanie było bardzo zacięte. Stawką tego meczu było pierwsze miejsce w grupie A.Serbowie w czwartej kwarcie odskoczyli na parę punktów Argentynie, jednak głównie dzięki Luisowi Scoli(32pkt,7zb) i Quinterosowi zdołali doprowadzić do nerwowej końcówki. Na 38 sekund do końca na tablicy widniał remis, po 77. Savanovic po asyście Paunica trafił wielki rzut za 3 punkty, przy 18 sekundach do końca. Siedem sekund później Gutierrez stanął na linii rzutów wolnych trafiając tylko jeden rzut wolny. Szybko sfaulowany przez Argentyńczyków Rasic rzucił 2/2 FT. Quinteros wymusił przy rzucie za 3 na 7 sekund do końca faul Teodosica(16pkt&4ast), trafił wszystkie wolne. Szybko sfaulowany Rasic znów trafił obydwa wolne wyprowadzając reprezentację Serbii na prowadzenie 84:81 na 4 sekundy do końca. Żeby wyrównać Argentyna potrzebowała rzutu za 3. Sprytny Teodosic sfaulował Quinterosa, który miał do wykorzystania tylko dwa rzuty wolne. Pierwszy trafił, drugiego celowo przestrzelił tak, by jego koledzy mieli szanse na dobitkę. Nie udała sie ta sztuka jednak, i ostatecznie to Serbia wygrała cały mecz 84:82. Bardzo dobry mecz rozegrał znów Krstic(18pkt&8reb), zawodnik OKC Thunder.

Argentyna zagra z Brazylia, a Serbia zmierzy się z Chorwacją.

Mistrzostwa Świata - dzień 5,6, grupa B


Grupa B

dzień 5

Brazylia(2-2) - Słowenia(3-1) 77:80

Dopiero po pogoni w czwartej kwarcie Brazylia nawiązała walkę ze Słowenią. Tym samym straciła ona szanse na zajęcie 2 miejsca w grupie. Słoweńcy zdominowali deskę (35-23) mimo obecności Splittera(19pkt i 4zb) i Varejao(4pkt i 4 zb). W drużynie z Ameryki warty odnotowania był występ Huertasa(8pkt i 10ast) oraz Marcelinho Machado, który z ławki w 17 minut zdobył 20 punktów i przechwycił 3 piłki.

W zwycięskiej ekipie wyróżnił się Lakovic, zdobywca 20 punktów, Nachbar(15pkt) i Brezec(16pkt). Słabo zagrał Goran Dragic, który przez 31 minut nie zdołał zaliczyć asysty ani przechwycić piłki, ale zdążył 4 ją stracić.

Iran(1-3) - USA(4-0) 51:88

Mecz bez historii. Gdyby nie Haddadi, którego chciałem zobaczyć w starciu z Amerykanami, nie oglądałbym tego spotkania. Jedyny gracz z Iranu w NBA zdobył co prawda 19 punktów, ale zebrał tylko 5 piłek i rzucał na skuteczności 32% z gry. Wśród kolegów z reprezentacji problemów Amerykanom dostarczył jeszcze Arselan Kazemi, grający na Rice University z NCAA. Przechwycił aż 5 piłek i dołożył 14 punktów.

Każdy z Amerykanów zagrał powyżej 10 minut. Świetnie zagrał Love(13pkt&6reb) i dziwię się, czemu to nie on wchodzi w s5. Martwi aż 17 strat z tak słabym rywalem i pozwolenie rywalowi na zebranie aż 12 piłek w ataku.

Chorwacja(2-2) - Tunezja(0-4) 84:64

Kolejny blowout. Jedynym graczem sprawiającym problemy był 21-letni Macram Ben Romdhane, zdobywca 23 punktów. Ławka chorwacka zdobyła aż 55 punktów, najlepszym strzelcem był Bogdanovic (19pkt).

dzień 6

Brazylia(3-2) - Chorwacja(2-3) 92:74

Był to mecz o trzecie miejsce w grupie, dość gładko wygrany przez Brazylijczyków. Dzięki temu trener brazylijski dał pograć prawie wszystkim graczom na parkiecie. Do pierwszej piątki wrócił Varejao (zebrał aż 12 piłek w 24 minuty), a najlepszym strzelcem był znów Marcelinho Machado(18 pkt w 19 minut, znów z ławki). Leandrinho Barbosa dorzucił 17 punktów.

W drużynie chorwackiej zawiodła przede wszystkim gra na deskach, przegrana 28:39. Mieli problem ze znalezieniem drogi do kosza (40% z gry), przez co najwięcej punktów zdobył gracz rezerwowy, Popovic, 15pkt. Zawiodła pierwsza piątka.

Chorwacja zagra w 1/8 z Serbią, a Brazylia z Argentyną.

Słowenia(4-1) - Iran(1-4) 65:60

Po słabej pierwszej połowie(28:23) Słowenia zmobilizowała się, co zaowocowało wygraniem trzeciej kwarty 26:13, dzięki tej wypracowanej przewadze mogli być spokojni o wynik. drużynie Iranu już tradycyjnie wyróżniało się dwóch graczy, czyli Haddadi(15pkt&7reb) oraz Kazemi(13pkt&14reb). W drużynie Słowenii najlepszym graczem był Goran Dragic, do którego należał game-high w punktach (18) oraz najwięcej piłek zebranych ze swojej drużyny(6). Nachbar rzucił 10 punktów, a 15 dorzucił Zupan.

Słowenia zmierzy się z Australią.

USA(5-0) - Tunezja(0-5) 92:57

Bardzo łatwy terminarz mieli Amerykanie na koniec rozgrywek grupowych. Dzień wcześniej grali z Iranem, a teraz przyszło im zmierzyć się z najsłabszą drużyną z grupy, Tunezją. I o dziwo, do połowy meczu wynikiem na tablicy był 39:33. Kolejny raz Coach K rotował mocno składem, dając każdemu pograć minimum 10 minut. Dzięki temu Amerykanie po 5 meczach mają o wiele więcej sił niż większość innych ekip, co może okazać się kluczowe w rundzie pucharowej. Najlepszym strzelcem Amerykanów był Eric Gordon(21pkt), a po 14pkt dołożyli Westbrook i Durant. W drużynie tunezyjskiej przyzwoicie zagrali Ben Romdhane(11pkt&8reb) i Kechrid(15pkt).

W rundzie pucharowej USA zmierzy się z Angolą.

piątek, 3 września 2010

Mistrzostwa Świata - dzień 6, grupa C

Grecja (3-2) – Rosja (4-1)  69:73

W rywalizacji o drugie miejsce w grupie, faworytami byli Grecy, jednak to Rosjanie okazali się lepsi. Bardzo dobrze rozpoczęli to spotkanie i po kilku minutach prowadzili już 12-2. Wygrali pierwszą kwartę, ale w drugiej Grecja odrobiła stratę i przed drugą połową był remis. W trzeciej kwarcie ponownie rewelacyjnie zagrała Rosja i wygrała tą część 29-13. Na początku czwartej kwarty uzyskali najwyższe prowadzenie w meczu, które wyniosło 20 punktów. Grecy ruszyli do odrabiania strat i zbliżyli się do rywali, ale zabrakło im już czasu, żeby wyrwać Rosji to zwycięstwo.

Drugie miejsce Rosji w największym stopniu zapewnił Timofey Mozgov, który zdobył 18 punktów i zebrał 4 piłki. Drugim strzelcem drużyny był Andrey Vorontsevich z 10 punktami na koncie, zaliczył też 5 zbiórek.

W drużynie Grecji najlepiej zagrał Sofoklis Schortsanitis, zanotował 16 punktów i 9 zbiórek. 11 punktów miał Nikos Zisis.

W kolejnej rundzie Rosja zagra z Nową Zelandią, a Grecja nieoczekiwanie wcześnie zmierzy się z Hiszpanią.


Puerto Rico (1-4) – Wybrzeże Kości Słoniowej (1-4)  79:88

Przed meczem wydawało się zwycięzca tego pojedynku może być tylko jeden. WKS przegrali 4 wcześniejsze spotkania, a Puerto Rico dopiero co byli o krok od pokonania Turcji. Wygrana Puerto Rico dawała im awans do drugiej rundy, niestety nie potrafili postawić kropki nad i. O awans walczyli natomiast zawodnicy WKS, którzy mieli być szybko odesłani do domu.

Oto jak wygląda sytuacja w grupie. O czwarte miejsce rywalizowały trzy drużyny: Chiny, Puerto Rico i WKS. W bezpośrednich starciach, każda z tych drużyn zanotowała ostatecznie zwycięstwo i porażkę. Było wiadomo, że w tej bezpośredniej rywalizacji Chiny w małych punktach są plus 2 (wygrali 10 z WKS, przegrali 8 z PR). W rezultacie, Puerto Rico do awansu wystarczyła porażka mniejszą liczbą punktów niż 6, a WKS wyszliby z grupy, gdyby wygrali różnicą co najmniej 12. Ostatecznie żadna z tych dwóch drużyn nie zrealizowała swojego planu i awansowali Chińczycy (w bezpośrednich starciach Chiny były +2, a Puerto Rico i WKS -1).

WKS jadą do domu, ale przynajmniej nie kończą Mistrzostw z zerowym dorobkiem zwycięstw. W ich drużynie świetnie zagrali wczoraj Charles Abouo, który zdobył 19 punktów i Mohamed Kone, mający 17 punktów i 10 zbiórek. 17 punktów rzucił też Mamadou Lamizana.

W drużynie Puerto Rico nie doczekali się powrotu kontuzjowanego Arroyo. Pod jego nieobecność, poprowadzić zespół starał się Jose Barea. Zanotował 7 asysty i był pierwszym strzelcem z 19 punktami, ale zdobył je przy słabej skuteczności z gry wynoszącej tylko 29%. Puerto Rico nie pomogło też 18 punktów i 8 zbiórek, które zaliczył David Huertas. Poza tym, Renaldo Balkman miał 7 punktów i 10 zbiórek, a Angel Vassallo 11 punktów (3/11 z gry) i 8 zbiórek.


Turcja (5-0) – Chiny (1-4)  87:40

Ten mecz rozgrywany był jako ostatni i Chińczycy wiedzieli już, że awans mają zapewniony i że na pewno zajmą czwartą pozycję. Dlatego grali rezerwowym składem, oszczędzając najważniejszych zawodników. To samo zrobili Turcy, ale ich rezerwy i tak okazały się o wiele lepsze. Zupełnie rozbili swoich przeciwników i kończą fazę grupową bez porażki.

W drużynie Turcji aż dwóch graczy zanotowało double-double, byli to podkoszowi, których już niedługo zobaczymy w NBA - Omer Asik (17 punktów i 13 zbiórek) i Semih Erden (18 punktów i 12 zbiórek). Bardzo dobre spotkanie rozegrał również Oguz Savas, był pierwszym strzelcem drużyny z 20 punktami na koncie.

W drużynie Chin jednym zawodnikiem z dwucyfrowym dorobkiem punktów był Sun Yue – 15.

Turcja zagra w drugiej rundzie z nieoczekiwanie nisko rozstawionymi Francuzami, Chiny natomiast spotkają się z niepokonaną Litwą.

Mistrzostwa Świata - dzień 6, grupa D

Nowa Zelandia (3-2) – Francja (3-2)  82:70

Wygrana Nowej Zelandii to duża sensacja. Jeszcze dwa dni temu Francuzi byli niepokonani, mieli za sobą zwycięstwo z Hiszpanią i walczyli z Litwą o pierwszą pozycję w grupie. Teraz doznali drugiej porażki i spadli na czwarte miejsce. Natomiast dla drużyny Nowej Zelandii było to trzecie zwycięstwo z rzędu, po tym jak na samym początku doznali dwóch porażek.

Decydująca dla losów spotkania okazała się druga kwarta, którą Nowa Zelandia wygrała aż 22-5. Dzięki temu, na przerwę schodzili z przewagą 14 punktów, a w drugiej połowie już nie pozwolili odebrać sobie prowadzenia.

Po raz kolejny świetny mecz rozegrał Kirk Penney i popisał się umiejętnościami strzeleckimi zdobywając 25 punktów. Wyróżniającym się zawodnikiem był także Mika Vukona, który zanotował 15 punktów, 6 zbiórek i 5 asyst.

W drużynie Francji zawiedli ich najlepsi zawodnicy. Nicolas Batum trafił tylko 2 z 8 rzutów z gry i zakończył mecz z 6 punktami. Boris Diaw również miał problemy z celnością i z jego 11 rzutów, tylko 3 wpadły do kosza (9 punktów). Najlepszym strzelcem był natomiast Yannick Bokolo z dorobkiem 13 punktów.

W drugiej rundzie Nowa Zelandia zmierzy się z Rosją, a Francja z gospodarzami Mistrzostw, Turcją.


Hiszpania (3-2) – Kanada (0-5)  89:67

Po pierwszych 3 meczach sytuacja Hiszpanii nie wyglądała najlepiej, ponieważ przegrali aż 2 z nich. Jednak ostatnie 2 mecze pewnie wygrali i dzięki porażce Francji znaleźli się na drugim miejscu w grupie. Kanadyjczycy w tym spotkaniu walczyli tylko o honor, by nie wracać do domu z pięcioma porażkami. Ale nawet to im się nie udało i są jedną z trzech drużyn, które nie wygrały żadnego meczu.

W drużynie Hiszpanii najlepiej zagrali Rudy Fernandez i Fran Vazquez, obaj zdobyli po 19 punktów i zebrali po 5 piłek. Warto odnotować, że Vasquez nie pomylił się z gry i trafił wszystkie swoje 9 rzutów. Jest to jego drugi mecz z rzędu ze 100% skutecznością. Dobre spotkanie rozegrał także Ricky Rubio, miał na swoim koncie 8 punktów, 8 asyst i 6 zbiórek.

Dla Kanady 14 punktów zdobył Kelly Olynyk, 12 miał Jevohn Shepherd. Joel Anthony zakończył swoje występy na Mistrzostwach zaliczając 4 punkty i 6 zbiórek.

Hiszpanię już w sobotę czeka pojedynek z Grecją.


Litwa (5-0) – Liban (1-4)  66:84

To był mecz o nic. Litwa miała zagwarantowane pierwsze miejsce w grupie, a Liban nie mógł już liczyć na awans. W drużynie Litwy sporo czasu gry dostali rezerwowi, ale nie przeszkodziło im to w wywalczeniu pewnego, piątego zwycięstwa.

Najwięcej punktów dla Litwy zdobył Renaldas Seibutis - 17. O jeden mniej zanotował Martynas Gecevicius.

W drużynie Libanu najlepiej zaprezentowali się Rony Fahed, z 19 punktami i Jackson Vroman, mający 15 punktów.

Litwa zagra teraz z Chinami.

czwartek, 2 września 2010

Mistrzostwa Świata - dzień 5, grupa C

Turcja (4-0) – Puerto Rico (1-3)  79:77

Drużyna Puerto Rico rozegrała bardzo dobrą drugą kwartę i na przerwę schodziła z 7-punktowym prowadzeniem. Jednak w drugiej połowie znacznie lepiej zaczęli grać gospodarze Mistrzostw i na początku czwartej kwarty to oni objęli prowadzenie. Na minutę przed końcem meczu reprezentanci Puerto Rico przegrywali 9 punktami, ale podjęli jeszcze ostatnią próbę wywalczenia zwycięstwa. Dzięki dwóm trójkom Angel Vassallo i punktom Renaldo Balkmana, zbliżyli się na jeden punkt, kiedy na zegarze pozostawało 7 sekund. W kolejnej akcji Kerem Tunceri wykorzystał tylko jeden z dwóch wolnych i była szansa na doprowadzenie od remisu lub zwycięstwo rzutem zza łuku. Tego drugiego próbował Vassallo, ale nie trafił.

Turcy pozostali niepokonani, zapewnili sobie czwartą wygraną i pewne miejsce numer jeden w grupie. Do zwycięstwa poprowadziła ich dwójka znana z NBA. Hedo Turkoglu był najlepszym strzelcem swojej drużyny z dorobkiem 16 punktów, zaliczył też 5 asyst. Natomiast Ersan Ilyasova mógł pochwalić się double-double, mając po 13 punktów i zbiórek. Można jeszcze wspomnieć o środkowym Semih Erdenie, który zanotował 10 punktów i 6 zbiórek.

W Puerto Rico najlepiej zagrał Peter Ramos, który ma za sobą epizod gry w Wizards 5 lat temu. Wczoraj zdobył 15 punktów i zebrał 12 piłek. Najwięcej punktów ponownie zdobył Vassallo, tym razem miał ich 19. Gracze z NBA nie imponowali. Jose Barea zaliczył 7 punktów, 3 asysty, ale też i 4 straty, a Balkman miał 6 punktów i 5 zbiórek.


Chiny (1-3) – Rosja (3-1)  80:89

To było bardzo wyrównane spotkanie. Dopiero w samej końcówce czwartej kwarty Rosjanie odskoczyli i zapewnili sobie zwycięstwo. Na 4 i pół minuty przed końcem Chińczycy prowadzili dwoma punktami. Wtedy reprezentanci Rosji zanotowali serię 14-0 (między innymi Monya 2 razy trafił za trzy, 4 punkty zdobył Voronov) i na niespełna 2 minuty przed końcem prowadzili 87-75. To przesądziło o ich wygranej, która zagwarantowała im awans do drugiej rundy.

Świetne spotkanie w barwach Rosji rozegrał Sasha Kaun, zanotował double-double: 16 punktów i 14 zbiórek. Sergey Monya zdobył 17 punktów i dołożył do tego 6 asyst, a Anton Ponkrashov miał 15 punktów i 5 asyst. Mniej widoczny był tym razem Timofey Mozgov, który zakończył mecz z 8 punktami.

W drużynie Chin pierwszym strzelcem, z dorobkiem 19 punktów, był Sun Yue. 16 miał Wang Shipeng, a po 14 zdobyli Wang Zhizhi i Yi Jianlian, który zaliczył także 9 zbiórek.


Wybrzeże Kości Słoniowej (0-4) – Grecja (3-1)  60:97

Tylko pierwsze minuty tego meczu były w miarę wyrównane, już w drugiej kwarcie Grecy zupełnie zniszczyli swoich rywali. Zdobyli wtedy 27 punktów, przy zaledwie 5 ze strony WKS. Zanotowali imponujące zwycięstwo i poprawili sobie nastroje po porażce z Turcją.

Najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem spotkania był Nicholas Calathes, którego w drugiej rundzie draftu 2009 wybrali Wolves. Popisał się swoją wszechstronnością zdobywając 15 punktów (7/10 z gry), odnotowując 8 asyst i zbierając 7 piłek. Po 12 punktów dołożyli Giorgos Printezis i Kostas Tsartsarits. Natomiast Ioannis Bourousis miał 9 punktów i 7 zbiórek.

W drużynie WKS najlepiej zagrał Brice Assie, zaliczył 11 punktów i 7 zbiórek.


Kolejne mecze (czwartek, 2.09):
Chiny walczą z Puerto Rico o czwarte miejsce i wyjście z grupy, obie drużyny mają taki sam bilans. W ostatnim spotkaniu fazy grupowej, Chiny zmierzą się z niepokonaną dotychczas Turcją, podczas gdy Puerto Rico spotkają się z najsłabszą w grupie drużyną WKS. Natomiast Grecja i Rosja w bezpośrednim starciu zagrają o drugie miejsce.

Puerto Rico (1-3) – WKS (0-4)
Grecja (3-1) – Rosja (3-1)
Turcja (4-0) – Chiny (1-3)

Mistrzostwa Świata - dzień 5, grupa D

Litwa (4-0) – Francja (3-1)  69:55

Mecz na szczycie grupy D, pomiędzy dwoma niepokonani drużynami, był popisem tylko jednej z nich. Spotkanie należało do Litwinów, chociaż to Francuzi znacznie lepiej je rozpoczęli. Drużyna Francji pewnie wygrała pierwszą kwartę, a w połowie drugiej uzyskał nawet 15 punktów przewagi. Wtedy kontrolę nad meczem zaczęli przejmować Litwini. Jeszcze przed przerwą zmniejszyli straty, a w trzeciej kwarcie już zupełnie zdominowali swoich rywali. Na czwartą kwartę Litwa wychodziła z 11-punktowym prowadzeniem, a przez ostatnie 10 minut Francuzi już nie byli w stanie im zagrozić.

19 punktów dla Litwy zdobył Jonas Maciulis, 15 miał Linas Kleiza.

W drużynie Francji pierwszym strzelcem był Nicolas Batum. Zanotował 13 punktów, ale aż 12 z nich w pierwszej połowie, a do tego przy fatalnej skuteczności 27% z gry. Boris Diaw zakończył mecz z dorobkiem 9 punktów i 6 zbiórek.


Liban (1-3) – Hiszpania (2-2)  57:91

Ten mecz nie mógł wyglądać inaczej. Hiszpanie po drugiej porażce na tym turnieju musieli wygrać i w pełni wykorzystali swoją przewagę nad słabym Libanem. Jeszcze w pierwszej kwarcie spotkanie było wyrównane, a dobry wynik dla Libanu trzymał Jackson Vroman, który zdobył wtedy 12 punktów. W połowie drugiej kwarty nadal wynik był wyrównany, ale kiedy Vroman opuścił boisko z powodu trzeciego faulu, Hiszpanie przejęli inicjatywę. Pierwszą połowę zakończyli serią 12-2, a w drugiej już tylko powiększali swoją przewagę.

Do tego łatwego zwycięstwa Hiszpanów poprowadził Marc Gasol, który zdobył 25 punktów trafiając 10 z 14 rzutów z gry, a do tego dołożył 8 zbiórek. Drugim najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem był Fran Vazquez. Zanotował 15 punktów (7/7 z gry) i 8 zbiórek. Rudy Fernandez miał po 7 punktów i zbiórek, natomiast Ricky Rubio spudłował wszystkie swoje 6 rzutów, nie zdobył żadnego punktu, ale zaliczył 7asyst.

Gwiazdor reprezentacji Libanu Vroman, który spędził w NBA 2 lata (Suns i Hornets), miał na swoim koncie 22 punkty (9/14 z gry) i 9 zbiórek.


Kanada (0-4) – Nowa Zelandia (2-2)  61:71

Nowa Zelandia zanotowała drugie zwycięstwo z rzędu i wyeliminowała Kanadę z dalszych rozgrywek. Kanadyjczycy przegrali wszystkie dotychczasowe 4 mecze i już nie mają szans na wyjście z grupy.

Najlepszym strzelcem Nowej Zelandii po raz kolejny był Kirk Penney, który zdobył 18 punktów. Casey Frank miał ich 14, a Thomas Abercrombie zaliczył 7 punktów i 10 zbiórek.

W drużynie Kanady najwięcej punktów zdobył Jevohn Shepherd - 15. Joel Anthony zakończył spotkanie z dorobkiem 13 punktów, 6 zbiórek i 2 bloków. Natomiast wybrany w tegorocznym drafcie przez Knicks Andy Rautins, który doznał kontuzji kolana w meczu z Litwą, nie był w stanie grać i wrócił już do Nowego Jorku. Warto dodać, że trenerem Kanady jest jego ojciec, Leo Rautins, którego możecie znać z roli komentatora meczów Raptors.


Kolejne mecze (czwartek, 2.09):
Litwa będzie walczyć o zakończenie fazy grupowej bez porażki z Libanem, który w przypadku wygranej jeszcze miałby teoretyczne szanse na awans. Hiszpanie zmierzą się z najsłabszą Kanadą i właściwie mogą już dopisać sobie zwycięstwo, co da im co najmniej trzecią pozycję. Francja natomiast zmierzy się z Nową Zelandią, walczącą o utrzymanie czwartego miejsca.

Hiszpania (2-2) – Kanada (0-4)
Liban (1-3) - Litwa (4-0)
Nowa Zelandia (2-2) – Francja (3-1)

środa, 1 września 2010

Strzelec z Nowej Zelandii

Po pierwszych 4 dniach Mistrzostw Świata i pierwszych 3 meczach rozegranych przez każdą drużynę, najlepszym strzelcem turnieju jest Kirk Penney. Reprezentant Nowej Zelandii w pierwszych trzech meczach zdobywał średnio 28 punktów. Co prawda jego drużyna wygrała dopiero jedno spotkanie, ale on jest w gronie najlepszych zawodników tego turnieju. Za jego plecami, na liście najlepszych strzelców, znajdują się znani z NBA Luis Scola, Yi Jianlian, Hamed Haddadi i Kevin Durant.

Już w pierwszym meczu Penney pokazał swój talent strzelecki rzucając 37 punktów Litwie. Jego skuteczność z gry wyniosła 50%, ale za dwa trafił aż 9 z 11 rzutów, podczas gdy zza łuku spudłował 8 razy na 9 prób. Na linii rzutów wolnych trafił 16 z 20. Jak na razie 37 punktów jest rekordowym osiągnięciem tych Mistrzostw, chociaż Nowa Zelandia mimo to przegrała. W starciu z Hiszpanią, Penney miał 21 punktów ze skutecznością 47% z gry. Natomiast w meczu z Libanem poprowadził swoją reprezentację do pierwszej wygranej zdobywając 26 punktów. Trafił 53% rzutów z gry, w tym miał 6 celnych trójek na 10 prób, a do tego ani razu nie stawał na linii rzutów wolnych.
Szczerze mówiąc, jeszcze kilka dni temu, zanim zaczęły się Mistrzostwa, nie miałem pojęcia o istnieniu takiego zawodnika jak Kirk Penney. Skupiając się na NBA nie zagłębiam się za bardzo w koszykówkę międzynarodową i nie znam gwiazd reprezentacji tak mało znaczącego koszykarsko kraju jak Nowa Zelandia. Jednak w tym przypadku nie jest to dobre wytłumaczenie, ponieważ Penney ma za sobą grę w NBA. Co prawda były to tylko epizody, ale pojawił się on na parkietach najlepszej ligi świata. Po Seanie Marksie, znanym z ligi polskiej, był drugim graczem z Nowej Zelandii w NBA.

Zadebiutował w barwach Heat na początku sezonu 2003/04, razem z Wade'm i Haslemem. Jednak zdążył wystąpić tylko w 2 meczach, po czym został zwolniony. Jego przygoda z drużyną z Miami to 18 minut spędzonych na parkiecie, 3 punkty, jeden celny rzut z gry na 6 oddanych, asysta, zbiórka, przechwyt i 3 straty. Rok później, w sezonie 2004/05, Penney znowu próbował swoich sił w NBA, tym razem dostał się do składu Clippers. Ale w Los Angeles również długo nie zabawił. W grudniu 2004 roku pojawił się w 4 meczach, łącznie grał 12 minut, zdobył 2 punkty, zaliczył asystę i zbiórkę, i na tym się zakończyło. Na początku stycznia 2005 został zwolniony.

Tak więc, będąc kibicem NBA można było się na niego natknąć, ale dla tych, którzy tak jak ja, nie znali go wcześniej, kilka informacji:

Penney przez 4 lata grał na uniwersytecie Wisconsin. W ostatnim sezonie w lidze akademickiej notował średnio 16.2 punktów, 6 zbiórek i 3.1 asyst. Przystąpił do draftu 2003, ale nie został wybrany. Po nieudanej próbie utrzymania się w NBA, większość sezonu 2004/05 spędził w D-League grając w Asheville Attitude (obecnie Tulusa 66ers). W 46 meczach zdobywał średnio 12 punktów ze skutecznością 47.6%. Potem przeniósł się do Europy, grał w Maccabi Tel-Aviv, Zalgiris Kaunas i Alba Berlin. W 2007 roku wrócił do swojego rodzinnego kraju i od tamtego czasu gra w lidze australijskiej w barwach New Zealand Breakers. W ostatnich dwóch sezonach był królem strzelców ligi i wybierano go do pierwszej piątki najlepszych zawodników. Natomiast pod koniec rozgrywek 2009/10 wrócił do D-League i dołączył do Sioux Falls Skyforce. W ich barwach rozegrał 4 mecze sezonu zasadniczego. W swoim drugim spotkaniu zdobył 31 punktów trafiając 12 z 17 rzutów z gry, w kolejnym zagrał jeszcze lepiej i miał 40 punktów (16/23, w tym 5/6 za trzy). W pozostałych dwóch meczach zanotował po 12 punktów. Później zagrał ze Skyforce w pierwszej rundzie playoffs. Jego drużyna przegrała rywalizację 1-2, chociaż w decydującym, trzecim meczu Penney zdobył aż 36 punktów (60% z gry). W listopadzie skończy 30 lat.
Pod tym linkiem znajdziecie listę zawodników grających na tegorocznych Mistrzostwach, którzy tak jak Penney, mają za sobą występy w D-League.