Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hawks-Bucks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hawks-Bucks. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 maja 2010

game 7: Hawks 95 - Bucks 74

Bohater meczu: Al Horford
Środkowy gospodarzy już po pierwszej połowie miał na swoim koncie double-double, 12 punktów i 11 zbiórek. Hawks zdominowali strefę podkoszową i drużyna Bucks miała wtedy tylko 3 zbiórki więcej niż sam Horford. Całe spotkanie zakończył z dorobkiem 16 punktów (6/8 z gry), 15 zbiórek, 4 asyst i 3 bloków. Było to jego trzecie z rzędu i czwarte w tej serii double-double. Wykorzystał osłabienie Bucks pod koszem i pomógł Hawks awansować do drugiej rudny, gdzie czeka bo bardzo trudny pojedynek z Howardem.

Decydujące elementy
zbiórki: Hawks 55 – Bucks 34
skuteczność z gry: Hawks 47.4% - Bucks 32.6%

Na niespełna 5 minut przed końcem pierwszej kwarty Bucks prowadzili 13-11. Od tego momentu Hawks zanotowali serię 11-0, chwilę później powiększyli swoją przewagę i już do końca meczu utrzymywali dwucyfrowe prowadzenie. Dla Hawks był to trzeci mecz numer 7 w pierwszej rundzie w ostatnich 3 latach. Pierwszy przegrali z Celtics, ale już rok temu pewnie pokonali Heat i teraz nie mogło być inaczej. Nie dali szans swoim przeciwnikom na wyrównaną walkę i możliwość odrobienia straty w końcówce, jak to miało miejsce w spotkaniu numer 5. Tak, jak w poprzednim meczu, także teraz Hawks imponowali grą obronną, w efekcie czego Bucks zdobyli tylko 74 punkty (łącznie w meczach 6 i 7 Bucks zdobyli tylko 143). Natomiast w ataku mogli ponownie liczyć na Crawforda, który pod koniec tej serii przypomniał o swoich umiejętnościach strzeleckich. Wczoraj miał 22 punkty (50% z gry), a także 6 asyst. Po 15 punktów dołożyli Bibby i Smith. Dlatego gospodarzom nie przeszkodził słaby mecz Johnsona, który skoncentrował się na grze w obronie i w ofensywie był mało skuteczny. Spudłował aż 10 z 14 rzutów i miał tylko 8 punktów.

Bucks nie udało się sprawić niespodzianki i pokonać trzeciej siły wschodu. Ale i tak zrobili w tej serii znacznie więcej niż można było oczekiwać. Zmusili sowich rywali do ciężkiej walki i aż siedmiu meczów. Za rok, kiedy będą mieć w swoich szeregach Boguta, będą mogli bardzo poważnie myśleć o awansie do drugiej rundy.

Najwięcej punktów dla Bucks zdobył Jennigns - 15, ale potrzebował aż 18 rzutów z gry, z których trafił tylko 6. Zanotował też 5 asyst i co ważne, żadnej straty. Tak samo jak Jennigns, również Salmons oddał 18 rzutów, trafił ledwie 5 i zakończył mecz z 11 punktami. Pudłował też Delfino, do kosza wpadł tylko jeden z jego 8 rzutów (3 punkty). Natomiast Ilyasova po raz kolejny w tej serii zagrał bardzo dobrze, wchodząc z ławki zaliczył 13 punktów i 11 zbiórek.

sobota, 1 maja 2010

game 6: Hawks 83 - Bucks 69

Bohater meczu: Jamal Crawford
Crawford czekał aż 9 sezonów, by po raz pierwszy zagrać w playoffs i nie ma zamiaru swojego debiutu zakończyć przegraną już w pierwszej rundzie. Jednak w meczu numer 5 zagrał fatalnie pudłując aż 14 z 18 rzutów i przyczynił się do 3 porażki Hawks. Wczoraj postarał się, żeby to się nie powtórzyło. W drugiej połowie zdobył 17 punktów, pomagając Hawks przetrwać i wymusić siódme spotkanie. Był najlepszym strzelcem tego spotkania z 24 punktami (47%), do tego dołożył 5 zbiórek i 2 asysty. Mimo że w swojej karierze jeszcze nigdy nie grał w playoffs, w tym ważnym meczu wiedział co zrobić i rozegrał najlepsze spotkanie tej serii. Crawford był jedynym zawodnikiem z ławki Hawks, który w tym meczu zdobył punkty, ale mimo to miał ich o 10 więcej niż zmiennicy Bucks. Wreszcie pokazał, dlaczego dostał nagrodę dla najlepszego rezerwowego.

Decydujące elementy
zbiórki (w ataku): Hawks 51 (15) – Bucks 42 (8)
trzecia kwarta: Hawks wygrali ją 29-11
Jennings & Salmons: w 3 poprzednich meczach, wygranych przez Bucks, razem zdobywali średnio 41.3 punktów, wczoraj mieli ich tylko 20
rezerwowi: Hawks 24 – Bucks 14

W pierwszej połowie mecz był bardzo wyrównany. Obie drużyny miał duże problemy z trafieniem do kosza i w rezultacie obie zdobył łącznie tylko 65 punktów. Dzięki trzem kolejnym trójką Delfino w drugiej kwarcie, to gospodarze schodzi na przerwę z przewagą 3 punktów. W trzeciej kwarcie Bucks mieli jeszcze większe problemy w ataku, podczas gdy Hawks wreszcie zaczęli trafiać. Gospodarze przez 8 minut trzeciej kwarty nie potrafili zdobyć punktu, co wykorzystali goście, odnotowując serię 19-0. Bucks w całej trzeciej kwarcie spudłowali aż 14 z 17 rzutów z gry, popełnili 5 strat i dopiero pod koniec Salmonsowi udało się wymusić faule i wolne. Hawks w tym czasie zdobyli 29 punktów ze skutecznością 52.4%. 15 punktów różnicy na początku czwartej kwarty było ogromną przewagą, biorąc pod uwagę jak bardzo ten mecz był zdominowany przez defensywę. Jednak Bucks nie byliby sobą, gdyby nie starali się jeszcze podjąć walki. Udało im się zanotować serię 10-0 i na 5 minut przed końcem po rzutach wolnych Stackhouse'a, tracili tylko 7 punktów do Hawks. Ale od tego momentu zdobyli już tylko 7 punktów i nie mieli szansy na zwycięstwo.

Hawks udało się w końcu wygrać mecz na wyjeździe i to w tak ważnym momencie. Teraz wracają do Atlanty i ponownie to oni mają większe szanse na awans do drugiej rundy. Wczoraj ich ofensywę razem z Crawfordem ciągnął Johnson, chociaż tak jak wszyscy miał ogromne problemy z celnością. Zdobył 22 punkty trafiając tylko 8 z 24 rzutów z gry. Horford zanotował drugie z rzędu double-double mając po 15 punktów i zbiórek. Natomiast Smith zdobył 10 punktów, do tego dołożył 9 zbiórek i 4 bloki.
Liderzy Bucks w meczu numer 6 nie stanęli na wysokości zadania. Jennings spudłował swoje pierwsze 6 rzutów z gry i pierwszy raz trafił dopiero pod koniec trzeciej kwarty. Ostatecznie na 15 rzutów spudłował aż 11 (w tym 1/9 za trzy) i zakończył mecz z 12 punktami, do tego miał ledwie jedną asystę. Salmons zaliczył 4 asysty i 6 zbiórek, ale tylko 8 punktów – 2/13 z gry, 0/3 za trzy. W sytuacji gdy takie problemy w ataku mają najlepsi strzelcy drużyny, nie dziwi fakt, że skuteczność z gry Bucks wyniosła 32.9% i zdobyli tylko 69 punktów. Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Delfino, który miał 20 punktów, z czego 13 w pierwszej połowie. Trafił 4 z 9 rzutów za trzy, a na swoim koncie miał jeszcze 6 zbiórek, 3 asysty i 3 przechwyty. Dobrze spisywał się Thomas, miał 11 punktów i 9 zbiórek. Zawiedli natomiast rezerwowi, którzy odegrali tak kluczową rolę w poprzednim zwycięstwie. Hymn w wykonaniu Stackhosue'a to znacznie za mało.



Bucks nie udało się wykorzystać własnego boiska i dopingu kibiców, by wywalczyć awans do kolejnej rudny. Hawks okazali się lepsi, ale drużyna z Milwaukee ma jeszcze jedną szansę. W Atlancie będzie im trudniej wygrać, jednak mecz numer 5 pokazał, że jest to możliwe.

czwartek, 29 kwietnia 2010

game 5: Bucks 91 - Hawks 87

Bohater meczu: John Salmons
Salmons stoczył bardzo wyrównany pojedynek z Johnsonem. Obaj świetnie grali przeciwko sobie w obronie, dlatego w ataku byli mało widoczni. Jednak w samej końcówce, podczas gdy Johnson siedział na ławce z sześcioma faulami, Salmons prowadził Bucks do zwycięstwa. W kluczowym momencie, w trakcie serii Bucks 14-0, zdobył 8 punktów, trafiając 5 z 6 wolnych i jedną trójkę. Ostatecznie zanotował 19 punktów (35.3% z gry), 6 zbiórek i 5 asyst.

Decydujące elementy
rzuty wolne (w czwartej kwarcie): Bucks 23/29 (15/18) – Hawks 13/17 (0/0)
rzuty za trzy: Bucks 8/19 – Hawks 2/11
czwarta kwarta: Bucks wygrali ją 30-18

Pierwsza połowa była bardzo wyrównana i żadna drużyna nie była w stanie uzyskać przewagi. Po kilku minutach trzeciej kwarty na tablicy wyników było 50-50, wtedy świetnie zaczęli grać Hawks. Zanotowali serię 17-4, uciekli Bucks i przejęli kontrolę nad meczem. Kilku punktowe prowadzenie utrzymywali bardzo długo, jeszcze na 4 minuty przed końcem mieli 9 więcej niż goście. Jednak w tym momencie wszystko się zmieniło. Bucks ruszyli do ataku, wymuszali faule i zdobywali łatwe punkty z wolnych. Wzmocnili też obronę i Hawks spudłowali 7 kolejnych rzutów z gry. Do tego, na 2 minuty i 15 sekund przed końcem gospodarze stracili Johnsona, który złapał szóste przewinienie i musieli radzić sobie bez swojego najlepszego strzelca. Serię Bucks 14-0 zakończył dopiero Horford, trafiając na 19 sekund przed końcem. Goście świetnie bronili w końcówce, nie pozwalając swoim przeciwnikom, zwłaszcza Crawfordowi, na oddanie rzutu za trzy. Dlatego zza linii musiał rzucać Horford i nawet trafił na 10 sekund przed końcem, zmniejszając stratę do 2 punktów. Ale było to już za późno, by zmienić losy tego spotkania. Bucks wygrali po raz trzeci z rzędu.

Hawks właściwie mieli już ten mecz wygrany. Przez większość drugiej połowy pewnie prowadzili i dopiero fatalna końcowa sprawiła, że teraz są krok od porażki w tej serii. Nie pomogły im nawet świetne występy Horforda i Williamsa. Środkowy gospodarzy zanotował 25 punktów (52.4% z gry) i 11 zbiórek, natomiast Williams ustanowił swój rekord kariery w playoffs zdobywając 22 punkty (8/10 z gry). Johnson po raz pierwszy w tej serii miał mniej niż 20 punktów, pudłując 10 z 16 rzutów zdobył ich tylko 13. Jednak do równie ciężkiej pracy w ataku i wielu niecelnych rzutów zmusił Salmonsa. Poza tym, lider Hawks zaliczył 6 zbiórek, 6 asyst, ale i też 6 fauli, przez co w decydującym momencie nie mógł pomóc swojej drużynie. Normalnie w takiej sytuacji rolę pierwszego strzelca przejmuje Crawford, ale świeżo upieczony zwycięzca Sixth Man Award zagrał wczoraj fatalnie. Spudłował aż 14 z 18 rzutów z gry i miał tylko 11 punktów.
Do tego zaskakującego zwycięstwa drużynę gości razem z Salmonsem poprowadził Jennings. Młody rozgrywający świetnie rozpoczął to spotkanie, trafił swoje pierwsze 5 rzutów i na początku pierwszej kwarty zdobył 12 punktów z rzędu dla Bucks. Cały mecz zakończył z dorobkiem 25 punktów (40%), 4 zbiórek i 3 asyst. Trzeba również zaznaczyć, że wykorzystał 7 z 8 wolnych, w tym 5 z 6 w ostatnich minutach czwartej kwarty. Trzecim strzelcem drużyny był Ridnour, zdobył 15 punktów trafiając 5 z 7 rzutów z gry. Natomiast Delfino, który w poprzednim meczu był nie do zatrzymania, tym razem miał problemy w ataku. Na jego 7 rzutów tylko 2 wpadły do kosza, ale w tym kluczowa trójka na 75 sekund przed końcem, która dała Bucks 4-punktową przewagę. Na samym finiszu bardzo ważną rolę odegrał również Ilyasova, który zebrał wtedy 2 ważne piłki na atakowanej tablicy, pozwalając Bucks ponowić akcje. Mecz zakończył mając po 7 punktów i zbiórek. Trzeba jeszcze wspomnieć o Thomasie, co prawda nie zdobył on żadnego punktu, miał problemy z faulami, ale też zrobił swoje. Zebrał 6 piłek, zaliczył 3 asysty i stanął na drodze Johnsona, wymuszając jego faul w ataku, szósty faul.

Po dwóch pierwszych meczach i dwóch łatwych wygranych Hawks, mało kto przewidywał, że Bucks doprowadzą do remisu w tej serii. Jeszcze mniej prawdopodobne wydawało się, że po dwóch słabych meczach w Atlancie, tym razem Bucks zagrają aż tak dobrze na wyjeździe i obejmą prowadzenie w serii. Bez wątpienia są największym objawieniem tych playoffs. Bez Boguta nie mieli mieć nawet szans na podjęcie wyrównanej rywalizacji, a teraz to oni prowadzą 3-2. Hawks natomiast są w bardzo trudnej sytuacji. Z ostatnich 11 meczów playoffs rozgrywanych na obcych parkietach, wygrali tylko jeden. Jeśli teraz przegrają w Milwaukee zakończą sezon, co będzie dla nich ogromną porażką i wielkim rozczarowaniem.
zdjęcia: yahoo.com

wtorek, 27 kwietnia 2010

game 4: Bucks 111 - Hawks 104

Bohater meczu: Carlos Delfino
Delfino fantastycznie rozpoczął to spotkanie. W pierwszej kwarcie trafił 3 razy za trzy i zdobył 13 punktów. W dalszej części meczu nadal świetnie trafił z dystansu, prowadząc Bucks do zwycięstwa. Ostatecznie zanotował 22 punkty (57% z gry), trafiając aż 6 trójek na 8 prób. W pierwszych 3 meczach Argentyńczyk zdobył łącznie tylko 18 punktów z niską skutecznością 28%, a za trzy spudłował 9 z 11 rzutów.

Decydujące elementy
punkty z pomalowanego: Bucks 44 – Hawks 26
rzuty wolne: Bucks 28/32 – Hawks 18/21

Ofensywa Bucks w tym meczu nie opierała się tylko na Delfino, gospodarze dysponowali trzema strzelbami. Pozostałe dwie to: Jennings, który zdobył 23 punkty (56.3% z gry) i Salmons z 22 (66.7%). Rozgrywający gospodarzy miał jeszcze 6 asyst i 4 zbiórki, natomiast Salmons świetnie zagrał w drugiej połowie, kiedy zaliczył 16 ze swoich punktów. Poza tym, Bucks mogli liczyć również na Thomasa (9 punktów i 9 zbiórek), a przydatny okazał się też jego zmiennik, Gadzuric (7 punktów, 5 zbiórek i 2 bloki). Tak samo, jak w poprzednich meczach, także tym razem spośród rezerwowych wyróżniał się Ilyasova, który miał 11 punktów i 5 zbiórek.

Wczorajsze spotkanie było znacznie bardziej wyrównane niż wcześniejsze mecze tej serii, ale przez większość czasu przewaga była po stronie gospodarzy. Prowadzenie Bucks powiększyli na początku trzeciej kwarty, a zakończyli ją mając 13 punktów więcej. W drugiej połowie Hawks cały czas mieli kilka punktów straty. W samej końcówce udało im się zbliżyć na 5 punktów, ale na nic więcej Bucks im nie pozwolili i doprowadzili do remisu w serii.

Po dwóch łatwo wygranych meczach w Atlancie, wydawało się, że Hawks dość szybko zakończą tą serię. Jednak Bucks mimo osłabienia nie poddają się, walczą i we własnej hali są znacznie lepsi niż trzecia drużyna wschodu.
W drużynie gości ponownie najlepszym zawodnikiem był Johnson. W pierwszej połowie spudłował 5 z 7 rzutów i miał tylko 8 punktów, ale w drugiej to on ciągnął atak Hawks zdobywając 21 punktów (60% z gry). Poza tym, zanotował 9 asyst i 4 zbiórki. W odróżnieniu od meczu numer 3, wczoraj Johnson dostał wsparcie i również Hawks mieli 3 zawodników z co najmniej 20 punktami. Najlepszy mecz w tej serii rozegrał Crawford mając 21 punktów (50%). Smith dołożył 20 punktów, a także 9 zbiórek. Niestety, to nie wystarczyło. Hawks mieli problemy w obronie i nie potrafili zatrzymać ataków swoich przeciwników. Bucks trafili aż 55% swoich rzutów z gry, podczas gdy w pierwszych 2 meczach Hawks nie pozwolili im na wyższą skuteczność niż 45%.

Hawks kontynuują swoją fatalną grę na wyjazdach w fazie posezonowej. W ostatnich 3 playoffs wygrali tylko jedno spotkanie wyjazdowe na 10 rozegranych.

niedziela, 25 kwietnia 2010

game 3: Bucks 107 - Hawks 89

Bohater meczu: John Salmons
Po dwóch meczach, w których Salmons trafił tylko 39% swoich rzutów z gry, wczoraj 9 z jego 11 wpadło do kosza. Razem z Jenningsem poprowadził Bucks do świetnego startu i już po pierwszej kwarcie miał na swoim koncie 11 punktów. W całym meczu zdobył ich 22, do tego dołożył 7 asyst i 2 przechwyty.

Decydujące elementy
rzuty za trzy: Bucks 10/23 – Hawks 3/15
skuteczność z gry: Bucks 51.3% - Hawks 39.1%

W Atlancie to Hawks dominowali w ofensywie, a Bucks mieli problemy z trafieniem do kosza. W Milwaukee było na odwrót. W pierwszych dwóch meczach zawodnicy Bucks trafili w sumie 10 trójek na 44 próby, wczoraj zanotowali 10 celnych na 23 oddane. Fantastycznie rozpoczęli to spotkanie i po niespełna 10 minutach prowadzili 31-13, a pierwszą kwartę zakończyli wynikiem 36-19. Swojej przewagi nie oddali już do samego końca, a Hawks nawet przez chwilę im nie zagrozili.

Jennnings w pierwszej kwarcie zdobył 11 punktów trafiając między innymi 3 razy za trzy. Później dołożył już tylko 2, ale więcej Bucks nie potrzebowali, ponieważ mieli dużo opcji w ataku. 16 punktów zdobył Stackhouse, 12 Mbah a Moute, a po 11 Ilyasova i Ridnour. Tylko Delfino ciągle nie może się wstrzelić i po raz kolejny miał problemy w ataku (6 punktów, 2/9 z gry). Wyróżnić trzeba jeszcze Thomasa, który zebrał 13 piłek i zdobył 8 punktów (4/4 z gry).

W połowie czwartej kwarty przewaga Bucks wzrosła do 28 punktów, mimo że gospodarze grali już rezerwowym składem, a w Hawks na parkiecie był między innymi Johnson, Crawford i Smith.

Hawks zupełnie nie przypominali drużyny, która tak dominowała w pierwszych 2 meczach. Tylko Johnson zagrał w miarę dobrze zaliczając 25 punktów (41%), 6 zbiórek, 4 asysty i 3 przechwyty. Starał się pociągnąć drużynę w ataku, ale zupełnie nie miał wsparcia. Smith zaliczył 12 zbiórek, w tym 9 na atakowanej tablicy, ale spudłował 10 z 12 rzutów z gry. Williams spudłował 6 z 7, a Crawford 8 z 13. Hawks zebrali wczoraj aż 20 piłek w ataku, a mimo to zostali zniszczeni przez gospodarzy, ponieważ ich ponowienia akacji były w większości przypadków nieudane. Zdobyli tylko 12 punktów drugiej szansy, podczas gdy Bucks mieli ich 15, a zebrali w ataku 9 piłek mniej.

W końcówce, kiedy losy spotkania były już przesądzone wykazał się Pachulia, który zdobył 16 punktów trafiając 6 z 7 rzutów z gry, ale jego popisy w ataku nie miały już znaczenia dla ostatecznego wyniku.

Po dwóch dość gładkich porażkach Bucks pokazali, że we własnej hali są bardzo silni, nawet bez Boguta. Hawks natomiast w kolejnych playoffs mają problemy z wygrywaniem na wyjazdach.
zdjęcia: yahoo.com

środa, 21 kwietnia 2010

game 2: Hawks 96 - Bucks 86

Bohater meczu: Josh Smith
Smith co prawda przegrał rywalizację z Dwightem Howardem o miano najlepszego obrońcy sezonu, ale zajął drugie miejsce w głosowaniu. Najwidoczniej to dodało mu skrzydeł i w meczu numer dwa zagrał fantastycznie. Pokazał jak wszechstronnymi jest zawodnikiem i tylko jednej asysty zabrakło mu do triple-double. Zdobył 21 punktów trafiając 9 z 11 rzutów z gry, zebrał 14 piłek i zaliczył 9 asyst, do tego dołożył jeszcze po 2 bloki i przechwyty. W całej historii playoffs jeszcze tylko trzech zawodników zakończyło mecz ze statystykami na poziomie co najmniej 20 punktów, 8 zbiórek, 8 asyst i skutecznością 80% z gry.  Na prawdę imponujący występ.

Decydujące elementy:
trójka Johnson-Smith-Horford: zaliczyli w sumie 68 punktów, 28 zbiórek, 16 asyst, 5 przechwytów i 7 bloków (dla porównania pierwsza piątka Bucks: 46 punktów, 21 zbiórek, 12 asyst, 3 przechwyty i 3 bloki)
punkty z kontrataku: Hawks 22 – Bucks 10

Hawks
Wczoraj Hawks potwierdzili, że są w świetniej dyspozycji i znowu pewnie pokonali Bucks. W drugiej kwarcie objęli prowadzenie i do końca spotkania już go nie oddali. Poza Smithem bardzo dobrze zagrali również Johnson i Horford. JJ był najlepszym strzelcem gospodarzy z 27 punktami na koncie, zaliczył też 6 asyst i 4 zbiórki. Odegrał on kluczową rolę na początku czwartej kwarty, kiedy zdobył 10 z pierwszych 11 punktów swojej drużyny, nie pozwalając Hawks odrobić strat. Horford miał 20 punktów, 10 zbiórek i 3 bloki. W sumie, wszyscy zawodnicy pierwszej piątki zanotowali co najmniej 10 punktów. Słabo zagrali natomiast rezerwowi, co było spowodowane kiepskim występem Crawforda. Dugi strzelec Hawks, w swoim drugim meczu playoffs zdobył tylko 5 punktów pudłując aż 8 z 10 rzutów z gry. Na szczęście dla gospodarzy, w tym meczu jego zdobyczy nie potrzebowali.


Bucks
Zagrali trochę lepiej niż poprzednio. Był to trochę bardziej wyrównany mecz, ale tylko trochę. W drugiej połowie ich najmniejszą stratą było 8 punktów w czwartej kwarcie. Bardziej nie udało im się zbliżyć i drugi raz przegrali różnicą 10 punktów.

Jennings, który świetnie zagrał w pierwszym meczu i ciągnął atak Bucks zdobywając 34 punkty, nie potrafił tego powtórzyć. Tak samo jak w sezonie zasadniczym, również teraz debiutant gości przeplata dobre występy ze słabymi. Wczoraj na 15 rzutów z gry trafił tylko 3 i zakończył mecz z 9 punktami. Salomns zdobył 21 przy skuteczności 43%, ale spudłował wszystkie 5 rzutów za trzy. Natomiast Mbah a Moute zdobył 8 z pierwszych 10 punktów Bucks w meczu, a potem już nie powiększył swojego dorobki.

W odróżnieniu od Hawks, goście mogli liczyć na wsparcie z ławki. Przede wszystkim bardzo dobrze zagrał Ilyasova, który miał 13 punktów i 15 zbiórek. Stackhouse dołożył 15 punktów, a Gadzuric zaliczył po 6 punktów i zbiórek. To jednak było znacznie za mało, by wesprzeć słabo grającą pierwszą piątkę.

Pierwsze 2 mecze potwierdziły, że osłabieni brakiem Boguta, Bucks nie są w stanie poważnie zagrozić Hawks.
zdjęcia: yahoo.com

niedziela, 18 kwietnia 2010

Game 1: Bucks 92 - Hawks 102

Bohater meczu: Joe Johnson
Joe Johnson poprowadził Hawks do zwycięstwa, notując 22pkt i dokładając do tego 7 zbiórek, 5 asyst i 3 przechwyty. To z nim na boisku Atlanta była +18. Bucks mieli duży problem z kryciem go, i tak będzie do końca serii. To nie pierwszy raz gdy JJ zostanie bohaterem meczu w tegorocznych playoffs, gra mądrze i jest ciężki do krycia dla Kozłów (Skiles musi desygnować do obrony Smitha lub Johnsona Mbah a Moute, gdzie automatycznie drugi z niekrytych przez Kameruńczyka Jastrzębi zaczyna wykorzystywać przewagę na parkiecie).

Decydujące elementy:
bloki: Bucks 1 - Hawks 11
asysty: Bucks 11 - Hawks 18

Hawks
Rozpoczęli te playoffy mocno skupieni, spełniając założenia swojego trenera, non-stop grając pod kosz, gdzie pod nieobecność Boguta najłatwiej zdobywać punkty przeciwko Bucks. Po pierwszej kwarcie było 17:34 i wyglądało to jakby Jastrzębie grały przeciwko drużynie tankującej. Serio. Do połowy nic się nie zmieniło, wynik 40:62 pachniał blowoutem.

Po przerwie coś zacięło się w grze Atlanty, przestali grać swoje, pozwalając sobie na głupie straty i na nie bronienie świetnie dysponowanego Jenningsa. Mike Woodson wziął timeout przerywając tym samym pogoń Bucks, którzy doszli na 12 punktów. Na dalsze topnienie przewagi nie pozwolił Joe Johnson wraz ze swoim rozgrywającym, Bibby'm (8 na 9 z gry wczoraj). Nie pozwolili także, by Milwaukee zbliżyło się na więcej niż 6 punktów, dowożąc zwycięstwo do ostatniej syreny.

Aż 6 graczy Hawks miało dwucyfrowe zdobycze (Smith, Johnson ,Bibby, Horford, Williams, Crawford). Rzucali na bardzo wysokim procencie za trzy (54,5%). Jedynym mismatchem w tej serii będzie dla nich Jennings, co doskonale pokazał wczorajszy mecz. Muszą go zatrzymać na dystansie, gdyż pod koszem Hawks wczoraj rządzili.

Bucks
Ten mecz pokazał jak wielki wpływ na grę Kozłów ma Bogut. Bez niego nie ma post defense, co chętnie wykorzystywali Hawks. W pierwszej kwarcie zespół Skilesa nie miał ŻADNEJ asysty. Wyglądali na zagubionych, nieskupionych na grze. Do połowy nie licząc Jenningsa cała reszta grała fatalnie.

I to dzięki temu świetnemu rookie wrócili do gry. Jennings rzucił 34 punkty w całym meczu, jednak w samej 4 kwarcie rzucił tylko 2 punkty (!). I to właśnie jego zdobyczy zabrakło Bucks w ostatnich minutach. Przebudził się Salmons, który miał wczoraj problem z trafianiem (zaledwie 6 na 18 z gry), lecz miał 6 przechwytów. Jeszcze tylko jeden gracz Milwaukee przekroczył 10 pkt, był nim Ilyasova (miał 11). Brakowało wsparcia dla Brandona, do zatkania jest dziura pod koszem, której 70-letni Thomas nigdy nie zapełni. Jednak jest nadzieja dla Bucks na wyrwanie choć jednego meczu. Od Delfino i Stackhouse'a Skiles musi więcej wymagać (obaj mieli wczoraj 14 pkt i 4-14 z gry), przede wszystkim w obronie, gdzie cały obwód Hawks punktował do woli (58 pkt).

piątek, 16 kwietnia 2010

Przed pierwszą rundą: 3) Hawks - 6) Bucks

Gdyby nie kontuzja Boguta, to mogłaby być fantastyczna, bardzo wyrównana rywalizacja. Niestety, bez swojego centra Bucks mogą jedynie walczyć, by ta seria zakończyła się jak najpóźniej, na awans nie mają szans. Drużyna z Milwaukee ma charakter i nawet bez Boguta pokazywali, że potrafią wygrywać. Ale to było w sezonie zasadniczym, playoffs to zupełnie inna bajka. Nie można jednak wykluczyć, że Jennings znowu wszystkich zaskoczy i tak jak rozpoczął swoją karierę w NBA, w podobny sposób zagra w swoich pierwszych meczach playoffs. A jeśli do tego Salmons będzie miał kilka takich spotkaniach, jak w zeszłym roku w serii z Celtics...

Dwa lata temu Hawks zakończyli swoją przygodę na pierwszej rundzie, rok temu awansowali do drugiej, teraz na pewno chcieliby zrobić kolejny krok. W tym roku są trzecią siłą wschodu i są znacznie lepiej przygotowani na fazę zasadniczą. Obecnie nie opierają się już tylko na swojej bardzo silnej pierwszej piątce, ale mają też ogromne wsparcie z ławki od Crawforda. To daje im większe pole manewru, co jest bardzo ważne w długich seriach playoffs. Kontuzja Boguta na pewno ułatwiła im zadanie, ale nie mogą zlekceważyć swoich rywali, bo to może zakończyć się sporymi problemami. Wszystko wskazuje na to, że po dwóch poprzednich playoffs, w których za każdym razem w pierwszej rundzie grali aż 7 spotkań, teraz uda im się wcześniej zakończyć rywalizacje.

Typ: Hawks 4-1