piątek, 16 kwietnia 2010

Przed pierwszą rundą: 3) Suns - 6) Blazers


Suns mieli naprawdę imponujący finisz sezonu regularnego. W ostatnich 16 meczach przegrali tylko 2 razy. W kwietni pokonywali między innymi Spurs, Nuggets i Jazz. Bez wątpienia są przygotowany na playoffs. Rok temu zabrakło ich w tej fazie rozgrywek, ale powrót do ofensywy dał im powrót do playoffs. Może nie są głównymi faworytami do tytułu, ale mogą w tym roku sporo zamieszczać na zachodzie. Tym bardziej, że w pierwsze rundzie raczej nie stracą dużo sił grając przeciwko osłabionej drużynie z Portland.

Blazers udało się uniknąć spotkania z Lakers i zajęli ostatecznie 6 miejsce, ale co z tego, skoro znowu ich plany zostały pokrzyżowane przez kontuzję. Jeszcze na początku, gdy poinformowano o kontuzji Roy'a, on powiedział, że spróbuje pomóc swojej drużynie. Teraz już wiemy, że zdecydował się jednak poddać operacji i nie wystąpi w playoffs. Bez niego Blazers będą walczyć, ale ich siła został znacząco zmniejszona. To przecież Roy w największym stopniu ciągnął drużynę, gdy większość z jego najważniejszych partnerów siedziała na ławce lecząc kontuzje. W Portland mogli sobie poradzić bez Odena, Przybilli czy Batuma, ale nie bez Roy'a. Jego strata, to dla nich największy cios. To nie tylko najlepszy strzelec drużyny, ale też jej lider.  

Na pewno ciekawa będzie rywalizacja pod koszem pomiędzy Stoudemire'm i Aldridge'm. Ale ostatecznie, przez osłabienie Blazers, to Suns dość szybko powinni wygrać tą serię.

Typ: Suns 4-1

Przed pierwszą rundą: 1) Cavs - 8) Bulls

Cavs drugi rok z rzędu rozpoczynają playoffs jako najlepsza drużyna ligi. W poprzednim sezonie bardzo szybko poradzili sobie z Pistons, teraz z Bulls może być nieco trudniej, ale to będzie jednak dość jednostronna rywalizacja.

Bulls w zeszłorocznych playoffs też byli niżej rozstawieni, a mimo wszystko prowadzili fanatyczną walkę z Celtics i zmusili ich do 7-meczowej serii. Jednak rok temu, Bulls byli silniejszą drużyną, a Celtics musieli radzić sobie bez Garnetta. Teraz drużyna z Chicago rzutem na taśmę zagwarantowała sobie awans i końcówka fazy zasadniczej kosztowała ich dużo sił, podczas gdy ich rywale właściwie od początku kwietna odpoczywają. Bulls mają charakter i podejmą walkę z Cavs, spróbują zmusić ich do dłuższej serii, ale możliwości mają znacznie mniejsze niż ich przeciwnicy. Fantastycznie grający Rose i Noah to znacznie za mało na pierwszą drużynę ligi.

Warto przypomnieć, że ostatni mecz w sezonie pomiędzy Bulls i Cavs, wygrała drużyna z Chicago. Bulls grali wtedy u siebie, było to dla nich ważne spotkanie, ponieważ walczyli o awans do playoffs i do tego grali pełnym składem z Noah i Dengiem. Cavs byli bez LeBrona i Shaq, a mimo to prowadzili z gospodarzami wyrównaną walę i przegrali tylko jednym punktem.

LeBron jest wypoczęty i gotowy na pierwszą rundę. Po długiej przerwie wraca Shaq, który podobno zrzucił kilka kilogramów, również jest wypoczęty i głodny gry. Cavs wreszcie zagrają w swoim najsilniejszym składzie i będą chcieli dobrze wejść w te playoffs. Będą musieli się trochę wysilić, żeby pokonać Bulls, ale wyrównane mogą być tylko poszczególne mecze, cała seria będzie jednostronna i dość krótka. Już w drugiej rundzie mogą spotkać się z Celtics, dlatego będą chcieć jak najszybciej zakończyć pierwszą.

Typ: Cavs 4-1

Przed pierwszą rundą: 2) Magic - 7) Bobcats

Magic w tym sezonie pokazali, że są znacznie silniejsi niż rok temu, kiedy zagrali w wielkim finale. W swoim składzie mają najlepszego centra, który otoczony jest świetnym obwodem. Są w stanie niszczyć swoich rywali pod koszem, ale również ich trójki są zabójcze. Do tego mają to, co jest w playoffs tak ważne - bardzo długą ławkę. Są w pełni przygotowani, by po raz kolejny spróbować zdobyć mistrzostwo.

Bobcats natomiast zagrają w playoffs po raz pierwszy w historii i to już jest dla nich ogromnym osiągnięciem. Nie można jednak zapomnieć, że na ławce mają Larry'ego Browna, który świetnie wie co, to są playoffs i potrafi wygrywać w tej fazie.
Największą siłą Bobcats jest defensywa. Pod tym względem są najlepsi w lidze, a to w końcu obrona jest kluczowa w playoffs. Teraz ich defensywa przejdzie prawdziwy test w starciu ze świetnym atakiem Magic. Bobcats byli drudzy w całej lidze pod względem najniższej skuteczności rzutów za trzy swoich rywali. Jeśli uda im się wyeliminować tą broń Magic, na pewno rywalizacja będzie znacznie bardziej wyrównana. Chandler i Ratliff będą robić co się da, żeby utrudnić życie Howardowi, a Jackson musi pociągnąć drużynę w ataku. Nie dysponują taką siłą jak Magic, ale na pewno nie są wygodnym przeciwnikiem i są w stanie zmusić ich do walki.

Typ: Magic 4-2

Przed pierwszą rundą: 4) Celtics - 5) Heat

W końcu zaczyna się to, na co zawodnicy z Bostonu tak długo czekali. Mieli już dość sezonu, który ich nudził, a teraz rozpoczną prawdziwą walczyć o tytuł. Końcówkę sezonu mieli kiepską, spadli na czwartą pozycję, dlatego nie wymienia się ich już w gronie największych faworytów do mistrzostwa. Ale to była faza zasadnicza, słabszą grę mogli usprawiedliwić faktem, że drużyna koncentruje się przede wszystkim na playoffs i nie chce się wcześniej wyeksploatować. Teraz nadszedł czas prawdy i wymówek już nie będzie. To jest czas, w którym Celtics mają udowodnić, że są w stanie ponownie walczyć o ten najważniejszy cel. Okaże się, czy rzeczywiście grali słabiej ponieważ się oszczędzali, czy może po prostu nie dysponują już tą siłą co kiedyś. Na początek zmierzą się z Heat, którzy są dla nich dość wygodnym przeciwnikiem. W sezonie wygrali z nimi wszystkie 3 mecze. Wade'owi pozawalali na indywidualne popisy, ale skutecznie zatrzymywali jego partnerów. A osamotniony gwiazdor nie był w stanie zapewnić swojej drużynie zwycięstw. Celtics mają znacznie szerszy skład niż Heat i nie powinni mieć z nimi poważnych problemów.

W tym roku Wade ma właściwie tych samych partnerów co w zeszłym sezonie, kiedy Heat przegrali  z Hawks dopiero po 7 meczach. Teraz znowu spróbują jak najbardziej wydłużyć tą serię, ale na pewno nie będzie to łatwe. Wszystko zależy od gry kolegów Wade'a. Jeśli będą w stanie go wesprzeć, on będzie mógł poprowadzić drużynę do zwycięstw. Jednak na pokonanie Celtics i awans mają minimalne szanse. Wade musi poczekać do przyszłego roku, aż będzie miał wokół siebie lepszych zawodników i wtedy będzie mógł myśleć o czymś więcej ni pierwsza rudna.

Typ: Celtics 4-2

Przed pierwszą rundą: 3) Hawks - 6) Bucks

Gdyby nie kontuzja Boguta, to mogłaby być fantastyczna, bardzo wyrównana rywalizacja. Niestety, bez swojego centra Bucks mogą jedynie walczyć, by ta seria zakończyła się jak najpóźniej, na awans nie mają szans. Drużyna z Milwaukee ma charakter i nawet bez Boguta pokazywali, że potrafią wygrywać. Ale to było w sezonie zasadniczym, playoffs to zupełnie inna bajka. Nie można jednak wykluczyć, że Jennings znowu wszystkich zaskoczy i tak jak rozpoczął swoją karierę w NBA, w podobny sposób zagra w swoich pierwszych meczach playoffs. A jeśli do tego Salmons będzie miał kilka takich spotkaniach, jak w zeszłym roku w serii z Celtics...

Dwa lata temu Hawks zakończyli swoją przygodę na pierwszej rundzie, rok temu awansowali do drugiej, teraz na pewno chcieliby zrobić kolejny krok. W tym roku są trzecią siłą wschodu i są znacznie lepiej przygotowani na fazę zasadniczą. Obecnie nie opierają się już tylko na swojej bardzo silnej pierwszej piątce, ale mają też ogromne wsparcie z ławki od Crawforda. To daje im większe pole manewru, co jest bardzo ważne w długich seriach playoffs. Kontuzja Boguta na pewno ułatwiła im zadanie, ale nie mogą zlekceważyć swoich rywali, bo to może zakończyć się sporymi problemami. Wszystko wskazuje na to, że po dwóch poprzednich playoffs, w których za każdym razem w pierwszej rundzie grali aż 7 spotkań, teraz uda im się wcześniej zakończyć rywalizacje.

Typ: Hawks 4-1

Nagrody 2010: Most Valuable Player

Maciej Jamrozik
1. LeBron James - LBJ bezapelacyjnie zasługuje na tą nagrodę. Można go nie lubić, nie przepadać za jego grą, ale w tym sezonie nie ma nikogo lepszego. Statystyki 29.7 pkt, 7.3 reb, 8.6 ast mówią same za siebie. Gra w najlepszym zespole sezonu zasadniczego, i pewnie zmierza do finałów konferencji.

2. Kevin Durant - on ma 21 lat, a już teraz został królem strzelców ze średnią 30.1 pkt. Znacznie poprawił się w obronie, jeszcze lepiej gra w ataku. Ciągle wzmacnia się fizycznie i myślę, że jego rywalizacja z LeBronem przez najbliższe kilka lat będzie ozdobą ligi.

3. Dwight Howard - nie Kobe, a Howard zasługuje na to miejsce. Prowadzi drugi zespół ligi, jest świetnym obrońcą, sieje postrach w pomalowanym, powiększa repertuar zagrań podkoszowych (widać w tym rękę Ewinga), i coraz więcej znaczy w crunch-time.

Adam Szczepański
1. LeBron James – pod względem indywidualnym, był to dla niego jeszcze lepszy sezon niż poprzedni, a jego Cavs ponownie są najlepszą drużyną ligi. Nie ma wątpliwości, że zasługuje na miano MVP.

2. Dwight Howard – najlepszy obrońca ligi i najlepszy zawodnik drugiej siły NBA. Howard co prawda lepsze statystyki miał rok temu, ale w tym sezonie stał się znacznie lepszym liderem swojego zespołu. Jeszcze trochę brakuje mu do MVP, ale jest coraz bliższy tej nagrody.

3. Kevin Durant – to w dużej mierze dzięki jego ogromnemu postępowi, Thunder w tym sezonie wygrali o 27 spotkań więcej niż rok wcześniej. Durant pokazał jak wybitnym jest zawodnikiem, fantastycznym strzelcem, ale też dobrym obrońcą i prawdziwym liderem. Już w swoim trzecim sezonie jest jednym z głównych kandydatów do MVP, to o czymś świadczy.

Nagrody 2010: Coach of the Year

Adam Szczepański
1. Nate McMillan – Oden, Przybilla, Batum, Outlaw, Fernandez i Roy opuścili łącznie 239 meczów, a to przecież najważniejsi zawodnicy tej drużyny. Mimo to Blazers wygrali 50 spotkań i zakończyli sezon na szóstej pozycji na zachodzie. McMillan musiał wystawiać w pierwszej piątce zawodników, których w normalnej sytuacji rzadko wpuszczałby z ławki. Ale poradził sobie ze zdziesiątkowanym składem i potwierdził, że jest rewelacyjnym trenerem, najlepszym w tym sezonie.

2. Scott Brooks – ma do dyspozycji młody zespół z dużym potencjałem. Było wiadomo, że w przyszłości będzie to świetna drużyna, ale nikt nie przypuszczał, że stanie się to aż tak szybko. To jest pierwszy pełen sezon Brooksa w roli head coacha i w Oklahomie stworzył fantastyczny zespół. A co godne pochwalenia, swoją siłę opierają na defensywie, co jest bardzo rzadkie dla młodej drużyny.

3. Scott Skiles – przed sezonem nikt nie dawał Bucks szans na odegranie znaczącej roli w tym sezonie, a tym bardziej gdy kontuzji doznał Redd. Skiles potrafił jednak zamotywać swoją drużynę do walki na całym parkiecie. Świetnie wykorzystał najsilniejsze strony zawodników, których miał do dyspozycji. Umiejętnie i bardzo szybko wkomponował też pozyskanego w trakcie rozgrywek Salmonsa. Wykonał świetną pracę.

Maciej Jamrozik
1. Scott Skiles - zatrudnienie go w Milwaukee to był bardzo dobry ruch. Jego Bucks to przede wszystkim zespół defensywny (7 miejsce w lidze z 95.98 punktami traconymi), i to właśnie mocny defense doprowadził ich do playoffów.

2. Nate McMillan - dokonywał cudów z Portland. Ta drużyna w tym sezonie ma wielkiego pecha. Kontuzje czołowych graczy w innych klubach w takim zakresie spowodowałyby spadnięcie tego teamu na dół tabeli i tankowanie w celu dostania jak najwyższego numerka w nadchodzącym drafcie. Ale nie Blazers. Godne podziwu, McMillan wycisnął z tego składu 100% tego, co mógł.

3. Scott Brooks - jest młodym trenerem, który doprowadził Thunder w tym sezonie do niespodziewanego awansu do playoffów. Całe lato przed sezonem zasadniczym spędził na uczeniu młodych graczy obrony, i to właśnie zaprocentowało. Gdyby nie jego nieporadność w crunch-time i brak zagrywek uwalniających Duranta w ostatnich sekundach meczu, to byłby Coach of the Year.

czwartek, 15 kwietnia 2010

Przedsmak serii LAL-OKC



















Skończył się sezon regularny. Wreszcie. Już miałem dość oglądania Cavs bez Jamesa, LAL bez Bryanta czy innych zespołów tankujących. Zaczyna się prawdziwy sezon. Phil Jackson zwrócił głośno uwagę na sprawę star-calls na korzyść Kevina Duranta, gwiazdy Oklahoma City, przeciwnika Lakers w pierwszej rundzie playoff. Stwierdził, że KD staje za często na linii rzutów wolnych. Sugerując, że sędziowie specjalnie traktują 21-latka. Młody gracz odbił piłeczkę, stwierdzając, że Phil go obraża, a on nie jest niańczony przez sędziów jak i szanuje wszystkich graczy i trenerów w NBA.
Kwestia star-calls wobec Duranta to sprawa dyskusyjna. Przypomnę choćby ewidentny faul którego nie odgwizdano w meczu Thunder-Jazz. Widziałem wielokrotnie w akcji młody zespół z Oklahomy, i szczerze mówiąc nie odniosłem takiego wrażenia jak Phil. Jak dla mnie stary wyga jakim jest coach LAL chce ograniczyć troszkę poczynania Duranta. Bo na boisku nie ma go kim ograniczyć. Kto ma go kryć? Artest? Wolne żarty(z naciskiem na wolne). Bryant? Nie, on ma swoje zrobić w ataku. Odom? Nie widzi mi się takie rozwiązanie. To najcięższy orzech do zgryzienia przed serią spotkań z OKC. Jak do tego podejdzie Jackson? Zobaczymy już w niedzielę wieczorem (o 21:00).
EDIT: Liga zareagowała na tą wypowiedź. Phil Jackson został ukarany karą pieniężną o wysokości 35,000 $ za krytykowanie sędziów.

Zrób sobie plakat: JJ Hickson

zdjęcie: yahoo.com

Nagrody 2010: Rookie of the Year

Maciej Jamrozik
1. Tyreke Evans - 20pkt-5reb-5ast. 4 debiutant w historii z takimi statystykami (inni to Jordan, James, Robertson). Jest świetny, dojrzały, jest urodzonym liderem. W sumie już ta pierwsza linijka starczy jako argument decydujący. Mógłbym się nad nim długo rozpływać.

2. Stephen Curry - dopiero co pobił rekord trójek trafionych przez debiutanta. Z miesiąca na miesiąc jest lepszy, notuje bardzo dobre 1.9stl na mecz. Jest także świetnym strzelcem. Oby uczył go ktoś inny niż Nelson. I tego mu życzę.

3. Brandon Jennings - bardzo nieregularny, leworęczny, mający swoje zdanie, niepokorny gracz. No i ten świetny występ z GSW. Będzie "kimś" w tej lidze za kilka lat, to pewne. Jednak na tą chwile jest za słaby, by wyprzedzić Curry'ego bądź Evansa. Ale żaden z nich nie będzie grał w playoffach...


Adam Szczepański
1. Tyreke Evans - jego osiągnięcia pokazują, że jest to wybitny zawodnik, który już wkrótce powinien dołączyć do największych gwiazd ligi. Nie ma wątpliwości, że zasłużył na tę nagrodę.
1. Stephen Curry - gdyby przy przyznawaniu tej nagrody brano pod uwagę okres od stycznia, Curry mógłby nawet wyprzedzić Evansa. 10 lat temu nagrodę otrzymało dwóch zawodników (Brand i Francis) i chciałbym, żeby tak samo było i tym razem. Curry też zasłużył na miano Rookie of the Year.

3. Brandon Jennings - wybierając najlepszego debiutanta nie bierze się pod uwagę wyniku drużyny, ponieważ przeważnie jest on bardzo kiepski. Gdyby to miało mieć znacznie, Jennings byłby głównym faworytem. Sądzę, że trzecie miejsce jest dla niego odpowiednie. Na pocieszenia ma występ w playoffs i 55 punktów, które zapisało się w historii.